Do zdarzenia doszło w grudniu 2012 roku. Jak informuje tvp.info do gangu, którego szefem był Oskar Z. zgłosiła się pracownica jednego z banków. Przekazała bandytom, że jeden z klientów regularnie wpłaca spore sumy na swoje konto i zawsze przywozi do placówki gotówkę. Przy pomocy wspólniczki namierzyli samochód, miejsce zamieszkania przyszłej ofiary i przygotowali się do napadu.
Podczas skoku użyli dwóch aut. Jeden jechał przed, a drugi za autem ofiary. Pierwsze zajechało mu drogę, a drugi uderzyło w pojazd kuriera z tyłu, spychając go do rowu. Ubrani w policyjne kamizelki napastnicy wyskoczyli z aut. Jeden z nich krzyczał: Policja! Nie ruszaj się! Ofiara oddała torbę, w której było ponad 200 tys. dolarów.
"Bandyci nie wiedzieli zapewne, że ich ofiarą był mężczyzna, którego rolą było regularne wpłacanie zysków od przedsiębiorców działających w azjatyckim centrum handlowym w Wólce Kosowskiej. O tym, że nie były to pieniądze z legalnych źródeł może świadczyć fakt, że napadnięty przez ponad półtora roku milczał na temat napadu. To nasuwa podejrzenie, że gotówka pochodziła od chińskiej mafii „opiekującej” się wieloma sprzedawcami z Wólki lub współpracujących z nią osób" - informuje tvp.info. Po napadzie mężczyzna dalej wpłacał znaczne kwoty na swoje konto.
Jak podaje tvp.info, kilka dni temu ofiara napada została przesłuchana przez prokuraturę. Mężczyzna był zaskoczony, że ktoś wiedział o jego przygodzie. Nie wiadomo, czy wskazał śledczym źródło pochodzenia pieniędzy, a śledczy nie zdradzają, czy podjęli wątek prania brudnych pieniędzy.
- Gdyby to rzeczywiście były pieniądze chińskiej mafii i jej członkowie ustalili złodziei, to dla zatrzymanych przez nas bandytów lepiej będzie jak posiedzą długo w więzieniu - powiedział portalowi tvp.info jeden ze śledczych.