euro

Fundusze Europejskie dla Polski. "Jesteśmy największym beneficjentem"
WIDEO

Fundusze Europejskie dla Polski. "Jesteśmy największym beneficjentem"

Polska jest największym beneficjentem Funduszy Europejskich. Dziennikarz WP Patrycjusz Wyżga zapytał swoje gościnie, czym tak naprawdę są te środki i dlaczego to do Polski trafia najwięcej unijnych pieniędzy? - Fundusze Europejskie to środki pochodzące z budżetu Unii Europejskiej, rozdawane według różnych parametrów dotyczących rozwoju gospodarczego danego państwa. Mają one na celu wzmocnienie gospodarki, przedsiębiorczości. Zmieniają się one w zależności od potrzeb. Są to fundusze bezzwrotne. Polska jest największym biorcą Funduszy Europejskich w ostatnich latach, a Niemcy najwięcej wpłacają – tłumaczyła dr Marzenna Guz-Vetter, ekspertka Team Europe, była dyrektorka przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. - My dostajemy najwięcej pieniędzy, ponieważ gdy otworzyliśmy nasz rynek na produkty z państw UE, to kraje z Zachodu zaczęły tutaj sprzedawać, a u nas było mało kapitału. Nie mogliśmy więc skorzystać na otwarciu wspólnego rynku. Te wpłaty to też rodzaj wyrównania za to, a nie specjalna nagroda – podsumowała dr Vetter. Skąd biorą się pieniądze w ramach Funduszy Europejskich? - To są nasze wpłaty. Wszystkie kraje wpłacają i są różne źródła tych wpłat - w zależności od PKB. Oprócz tego są to środki pozyskiwane na granicy z cła czy procent ściągany z VAT-u – wyliczyła prof. dr hab. Katarzyna Żukrowska, dziekan kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH. Jak dużo Polska wpłaca? Dlaczego znaczenie transferu budżetu z Unii Europejskiej można porównać do lewarka? O tym w dalszej części rozmowy. Materiał powstał we współpracy z Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej ze środków Funduszu Rozwoju Regionalnego.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Przyszłość integracji UE. Eksperci o "cichej wojnie handlowej z USA"
WIDEO

Przyszłość integracji UE. Eksperci o "cichej wojnie handlowej z USA"

By Unia Europejska mogła dalej się integrować i rozwijać potrzebne są jakieś narzędzia. Co będzie nowym motorem napędowym wspólnoty europejskiej? - Wspólna waluta, strefa Schengen, program Erasmus, co dalej? – wyliczał, pytając swoich rozmówców dziennikarz WP Paweł Pawłowski. - Nowymi narzędziami, które będą odpowiedzią na coraz bardziej wyraźne zmiany nastrojów będzie zwiększenie środków na politykę migracyjną. Nastąpi zwiększenie potencjału Frontexu – unijnej agencji, która strzeże naszych granic. Już przed poprzednimi wyborami Frontex uzyskał więcej kompetencji – tłumaczyła dr hab. Marta Witkowska, prof. UW, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Ekspertka przyznała, że tej chwili osób ubiegających się o azyl mamy więcej, niż w czasie największej fali w 2017 r. po kryzysie w Syrii. Jak dodała politolożka, "nie mamy jednak już tak dużej fali tzw. migrantów ekonomicznych". - Druga kwestia to wsparcie przedsiębiorców. To wiąże się z Europejskim Zielonym Ładem. Ze Stanami Zjednoczonymi Unia Europejska toczy częściowo tzw. cichą wojnę handlową, podobnie jest między Chinami i USA. Unia Europejska reaguje na tę wojnę handlową tworząc fundusz dla przedsiębiorców wspierający ich rozwój – dodała dr hab. Witkowska. Jak podkreślili eksperci dotychczasowe wieloletnie negocjacje między UE a USA zerwał w trakcie swojej kadencji prezydent Donald Trump. Jakie wyzwania stoją przed dalszą integracją Unii Europejskiej? O tym w dalszej części rozmowy. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Kto rządzi w strefie euro? Eksperci o przyszłości NBP i RPP
WIDEO

