Trwa ładowanie...
d43gv8l
"Znęcano się nad nami, torturowano". Fotoreporter opowiada WP o doświadczeniach w białoruskim areszcie

"Znęcano się nad nami, torturowano". Fotoreporter opowiada WP o doświadczeniach w białoruskim areszcie

- To był masowy terror mający zastraszyć społeczeństwo białoruskie. Pierwsza doba to było przetrzymywanie nas w kilkaset osób na sali gimnastycznej, gdzie wszyscy musieli leżeć skuci z tyłu i cały czas ktoś był bity, cały czas nas wyzywano. Przynajmniej kilkukrotnie każdą osobę pojedynczo wyciągano na korytarz, żeby ją pobić albo znęcać się nad nią psychicznie czy słownie - mówił w programie "Newsroom" WP fotoreporter Witold Dobrowolski. Był on jedną z wielu osób, które po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich na Białorusi trafiły do tamtejszego aresztu. Dobrowolski relacjonował, że wobec zatrzymanych stosowano wówczas też torturę polegającą na wielogodzinnym klęczeniu pod ścianą z rękami uniesionymi za głową. - Myśmy musieli wytrzymać pięć godzin w ten pozycji, ludzie mdleli, błagali, żeby przestać i za to też byli bici - dodał. Jak mówił, później trafił do sześcioosobowej celi, w której przebywały 23 osoby. Prowadzący program Mateusz Ratajczak pytał też o Ramana Pratasiewicza, który miał zostać zmuszony do udzielenia wywiadu w białoruskiej telewizji. Dobrowolski ocenił, że służby są w stanie złamać każdego. - W przypadku służb sowieckich czy postsowieckich z tego co wiemy z historii, to w zasadzie w każdym przypadku pytano, nie "czy" dana osoba się złamie, tylko "kiedy" - odparł fotoreporter. Przypomniał też, że sytuacja Pratasiewicza jest wyjątkowo ciężka, ponieważ służby przetrzymują jego dziewczynę, a jemu samemu grozi kara śmierci.

Pewnie oglądał pan ten wywiad i jaRozwiń

Transkrypcja:

