WP

Co stało się z 43 zaginionymi studentami z Meksyku? Ta sprawa to mroczny symbol

O zaginięciu w ubiegłym roku 43 meksykańskich studentów głośno było na całym świecie. Po miesiącach poszukiwań, odkryciu wielu masowych grobów w stanie Guerrero, gdzie doszło do zdarzenia, i ponad stu ciał, sprawa studentów nadal jest zagadką. Do tej pory udało się zidentyfikować szczątki tylko jednego z nich. Co gorsza, ta historia to jedynie symbol mrocznej rzeczywistości Meksyku, o której pisze Sylwia Mróz.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rodziny zaginionych studentów protestowały nawet w Nowym Jorku w pobliżu siedziby ONZ, kwiecień 2015 r.
Rodziny zaginionych studentów protestowały nawet w Nowym Jorku w pobliżu siedziby ONZ, kwiecień 2015 r. (AFP, Fot: Eduardo Munzo)
WP

Był piątek 26 września 2014 roku. Studenci kolegium nauczycielskiego w Ayotzinapie zorganizowali manifestację w miejscowości Iguala w stanie Guerrero. Niektórzy przybyli na miejsce autobusami. To w nich zostało postrzelonych sześć osób, w tym najmłodszy, 15-letni uczestnik protestu. Dwie osoby wykrwawiły się na skutek odniesionych obrażeń. Ale w sumie rannych było znacznie więcej, co najmniej 15 osób. A 43 uczniów zaginęło po demonstracji w niejasnych okolicznościach. Do dziś zidentyfikowano szczątki jednego z nich - Alexandra Mory.

Poszukiwanie duchów

Po zaginięciu studentów w stanie Guerrero odkryto dziesiątki masowych grobów. W gminie Iguala od listopada minionego roku do teraz odnaleziono 102 ciała ofiar przestępców. Nie należą one jednak do poszukiwanych studentów. Pozostaje więc pytanie, na które trudno odpowiedzieć: czyje to ciała?

WP

Do policji zaczęli zgłaszać się mieszkańcy, których bliscy również zaginęli wiele miesięcy temu, ale wcześniej bali się o tym mówić. W ciągu ostatnich dwóch lat w okolicach Iguali zaginęło ponad 300 osób. Okazało się, że przypadek studentów nie jest odosobniony. A cały stan jest usiany zbiorowymi mogiłami. - Stan Guerrero to jeden wielki cmentarz - mówił WP jeden z ojców zaginionych studentów.

W ostatnim czasie niemałe zamieszanie wywołał wywiad serwisu Huffington Post z Ulisesem Barnabe Garcią, sędzią śledczym, który w nocy, gdy zaginęli studenci, pracował na komisariacie w miejscowości Iguala. To tam mieli trafić uczniowie kolegium nauczycielskiego, nim zostali przekazani kartelowi Guerreros Unidos. Ale Ulises Barnabe Garcia stanowczo zaprzeczył tej wersji i twierdził, że przedstawiony przez meksykańską prokuraturę generalną bieg wydarzeń nie jest zgodny z prawdą, a studenci nie pojawili się na komisariacie, na którym pełnił służbę. Sędzia, któremu grożono i oskarżono o bycie zamieszany w sprawę zginięcia studentów oraz rzekome powiązania ze światem przestępczym, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie poprosił o azyl.

- Najbardziej boli mnie, że jestem oskarżany o współudział w zaginięciu studentów, podczas gdy nie mam nic wspólnego z tą sprawą. W tym samym czasie osoby odpowiedzialne za tę tragedię swobodnie spacerują po ulicach, wiedząc, że nic im nie grozi - mówił sędzia. Jak dodał, obecnie władzom Meksyku zależy na wyciszeniu i zamknięciu sprawy zaginięcia 43 studentów, bo cała tragedia nie odbija się na wizerunku kraju.

Nihil novi

WP

Dla mieszkańców Meksyku wydarzenia w Iguali nie są niczym nowym. Statystyki mówią o ponad 25 tysiącach zaginionych od 2006 roku w całym kraju. Codziennie ktoś przepada bez śladu i pomimo zgłaszania takich przypadków policji, nikt nie wszczyna poszukiwań ani śledztw. Jedyna różnica polega na tym, że po zdarzeniach w Iguali doszło do kilkuset manifestacji. W stanie Guerrero rodziny zaginionych ciągle protestują i domagają się odnalezienia ich synów bądź przedstawienia dowodów przez niezależnych śledczych.

Zaginięcie studentów oburzyło nie tylko obywateli Meksyku, ale i mieszkańców całego świata. Powiązanie struktur władzy ze zbrodnią doprowadziło do pierwszego poważnego kryzysu politycznego, któremu musiał stawić czoła zaprzysiężony w 2012 roku na prezydenta Enrique Pena Nieto. Po zakończeniu śledztwa, w wyniku którego udało się zidentyfikować zwłoki jednego z 43 zaginionych, prokurator generalny Meksyku Jesus Murillo Karam złożył rezygnację.

Frustracja tysięcy rodzin osób zaginionych, bezkarność sprawców i bezczynność władz doprowadziły do erupcji niezadowolenia społecznego. Iguala stanowiła symbol, z którym utożsamiało się wielu Meksykanów. Oburzenie przerodziło się w falę krytyki wobec rządu, który nie podejmuje żadnych działań ani nie stara się ukarać winnych.

Walka o przeżycie

WP

- Najgorsze to nie wiedzieć, co się stało. Wszystko, co robię koncentruje się na poszukiwaniu syna. Jako matka osoby zaginionej mogę powiedzieć, że moje życie zamieniło się w walkę o przeżycie - mówi Maria Guadalupe Fernandez Martinez, matka zaginionego od ponad sześciu lat Jose Antonio Robledo Fernandeza.

Erica Guevara-Rosas, amerykańska dyrektor Amnesty International, podkreśla, że problem zaginięć w Meksyku osiągnął skandaliczny poziom. - W obliczu tak poważnego kryzysu praw człowieka nadszedł najwyższy czas, by władze podjęły stosowne kroki w poszukiwaniu zaginionych i pilnie rozpoczęły śledztwa w każdym z przypadków, by odnaleźć winnych i wymierzyć sprawiedliwość - mówi.

To pobożne życzenia, które daleko odbiegają od meksykańskiej rzeczywistości. Zastraszani obywatele boją się mówić prawdę w trosce o życie własne i bliskich. A skorumpowane władze, powiązane ze światem przestępczym, nie dążą do wyjaśniania każdej ze spraw, by nie kompromitować samych siebie.

Z każdym dniem maleje nadzieja na odnalezienie 43 studentów żywych. Wierzyć w to zdają się już jedynie rodzice, którzy pragną, by ich dzieci całe i zdrowe wróciły do domów. Tak, jakby całej zbrodni w Iguali, która zamieniła ich życie w piekło, nigdy nie było.

WP

Zobacz również wideo: Zaginiona nastolatka.

WP
WP