Kto rządzi w strefie euro? Eksperci o przyszłości NBP i RPP

- Europejska waluta jest wspólną walutą krajów członkowskich. Należy do społeczeństw, naszą też jest, chociaż jeszcze euro nie używamy. Panuje przeświadczenie, że euro powinno być wyjęte z obszaru wspływów polityki prostej. Europejski Bank Centralny jest oddany w ręce profesjonalistów – tłumaczył prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula oraz Politechniki Warszawskiej. - Rządzi nim ciało, które jest złożone z sześciu przedstawicieli zarządu, wybieranych przez kraje członkowskie, a poza tym tworzą go wszyscy prezesi banków centralnych wszystkich krajów, które używają euro. Banki centralne w każdym kraju są niezależne, nie słuchają poleceń swoich rządów, mają konkretne zadania konstytucyjne. Gdyby Polska była członkiem strefy euro to do tego grona byłby zaproszony nasz prezes NBP – wyjaśnił ekonomista. Drugi z rozmówców Pawła Pawłowskiego podkreślił, że jest to jak najbardziej demokratyczny system rządzenia. - Strefą euro i jednolitym pieniądzem europejskim zarządzają wszystkie państwa członkowskie strefy euro. Zarządzają wspólnie prezesi banków centralnych strefy euro. Gdyby Polska była w strefie euro zasiadałby tam pan prezes Glapiński, mając taką samą siłę głosu jak prezes banku Niemiec - podkreślił prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej. Co z NBP po przyjęciu euro? – zapytał swoich rozmówców Paweł Pawłowski. - Narodowy Bank Polski nie jest likwidowany, cały czas istnieje. Europejski Bank Centralny jest jądrem tzw. systemu banków centralnych, które utrzymują wszystkie kraje członkowskie. Europejski Bank Centralny prowadzi jedynie te elementy, które są uzgodnione jako wspólne. To, czym się nie zajmuje pozostaje nadal w gestii banków krajowych, których prezesi są niejako jego właścicielami – wyjaśnił prof. Orłowski. - Suwerenność nie jest tutaj zagrożona, ona jest wzmocniona. Suwerenność jest prawdziwa, kiedy może być wykonywana efektywnie wewnątrz i na zewnątrz. Wewnątrz tutaj nie ma żadnych zmian, a jeśli chodzi o sprawczość na zewnątrz to im bardziej my jesteśmy silni w ramach Unii Europejskiej, tym lepiej dla Polski – podsumował prof. Nowak-Far. Ekspert zwrócił uwagę tylko na problem Rady Polityki Pieniężnej, której działalność musiałaby być zastąpiona przez organy Europejskiego Banku Centralnego. W grę wchodziłaby więc likwidacja lub przydział innych zadań. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Zalety strefy euro. Ekonomiści o korzyściach dla Polski
WIDEO

