unia europejska (strona 60 z 197)

Lidzbark Warmiński. "Niegdyś były tam krzaki, niektórzy bali się wejść"
11:27

Lidzbark Warmiński. "Niegdyś były tam krzaki, niektórzy bali się wejść"

Lidzbark Warmiński, zwany Perłą Warmii, to miasto położone w samym centrum tej krainy geograficznej. Przez długi czas kojarzył się jedynie z Zamkiem Biskupów Warmińskich, jednym z najcenniejszych zabytków gotyckich w Polsce. Dziś jednak, dzięki środkom unijnym, może pochwalić się szeregiem innych obiektów atrakcyjnych dla turystów z całej Polski. - Pokazujemy teraz Lidzbark jako miasto, które ma bogatą przeszłość, ale i przyszłość przed sobą, i tworzy taką infrastrukturę, która jest adekwatna do obecnych czasów - powiedział w rozmowie z WP Jacek Wiśniowski, burmistrz Lidzbarka Warmińskiego. - Czyli nie tylko historia, ale też nowoczesność - dodał. Rewitalizacja nie byłaby możliwa bez dofinansowania ze środków europejskich. Miasto przez ostatnie dziewięć lat wykonało szereg inwestycji na łączną kwotę 250 milionów złotych. Jednym z przykładów takich miejsc są bulwary, w których, jak powiedział burmistrz "niegdyś były krzaki, drzewa, a niektórzy bali się tam wejść". - To prawie kilometr przestrzeni, która jest wykorzystywana do celów rekreacyjnych. Na całych bulwarach znajdują się promenady, ścieżki spacerowe, ławki, infrastruktura sportowa, siłownie, miejsca do gry w bule, place zabaw. Po drugiej stronie jest mały amfiteatr - opisuje obecne bulwary Wiśniowski. Obecnie Lidzbark Warmiński pretenduje do roli uzdrowiska. W tym celu wybudowało widowiskową tężnię. - Ma ponad sto metrów długości. Na górze jest taras widokowy. To nie jest sama tężnia. Jest plac zabaw, są tereny spacerowe, są promenady - opisała tężnię Katarzyna Radulewicz z Urzędu Miasta w Lidzbarku Warmińskim. - Jesteśmy w trakcie II etapu. Powstaje pawilon zdrowia. Będzie to mini uzdrowisko, z gabinetami, małą tężnią, grotą solankową, z pięknym tarasem - dodała. Wśród innych licznych inwestycji warto wymienić bezpłatną komunikację miejską, rewitalizację budynku dworca PKP, w poczekalni którego mieści się Muzeum Historii Miasta, modernizację Amfiteatru, termomodernizację przedszkoli czy ścieżki rowerowe. - Gdyby nie było środków unijnych, to byśmy nie dali rady wiele przedsięwzięć zrealizować w naszym mieście. I nasze miasto nie wyglądałoby tak, jak obecnie wygląda - podsumował burmistrz Lidzbarka Warmińskiego.
Klaudiusz Michalec Klaudiusz Michalec
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Debata o Unii Europejskiej. "Trzeba bić pięścią w stół"
29:20

Debata o Unii Europejskiej. "Trzeba bić pięścią w stół"

Eurodeputowani Ryszard Czarnecki oraz Andrzej Halicki rozmawiali z Wirtualną Polską na temat Unii Europejskiej, jej obecnego kształtu, a także tego, jak powinna wyglądać za dziesięć lat. Nie mogło też zabraknąć kilku zdań na temat aktualnej sytuacji Polski oraz jej rozwoju gospodarczego. O tym, jak ważna jest silna Unia Europejska, a wszystkie kraje członkowskie powinny mieć równy wpływ na podejmowane decyzje, europosłowie mówili wspólnym głosem. Jednak Czarnecki nieco inaczej widzi obecnie sposób funkcjonowania UE. Jego zdaniem decyzje podejmowane są przez największe gospodarki dwóch krajów - Francji i Niemiec, a to osłabia struktury Wspólnoty. - Poszczególne kraje powinny mieć poczucie bezpośredniego wpływu na decyzje, a to się zmniejsza i to nie jest dobry proces. Z tego będzie się cieszyć Rosja, której zależy na tym, by UE była słaba - powiedział Czarnecki. Halicki z kolei uznał, że Unia Europejska już teraz zapewnia bezpieczeństwo i możliwość rozwoju każdemu członkowi, także Polsce. - Europa jest naszą szansą i bezpieczeństwem, parasolem ochronnym i krwioobiegiem gospodarczym, który daje możliwość szybszego rozwoju, a nie wrogiem czy instytucjami, z którymi trzeba walczyć - powiedział polityk PO, dodając, że PiS walczy z Unią Europejską, zamiast z nią współpracować, tworząc polski punkt widzenia. Czy Polska powinna bardziej starać się o głos w Unii Europejskiej? Europoseł Czarnecki uważa, że taką pozycję osiąga się, bijąc pięścią w stół. - W UE skuteczną metodą nie jest proszenie, raczej bicie pięścią w stół - powiedział gość WP. Na koniec debaty padło pytanie o polską gospodarkę oraz sukcesy partii rządzącej w tej dziedzinie. Eurodeputowany Czarnecki jako największą zasługę PiS wymienił to, że decyzje dotyczące polskiej gospodarki są obecnie podejmowane w Polsce. - 80 proc. decyzji gospodarczych, makroekonomicznych, to decyzje, w których bierzemy udział w Parlamencie Europejskim, opiniując dyrektywy lub je tworząc - zanegował tę tezę Halicki, który wspomniał także o zablokowanych do dziś środkach KPO. - 24 godziny wystarczą, żeby odblokować te środki, by one były w Polsce. Powinno to się zdarzyć 1,5 roku temu - dodał polityk PO.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Europoseł ostrzega. "Na unijnej polityce tuczą się Chiny"
15:11

