białoruś (strona 79 z 208)

Białoruś nie chce walczyć za Rosję? "Zbuntowany naród"
1
3:59

Białoruś nie chce walczyć za Rosję? "Zbuntowany naród"

Siły Powietrzne Ukrainy twierdzą, że rosyjski dron wleciał w polską przestrzeń powietrzną, a następnie wrócił na terytorium Ukrainy i tam został zestrzelony. Tych doniesień nie skomentowało Dowództwo Operacyjne Rodzaju Sił Zbrojnych, a szef KPRM powiedział, że są to niepotwierdzone informacje. Ppłk Marcin Faliński w specjalnym programie WP został zapytany, czy w ten sposób Rosja będzie sprawdzać Polskę oraz NATO. - Żadna ze stron nie potwierdziła tego - powiedział były oficer agencji wywiadu i zaznaczył, że nie ma szczątek tego drona. - Tutaj są dwa elementy. Po pierwsze: prowokacje rosyjskie, aczkolwiek ja jestem daleki od tego, bo oni sobie zdają sprawę z tego, że są tu wojska NATO i jest to igranie z ogniem - powiedział gość WP. - Druga sprawa: to jest pomyłka i tzw. poziom techniczny sił zbrojnych Rosji. Wszystko się może zdarzyć - powiedział ppłk Marcin Faliński. Gość WP skomentował także doniesienia dot. tego, że żołnierze z Białorusi nie chcą walczyć. - To jest chyba oczywiste, Białorusini to nie są Rosjanie. Ten naród jest zbuntowany. 80 proc. nie popiera Łukaszenki - powiedział ppłk Faliński i wspomniał o protestach na Białorusi. Jak zaznaczył ekspert, dyktator zdaje sobie sprawę, że może dać broń osobom, które są przeciwko niemu. - Nie wyobrażam sobie, że ci żołnierze w ogóle ruszą z koszar (...) tylko ruszą w zupełnie inną stronę. Łukaszenka wie, że musi zrobić wszystko, aby nie wejść do tego konfliktu - dodał rozmówca Mateusza Ratajczaka.
Sylwia Bagińska

S. Bagińska

Białorusini walczą po stronie Ukrainiy. ''Szykujemy się na wielki atak na Kijów''
2:26

Białorusini walczą po stronie Ukrainiy. ''Szykujemy się na wielki atak na Kijów''

Wielu Białorusinów postanowiło chwycić za broń i stanąć po stronie Ukrainy po tym, jak na ten kraj napadła armia rosyjska. Nie chodzi tylko o Białorusinów mieszkających na terenie Ukrainy, lecz także o tych, którzy specjalnie przybyli tam po wybuchu wojny, aby wspomóc Ukraińców. Jednym z białoruskich ochotników walczących ramię w ramię z Ukraińcami, jest 26-letni Jan Derbeiko. Kształcił się na kierunku inżynierii lotnictwa, gdy musiał uciekać z Białorusi po tym, gdy brał udział w protestach przeciw rządom Łukaszenki. Kiedy Rosja dokonała inwazji na Ukrainę, nie zastanawiając się długo, dołączył do białoruskiej jednostki żołnierzy walczących dla Ukrainy. W rozmowie agencją Associated Press wyraził głębokie rozczarowanie postawą władz swojej Ojczyzny. - Co czuję? Jest mi bardzo przykro. Przykro mi, że terytorium naszego kraju (Białoruś), jest wykorzystywane jako trampolina do rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie – powiedział. Iwan to kolejny Białorusin, który walczy przeciwko Rosjanom na Ukrainie. Jest obyty z bronią, gdyż pomagał Ukraińcom już podczas walk w 2015 roku. W ostatnich latach żył jednak zwyczajnie. On również traktuje Ukrainę jak swój drugi dom. - Jak mogę być z dala od domu, kiedy dzieją się tak straszne rzeczy? Jak mogę zostać w domu albo uciec, gdy dochodzi do aktów bezprawia i terroryzmu? Jak mogę nie stawiać oporu? – zadawał retoryczne pytania. Władze Ukrainy podały informację, że na terenie Ukrainy znajduje się już ponad 20 tys. ochotników z wielu krajów, którzy przyjechali wspomagać Ukraińców w walce z armią rosyjską.
Białoruś zaatakuje Ukrainę? "Szukają tych wzmocnień"
5:30

Białoruś zaatakuje Ukrainę? "Szukają tych wzmocnień"

Siły wojskowe Władimira Putina miały ostrzelać własne terytorium – wieś Popowkę – w ramach prowokacji. – Jeżeli takie wydarzenie miałoby miejsce w ostatnich godzinach przez wybuchem tej wojny, to moglibyśmy to potraktować jako szukanie pretekstu do wejścia wojsk. Natomiast dzisiaj już chyba nikt nie ma wątpliwości, że armia rosyjska dostała takie polecenie i sama próbuje także realizować zadania poprzez brutalność. Te ostrzały cywilnych osiedli wydają się w dużej mierze zamierzone. Próbuje się w sposób takiego siania strachu wymusić pewne reakcje na społeczeństwie – mówił w "Programie Specjalnym" WP Mariusz Cielma z Nowej Techniki Wojskowej. Dodał, że na tym etapie "Rosjanie już nie potrzebują prowokacji". Dopytywany o to, jaki jest dalszy scenariusz działań armii rosyjskiego agresora i czy wojska białoruskiego dyktatora Alaksandra Łukaszenki również wezmą udział w ataku na Ukrainę, odparł, że jego zdaniem na pewno "jest presja na Łukaszenkę". Jak stwierdził, w armii rosyjskiej "zauważalny jest ten zastój, nie ma inicjatywy, wojsko nie ma pędu". – Więc szukają tych wzmocnień. Te wzmocnienie najbliżej są na terytorium Białorusi – dodawał. – Pojawia się pytanie: jeżeli obserwujemy, jakie morale jest w wojskach rosyjskich, jak wygląda ten sprzęt, jak wygląda ich skuteczność, pomimo wielu ćwiczeń (…), to moim zdaniem na pewno nie możemy zakładać, że wojska białoruskie będą skuteczniejsze i bardziej zmotywowane do walki – podkreślił. Zauważył też, że "generalnie nawet nie są aż tak liczne". Pytany z kolei o to, czy tym sposobem Rosja będzie chciała odciąć duże miasta od korytarzy ewakuacyjnych i dostaw m.in. broni z Zachodu, odpowiedział, że "na pewno jest takie zamierzenie rosyjskich władz i wojskowych". – To dobrze widać na przykładzie Kijowa, gdzie po tych pierwszych próbach, bardzo wręcz prostych atakach masowych wojsk powietrzno-desantowych, podjęto tę próbę przynajmniej od zachodu obejścia tego miasta. Tylko wydaje się, że tam się znalazło za dużo sił na zbyt małym terenie, trudnym do zabezpieczenia logistycznego – wyjaśniał. – Trochę to dzisiaj może jest mniej prawdopodobne, ale ciągle nie można tego wykluczyć, że Rosjanie cały czas utrzymywali całkiem pokaźne zgrupowanie wojsk w rejonie Brześcia. Brześć to jest w zasadzie miasto graniczne z Polską. Były te obawy, że takie połączone zgrupowanie białorusko-rosyjskie, uderzając z Brześcia (…) na Ukrainę, nie będzie też próbowało dokonać takiej głębokiej penetracji – powiedział ekspert.