Zalety strefy euro. Ekonomiści o korzyściach dla Polski

Jakie są zalety strefy euro? - Euro oznacza stabilny kurs waluty, stałość i twardość pieniądza. Gospodarka może rozwijać się ze stałym i stabilnym pieniądzem lub z płynnym kursem, który może się zmieniać. Może się rozwijać z euro lub nie. To nie jest też tak, że jedno to niebo, a drugie to piekło – wyjaśniał prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula oraz Politechniki Warszawskiej. - Przygniatająca większość ekonomistów uważa, że przyjęcie euro trochę wytrąci możliwość bezpośredniego wpływu na gospodarkę, ale za to zyskujemy na niższych stopach procentowych oraz zyskujemy na stabilności waluty – dodał prof. Orłowski. Ekonomista przyznał, że przyjęcie euro "byłoby lepsze dla wzrostu gospodarczego Polski", zaznaczając jednak, że "to też nie raj", przypominając o kryzysie u Greków. - Sytuacja Grecji pokazuje, że przy prowadzeniu złej polityki gospodarczej i będąc w tym raju, można wylądować nagle w kotle ze smołą. To nieprawda, że przyjęcie lub odrzucenie euro rozwiązuje wszystkie problemy, ale pamiętajmy, że szybszy wzrost gospodarczy, przy dobrej polityce, można lepiej osiągnąć z euro, niż bez euro – podsumował ekspert. Podobnego zdania był drugi gość Pawła Pawłowskiego. - Strefa euro to zarządzanie wedle przewidywalnych reguł, co oznacza, że nikt nas obywateli nie może oszukiwać – skomentował prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej. - Większość Polaków jest obecnie sceptyczna wobec euro, część mówi: przyjąć, ale nie w tej chwili. Jest jednak jedna grupa, która zawsze w przygniatającej większości odpowiada: tak, chcemy euro, jak tylko szybko się da. To są przedsiębiorcy. Z punktu widzenia gospodarki nie ma cienia wątpliwości, że im wtedy z głowy spada pewien problem ryzyka, bo my mamy gospodarkę opartą na eksporcie – przyznał prof. Witold Orłowski. - Z kolei inwestorom zależy, żeby stopy procentowe były jak najniższe, a gdyby Polska była w strefie euro to stopy procentowe byłyby znacznie niższe niż obecnie – dodał. - Jeśli chodzi o branżę turystyczną to brak euro prowadzi do zniechęcenia pewnej istotnej liczby turystów ze strefy euro. Oni nie wiedzą, jak przyjadą tutaj, jaki będzie do końca koszt ich pobytu, ponoszą ryzyko walutowe – podsumował prof. Artur Nowak-Far z SGH. Eksperci zdradzili, że jedyna grupa, która straci na wprowadzeniu euro to właściciele kantorów. Jakie jeszcze zalety daje wspólna waluta? Obejrzyj całą rozmowę. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Euro w UE. Fenomen wspólnej waluty. "Ewidentne korzyści"
WIDEO

Euro w UE. Fenomen wspólnej waluty. "Ewidentne korzyści"

Wspólna waluta dla Europy to konieczność czy utopia? - Właściwie to konieczność ze względu na interesy wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej. Jeżeli my zauważymy, po co istnieje Unia Europejska, jako organizacja, to ona ma służyć państwom członkowskim, żeby wzmacniać ich siłę gospodarczą. Bez wspólnego pieniądza ten projekt jest niepełny – tłumaczył prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej. - Euro stanowi już globalną walutę i powstają ewidentne korzyści dla wszystkich tych państw, które ją mają. Część z nich jest konsumowana także przez państwa, które nie należą do strefy euro, jak Polska, ale te korzyści są wtedy mniejsze - dodał ekonomista. - UE to było od początku poszukiwanie magicznego klucza do tego, aby kraje członkowskie stanowiły z punktu widzenia gospodarczego jeden rynek. Wtedy powstają wielkie firmy, sięga się po korzyści skali, powstają potężne firmy zdolne konkurować na świecie – wyjaśniał prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula oraz Politechniki Warszawskiej. - Przykład Polski pokazuje, że można żyć w Unii Europejskiej nie mając euro, ale większość ekonomistów uważa, że nasze korzyści byłyby jeszcze większe, gdybyśmy to euro mieli – dodał ekspert. - Euro ma dzisiaj takie samo uzasadnienie, jak 20 lat temu. Wspólna waluta wzmacnia gospodarczo państwo. Przez 20 lat mieliśmy do czynienia z tym, że państwa członkowskie mogły sprawdzić, czy jest to korzystne. Większość z nich powoli dołącza do strefy euro, co oznacza, że widzą tam bardzo konkretne korzyści – przyznał prof. Artur Nowak-Far. Drugi rozmówca Pawła Pawłowskiego powołał się tutaj na badania społeczne, które pokazują zadowolenie Europejczyków ze wspólnej waluty. – W krajach, które mają już euro nie ma ani jednego społeczeństwa, które chciałoby zrezygnować z tej waluty – przyznał prof. Orłowski. Prof. Nowak-Far podał tu przykład naszych południowych sąsiadów. - Słowacy mają już euro. Gdyby działo się coś niepokojącego to tematem kampanii stałoby się tam wychodzenie ze strefy euro. Tymczasem nie było to żadnym przedmiotem dyskursu politycznego. Oni po prostu chcą żyć z euro – podsumował ekonomista. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Największe wady euro. Ekonomiści rozprawili się z popularnymi mitami
WIDEO