Europoseł ostrzega. "Na unijnej polityce tuczą się Chiny"

- Powinniśmy się zastanowić, jak taki podmiot jak UE, składający się z 27 krajów i odpowiadający za niewiele ponad siedem procent światowej emisji CO2, może sam wpływać na ograniczenie tej emisji - powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską eurodeputowany Zbigniew Kuźmiuk z grupy Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy w Parlamencie Europejskim. Choć podkreślił, że sam jest zwolennikiem "racjonalnego ograniczenia emisji CO2", to uważa, że propozycje przygotowywane przez Unię Europejską wymagają modyfikacji. Trwają prace UE nad nowym rozporządzeniem obligującym europejskie rolnictwo i gospodarkę leśną do ograniczania emisji dwutlenku węgla. Kuźmiuk obnaża słabe strony proponowanych rozwiązań. - Gdyby okazało się, że za ograniczenie emisji CO2 rolnikom się płaci, to może nie byłoby to złe rozwiązanie, ale ono najprawdopodobniej będzie oznaczało także ograniczenie produkcji, w szczególności zwierzęcej. Zwierzęta, jedząc, wydalają CO2 - wyjaśnił polityk, dodając, że takie działanie zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu. Podobnie jest z unijnymi wymogami emisji CO2 wobec gospodarki leśnej. Kuźmiuk zaznaczył, że starsze lasy słabiej pochłaniają dwutlenek węgla, a Polsce narzucono wyjątkowo wysoki limit. - Żeby go zrealizować, będziemy musieli ograniczyć gospodarkę drzewną, a więc wyrąb lasów i w konsekwencji zaopatrzenie całego przemysłu drzewnego w surowiec, a w Polsce w tym przemyśle pracuje ok. 400 tys. osób - tłumaczy dalej. - W tym kształcie jest to nie do przyjęcia i dlatego będziemy głosowali przeciw - dodał rozmówca WP. Kuźmiuk proponuje, by zastanowić się nad tym, jaka faktycznie jest skala możliwości UE, skoro jej członkowie odpowiadają wspólnie jedynie za około siedem procent światowej emisji CO2. W tym kontekście propozycje unijne nazywa "radykalizmem europejskiej polityki klimatycznej", który oficjalnie usprawiedliwia się potrzebą pokazania reszcie świata, jak należy postępować. - Ten radykalizm uderza w interesy ekonomiczne Europy, natomiast na unijnej polityce klimatycznej tuczy się taki potentat jak Chiny, odpowiedzialny za jedną trzecią światowej emisji - powiedział Kuźmiuk. Polityk tłumaczył, że Chiny są jednym z najaktywniejszych producentów paneli fotowoltaicznych czy samochodów elektrycznych, a jednocześnie deklarują wprowadzenie rozwiązań związanych z emisją CO2 dopiero około 2050, a nawet 2060 roku.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Arłukowicz przekonał PE. "Podejmujemy historyczną decyzję"
9:35

Arłukowicz przekonał PE. "Podejmujemy historyczną decyzję"

- To miejsce pracy, w którym teraz jesteśmy [Parlament Europejski - przyp. red.], nastrój, jaki panuje wokół Polaków, wokół Węgrów, pokazuje, że są to naprawdę kluczowe wybory, bo one opiszą przyszłość na najbliższe długie lata - przekonuje w rozmowie z Wirtualną Polską Bartosz Arłukowicz, eurodeputowany PO z Grupy Europejskiej Partii Ludowej. Jego zdaniem nadchodzące wybory parlamentarne będą najważniejsze od '89 roku. Choć Arłukowicz nie wyklucza aktywnego powrotu na polską scenę polityczną, w tej chwili świętuje ważny moment w PE. Eurodeputowany przewodził specjalnej komisji ds. walki z rakiem, której raport jest teraz wdrażany przez Komisję Europejską. - PE podejmuje historyczną decyzję. To jest to, z czym my szliśmy do parlamentu. Europa musi zająć się zdrowiem - podkreślił Arłukowicz. - Trochę w tym wszystkim "pomogła" pandemia, bo pokazała, że w przypadku globalnych wyzwań w pojedynkę nie mamy żadnych szans - dodał polityk, przekonując, że nadchodzące działania są czymś zupełnie nowym. - Parlament powołuje komisję zdrowia. Tego nigdy tutaj nie było. To pokazuje, że udało nam się przekonać polityków w całej Europie, że zdrowie jest najważniejsze i musimy o to zdrowie walczyć także finansowo - wyjaśnił. Celem eurodeputowanego jest wdrożenie trzech postulatów, które zostały ujęte we wspomnianym raporcie. Chodzi o to, by państwa członkowskie pewne działania podejmowały wspólnie. Pierwszym z postulatów jest zniesienie dysproporcji w dostępie do nowoczesnego leczenia, terapii i diagnostyki, by pacjenci ze wschodniej części Europy mieli takie same możliwości co obywatele Europy Zachodniej. Punktem drugim są wspólne zakupy leków i najnowocześniejszych technologii medycznych. Trzecim działaniem ma być natomiast wspólna realizacja zapasów leków krytycznie potrzebnych dla pacjentów. Arłukowicz wyraził swoje zdanie na temat obserwowanego w naszym kraju od dłuższego czasu braku leków, stwierdzając, że "tego nie było nigdy, co się dzieje dzisiaj w Polsce". - Dzwonią pacjenci, dyrektorzy szpitali, lekarze z całej Polski. Mówią: "słuchaj, Bartek, coś się dzieje fatalnego, bo nie mamy dostępu do leków" - kontynuował gość WP, tłumacząc, że za taki stan rzeczy odpowiada minister.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz