białoruś (strona 110 z 207)

"Znęcano się nad nami, torturowano". Fotoreporter opowiada WP o doświadczeniach w białoruskim areszcie
5:52

"Znęcano się nad nami, torturowano". Fotoreporter opowiada WP o doświadczeniach w białoruskim areszcie

- To był masowy terror mający zastraszyć społeczeństwo białoruskie. Pierwsza doba to było przetrzymywanie nas w kilkaset osób na sali gimnastycznej, gdzie wszyscy musieli leżeć skuci z tyłu i cały czas ktoś był bity, cały czas nas wyzywano. Przynajmniej kilkukrotnie każdą osobę pojedynczo wyciągano na korytarz, żeby ją pobić albo znęcać się nad nią psychicznie czy słownie - mówił w programie "Newsroom" WP fotoreporter Witold Dobrowolski. Był on jedną z wielu osób, które po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich na Białorusi trafiły do tamtejszego aresztu. Dobrowolski relacjonował, że wobec zatrzymanych stosowano wówczas też torturę polegającą na wielogodzinnym klęczeniu pod ścianą z rękami uniesionymi za głową. - Myśmy musieli wytrzymać pięć godzin w ten pozycji, ludzie mdleli, błagali, żeby przestać i za to też byli bici - dodał. Jak mówił, później trafił do sześcioosobowej celi, w której przebywały 23 osoby. Prowadzący program Mateusz Ratajczak pytał też o Ramana Pratasiewicza, który miał zostać zmuszony do udzielenia wywiadu w białoruskiej telewizji. Dobrowolski ocenił, że służby są w stanie złamać każdego. - W przypadku służb sowieckich czy postsowieckich z tego co wiemy z historii, to w zasadzie w każdym przypadku pytano, nie "czy" dana osoba się złamie, tylko "kiedy" - odparł fotoreporter. Przypomniał też, że sytuacja Pratasiewicza jest wyjątkowo ciężka, ponieważ służby przetrzymują jego dziewczynę, a jemu samemu grozi kara śmierci.
Maciej Zubel Maciej Zubel
Białoruś. I tak źle, i tak niedobrze. Były szef MSZ mówi o Łukaszence
2:39

Białoruś. I tak źle, i tak niedobrze. Były szef MSZ mówi o Łukaszence

Politycy białoruskiej opozycji ukrywający się przed reżimem Alaksandra Łukaszenki twierdzą, że białoruskie społeczeństwo będzie w stanie wytrzymać ewentualne sankcje gospodarcze, jeśli na horyzoncie będzie widoczne odsunięcie dyktatora od władzy. Czy Bruksela posiada odpowiednie narzędzia do tego, by wpłynąć w jakiś sposób na Łukaszenkę? Gość "Newsroom" WP, były szef MSZ Witold Waszczykowski uważa, że przede wszystkim to Białorusini powinni próbować wpłynąć na aktualną sytuację w ich kraju. - Te zmiany musi przeprowadzić społeczeństwo białoruskie. Bruksela nie jest w stanie zmienić Łukaszenki, tym bardziej, że ma on parasol ochronny Putina. Do tych zmian mógłby doprowadzić przede wszystkim masowy ruch protestu, ale nie tylko na ulicach, tylko masowe strajki, które doprowadziłyby do zamknięcia państwa. Nie wydaje się, że są na horyzoncie. (…) Przecież Łukaszenko rządzi 27 lat. On wychował sobie administrację i służby bezpieczeństwa, które żyją z tego państwa. Dlatego to nie jest tylko kwestia zmiany Łukaszenki, ale całego jego reżimu. A reżim się broni – zauważa były szef polskiej dyplomacji. Waszczykowski wskazał jednak alternatywny scenariusz. - Druga możliwość to pucz pałacowy. (…) Jeśli Białorusi udałoby się go przeprowadzić i stworzyć jakąś nową alternatywę dla starego lidera, to byłby fatalny przykład dla Rosji. (…) To są duże problemy , ale kończąc optymistycznie, chciałbym powiedzieć, że nie jesteśmy pozbawieni możliwości wpływania na zmiany. Katalog kar wobec Białorusi jest olbrzymi. Eksport, import, nawozy, wyroby ropopochodne, drewno itd. To wszystko w dalszym ciągu można ograniczyć. Nie ma deficytu kar, jest deficyt woli i determinacji, czy to zrobić – stwierdził Witold Waszczykowski.