Polsko-ukraińskie relacje zdecydowanie polepszyły się podczas kadencji Andrzeja Duda. Wraz ze zmianą polskiego prezydenta i jego antyukraińskimi wypowiedziami w kampanii wyborczej, pojawiło się pytanie, czy relacje z Kijowem zostaną na tym samym poziomie. W tym odcinku "Żeby Wiedzieć" Paweł Pawłowski rozmawiał z dziennikarzem Zbigniewem Parafianowiczem. W rozmowie nie zabrakło tematu relacji polsko-ukraińskich.
Zostało postawione pytanie, które coraz częściej pojawia się na scenie politycznej: czy Karol Nawrocki powinien pojechać do Kijowa? - Nie ma takiego powodu, żeby na wezwanie, czy na ten spin, który został wylansowany jednej z polskich gazet, Ukraińcy spinują tę wersję, że jest oczekiwanie, że on pojedzie. Nawrocki, jak rozumiem, spinuje wersję, narrację, która mówi o tym, że nie chce jechać do Kijowa. I to jest słuszne założenie. Ukraińcy mogą się oburzać, ale ja przypomnę sytuację z ubiegłego roku, kiedy do Kijowa miał przyjechać Keir Starmer, myśląc, że te zdjęcia z Zełenskim dają punkty. Zełenski dał mu do zrozumienia, że dopóki nie zostanie doprecyzowana dostawa storm shadowów, nie ma po co przyjeżdżać do Kijowa. Nawrocki stosuje tą samą narrację, że 'jeżeli nie macie dla nas żadnej oferty, nie możecie nam niczego dać, nic nie możemy uzyskać z tej wizyty poza symboliką, no to nie przyjeżdżam'. Jak masz potrzebę pokazać się ze mną, to komunikat jest jasny: wsiadaj w pociąg, jedziesz do Przemyśla, w Rzeszowie wsiadasz w samolot, za 40 minut jesteś w Warszawie, pogadamy, pokminimy i pojedziesz do domu - tłumaczył ekspert.
Po co jednak ma się odbyć to spotkanie w Kijowie? - Przy spinie, wokół Nawrockiego, który się stworzył, mówiono, że obowiązuje zasada starszeństwa, ale to jest fałszywa teza. Wezwanie Nawrockiego, jest jakąś formą "upupienia", pokazania, że przyjechał, złamał się, gadamy. Tak samo jak puszczenie Donalda Tuska w oddzielnym pociągu, tak samo jak wystąpienie syna Szuchewycza po wystąpieniu Komorowskiego w radzie najwyższej w 2015 roku - mówił dziennikarz.
W spotkaniu Nawrockiego z Zełenskim chodzi przede wszystkim o symbolikę. Jednak pojawia się jeden problem. - Problem polega na tym, że charakter Zełenskiego, to charakter chuligana z blokowiska, Duda z kolei to jest inteligent z Krakowa, to jest taki harcerz, grzeczny syn, kulturalny, nieprzeklinający, a teraz po drugiej ma faceta, który boksuje i nie pogardzi walką na gołe pięści z kibicami Lecha - podsumował rozmówca.
Czy polsko-ukraińskie relacje można jakoś podreperować? Cały odcinek znajdziesz na YouTubie.