Największe wady euro. Ekonomiści rozprawili się z popularnymi mitami

Czy przyjęcie wspólnej unijnej waluty niesie ze sobą jakieś zagrożenia? – Jeżeli rząd nie dopilnowałby porządku funkcjonowania rynku w okresie wprowadzania euro to mogą się zdarzać jakieś zachowania handlowców, które są drapieżne wobec konsumentów. To największa obawa ludzi - przyznał prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej. – Z punktu widzenia gospodarczego utrata możliwości prowadzenia polityki pieniężnej jest istotnym kosztem i pewną wadą w tym zakresie – dodał. Z kolejnymi postanowił rozprawić się drugi rozmówca Pawła Pawłowskiego. - Tracimy możliwość ręcznego sterowania, ale dzięki temu zyskujemy większe bezpieczeństwo naszych oszczędności, bo nikt już nie będzie manipulować tym pieniądzem. Zyskujemy też niższe stopy procentowe. To jest coś za coś – wyjaśnił prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula oraz Politechniki Warszawskiej. Ekspert odniósł się tutaj do popularnych zarzutów dotyczących wprowadzania euro u sąsiadów Polski. - Niemcy mówiły, że ceny wzrosły im dwukrotnie. To wszystko było badane i to jest nieprawda. To, co nastąpiło, a to jest efekt, który wszędzie zaobserwowano - zauważono wzrost cen towarów, za które płaci się codziennie gotówką, a nad czym nie ma takiej kontroli. W supermarketach ceny prawie się nie zmieniły po wprowadzeniu euro – zapewnił prof. Orłowski. - Na Litwie podobnie – w sklepach ceny się nie zmieniły, natomiast babcie sprzedające kwiaty na ulicy podniosły swoje ceny – tłumaczył. Ekonomista przyznał, że obecnie łatwiej przeprowadzić proces wejścia do strefy euro, wcześniej się przygotowując i stawiając na dwuwalutowość, by "uspokoić ludzi, że żadnego dwukrotnego wzrostu cen w Polsce nie będzie". - Sytuacja jest również bardzo ciekawa u Słowaków. U siebie nic nie stracili na tym, że wprowadzili euro, a ponieważ mają znacznie mocniejszą walutę niż Polska to jeszcze mają dodatkowy bonus, bo my naszą pracę, nasze towary jesteśmy skłonni im jeszcze taniej sprzedawać, niż oni mają u siebie – podsumował prof. Witold Orłowski. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Dlaczego Polska nie przyjęła euro? Ekonomista: To jest chowane przed ludźmi
WIDEO