Pewnie oglądał pan ten wywiad i jakie były pierwsze myśli, gdy widział te zdjęcia - nie wiem, czy cały udało się przejrzeć czy posłuchać - ale gdy widział te relacje, te zdjęcia, te wydarzenia? Przede wszystkim jest to bardzo ciężko, mi się wydaje, oglądać ze względu na to, że nawet trudno to nazwać wywiadem jako takim. Jest to przede wszystkim, ja bym to odbierał jako inscenizacje zrealizowaną przez reżim Łukaszenki, która miała konkretne cele. I myślę, że po prostu Protasiewicz odgrywa swoją rolę, do której go przymuszono przez ostatni tydzień. Właśnie jak widać między innymi nawet w tym wywiadzie nie udało się ukryć ran, które mu zadano prawdopodobnie podczas Ale właśnie, myśli pan, że tych ran nie udało się ukryć, czy może one jednak pojawiły się tam specjalnie? Bo skoro to miała być inscenizacja, wszystko zaplanowane, to taka wpadka? Faktycznie można to odebrać właśnie też również w ten sposób, bo przecież żaden materiał opublikowany przez reżim, powiedzmy, każdy materiał jest kontrolowany. Więc to też na pewno w jakiś sposób ma pokazać i zastraszyć wszelką opozycję, co w zasadzie ich czeka - że zarówno ból, ból fizyczny, jak i również złamanie i właściwie złamanie i, powiedzmy, na pokaz pokazanie takiej osoby jako złamanej, pro-łukaszenskowskiej nawet w pewnym sensie. Tak jak tutaj przykładowo mamy do czynienia z tym, że Protasiewicz - wiadomo, że niechętnie, ale musiał przyznać pewien szacunek w cudzysłowie do Łukaszenki. Zresztą tutaj też warto zauważyć, że sam dziennikarz prowadzący ten wywiad stał się tym przypadku oprawcą, również takim jak przesłuchujący Protasiewicza i w zasadzie cały ten aparat przymusu reżimu. A jak pan słyszy te wszystkie komentarze - bo są takie, zdecydowana większość myśli inaczej, ale są takie - że dał się złamać, że jest za słaby? Tak, słyszałem te komentarze i sam osobiście odpowiedziałem na nie na Facebooku. W mojej opinii w zasadzie każdego można złamać, to w zasadzie zależy od podejścia, od sposobu w jaki służby to zrobią. W przypadku służb sowieckich czy postsowieckich w zasadzie w każdej konspiracji, z tego co z historii wiemy, to mówiono, że w zasadzie nie "czy" taka osoba się złamie, tylko "kiedy". Protasiewicz jest w bardzo złej sytuacji, ponieważ w niewoli jest zarówno jego dziewczyna i na nim samym jest, można powiedzieć, wisi to widmo wyroku śmierci. Pojawił się też wątek deportowana do Ługańskiej Republiki Ludowej. W jaki sposób tam się traktuje więźniów to też wiemy, że to jest bardzo brutalne, w zasadzie tortury. Wśród separatystów w Donbasie są przeprowadzone w taki sposób, że dochodzi w zasadzie do fizycznych szkód bardzo daleko idących czy nawet utraty kończyn. A pan też trafił, od tego zacząłem naszą rozmowę, że pan też trafił do aresztu na Białorusi. Właśnie chciałem pytać, jak to wyglądało? To znaczy i zatrzymanie, i te godziny spędzone tam? W przypadku naszym to było, powiedziałbym, masowy terror mający zastraszyć społeczeństwo białoruskie. Pierwsza doba to była przetrzymywanie nas w kilkaset osób na sali gimnastycznej, gdzie wszyscy musieli leżeć skuci z tyłu i cały czas ktoś był bity, cały czas nas wyzywano. Przynajmniej kilkukrotnie każdą osobę pojedynczo wyciągano na korytarz, żeby ją pobić albo znęcać się nad nią psychicznie, słownie, w różny sposób. I w zasadzie też kazano nam chociażby klęczeć pod ścianą z rękami złożonymi do tyłu, z głową przy ścianie, przy tym miejscu między podłogą a ścianą i to była tortura, która jest powszechnie na świecie, powiedzmy, w państwach totalitarnych wykorzystywana i jest ona bardzo okrutna. Bo człowiek nie jest w stanie często nawet godziny wytrzymać. Myśmy musieli wytrzymać nawet chyba 5 godzin w tej pozycji. Ludzie mdleli, ludzie błagali, żeby przestać i za to tylko byli bici. Nie było nic innego, już po prostu nie mogło ich spotkać poza dodatkowym biciem i zmuszaniem do tego. W zasadzie tak to wyglądało. Areszt myślę, że był trochę dla nas zbawieniem, bo przestano się nad nami znęcać, po prostu umieszczono nas w przepełnionych celach. Tam mieliśmy dostęp do jedzenia i wody. Ale jednak w celi na 6 łóżek, w mojej celi było 23 osoby. Pamiętam. Więc też warunki były ciężkie mimo wszystko. A to było tak, że był pan jakoś inaczej traktowany z tego względu, że jest pan Polakiem, czy to nie miało w tym momencie żadnego znaczenia? Wydaje mi się, że to był tylko pretekst, żeby mnie bić czy się nade mną znęcać, ale w zasadzie na każdą osobę podobne preteksty znajdowano, więc chodziło w zasadzie, myślę, planowane z góry i każdy z tych oprawców wiedział dokładnie co robi, jaką ma rolę i w jaki sposób ma postępować z każdym więźniem. Więc mi się wydaje, że nie było tutaj jakiegoś szczególnego traktowania mnie ponad inne osoby.
d43gv8l
d43gv8l
Więcej tematów