Dlaczego Polska nie przyjęła euro? Ekonomista: To jest chowane przed ludźmi

- Nie mam cienia wątpliwości, dlaczego Polska nie przyjęła jeszcze euro. Polacy boją się po prostu wzrostu cen. Tego potężnego mitu, który niektórzy politycy podsycają, opowiadając kompletne bzdury – przyznał prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula oraz Politechniki Warszawskiej. - W Polsce przeważa obawa, że wprowadzenie euro to reforma, która uderzy w ludzi, bo wzrosną ceny. W związku z tym nie mamy poparcia politycznego dla partii, które chciałyby wprowadzenia euro. Mamy też takie zapisy w konstytucji, że bez zmian w niej euro wprowadzić nie możemy – tłumaczył ekspert. Jak dodał, to nie jest tak, że większość Polaków nie chce euro. Spośród tych, którzy chcą, spora część odpowiada: jeszcze nie teraz, za 10 lat. - Polska powinna przyjąć euro. Po pierwsze to zobowiązanie wynika z traktatu. Po drugie materialnie to po prostu wzmocni Polskę. To, co jest chowane przed ludźmi to fakt, że Unia Europejska rozwija się wkoło strefy euro, to jest jej trzon. Euro jest z kolei produktem flagowym tej organizacji i ono determinuje jej siłę globalną – wyjaśnił prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej. - Jeżeli chcemy silnej Polski w silnej Unii Europejskiej to musimy chcieć Polski w strefie euro. Innej narracji kompletnie nie rozumiem – dodał ekonomista. Czy to prawda, że jeśli nie euro to rubel? Jeśli nie Zachód to Wschód? – zapytał wprost dziennikarz Paweł Pawłowski. - Trzeba otwarcie o tym mówić. To nie jest prawda, że możemy być sobie "samotną wyspą". Jeśli nie zakotwiczymy w brzegu zachodnim to nurt popchnie nas w stronę brzegu wschodniego. Nie mam tu wątpliwości – podsumował prof. Orłowski. Gdzie jesteśmy w tym momencie w drodze do euro? Jakie jeszcze warunki Polska musi spełnić? O tym w dalszej części rozmowy z ekspertami. Materiał powstał we współpracy z Parlamentem Europejskim.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Euro w Polsce. "Wciąż nie rozumiemy jednego". Ekspertki rozprawiły się z mitami
WIDEO

Euro w Polsce. "Wciąż nie rozumiemy jednego". Ekspertki rozprawiły się z mitami

Polska w strefie euro - to temat, który co jakiś czas rozgrzewa opinię publiczną. Czy my potrzebujemy unijnej waluty? – Z jednej strony mamy rachunek ekonomiczny, bo ekonomiści jednoznacznie opowiadają się za przyjęciem euro. Trzeba też przypomnieć fakt, że wchodząc do Unii Europejskiej zobowiązaliśmy się do przyjęcia tej waluty - odpowiedziała prof. Małgorzata Molęda-Zdziech z SGH. - Z drugiej strony, tej społeczno-kulturowej, przed 2010 r. były pewne dyskusje i debaty, ten temat był obecny, teraz tego tematu nie ma z różnych powodów i to jest niedobre, bo teraz tylko straszymy euro - dodała ekspertka. Profesor Molęda-Zdziech zwróciła również uwagę na to, że przyjęcie euro jest szeregiem czynników, które trzeba "wytłumaczyć zwykłemu Kowalskiemu". Chodzi tu o wyjście naprzeciw lękom, żeby nie dać pola dyskursowi, że "wzrosną ceny", "zabiorą nam polską walutę", "będziemy uzależnieni". - Ja byłam blisko tematu w okresie, kiedy Litwa chciała wejść do strefy euro, a już od dawna jest, ponieważ mój mąż jest Litwinem. Oni już wtedy rozumieli jedną rzecz, której my, jako Polacy, wciąż nie rozumiemy. To jest wejście do pewnej wspólnoty, w której dzięki wspólnej walucie my jesteśmy po prostu chronieni. Proszę popatrzeć na Grecję ze wszystkimi konsekwencjami tego, co się zadziało – tłumaczyła prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z UW. - My musimy mieć świadomość, że dla nas wejście do strefy euro to ochrona naszego rynku w pewien sposób – dodała. Paweł Pawłowski zapytał swoje rozmówczynie o konkretną datę, kiedy moglibyśmy przystąpić do strefy euro. – To pewnie mogłaby być perspektywa 5-6 lat. Wszystko zależy od priorytetów politycznych, ale my wciąż nie jesteśmy na tej drodze – przyznała politolożka. Jakie jeszcze korzyści dałaby Polsce europejska waluta? Obejrzyj rozmowę z okazji 20-lecia wstąpienia Polski do UE.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski