ukraińska armia (strona 6 z 10)

“To dopiero starcia harcowników”. Gen. Koziej o ukraińskiej kontrofensywie
8:42

“To dopiero starcia harcowników”. Gen. Koziej o ukraińskiej kontrofensywie

- W tej chwili w Ukrainie obserwujemy dopiero starcia oddziałów wydzielonych, najbardziej wysuniętych do przodu. Tak jak w starożytności były starcia harcowników przed główną bitwą - ocenił w programie “Newsroom" WP gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Oficer zaznaczył, że prawdopodobnie żadna ze stron nie uzyskała obecnie przewagi na polu walki, a Ukraińcom jedynie gdzieniegdzie udało się przerwać pierwsze linie rosyjskiej obrony. Wskazał przesłankę, mogącą świadczyć o tym, że najbardziej udane wydaje się natarcie wojsk Kijowa w obwodzie zaporoskim. - Rosjanie przerzucają siły z okupowanego obwodu chersońskiego właśnie do obwodu zaporoskiego. To oznacza, że Ukraińcom udało się poruszyć znajdujące się tam ugrupowanie strategiczne armii Putina i zmusić je do jakichś przetasowań. To może stanowić przesłankę, iż wybiorą to miejsce jako kierunek głównego uderzenia kontrofensywy - wyjaśnił gen. Koziej. Zaznaczył, że trzon sił ukraińskich przeznaczonych do działań ofensywnych wciąż czeka w odwodzie. - Drugi rzut strategiczny wejdzie do akcji w kolejnych tygodniach, gdy rozpoznane bojem zostaną najsłabsze punkty obrony Rosjan. (…) W tej chwili toczy się walka o to, kto kogo przechytrzy. Kto kogo zmusi, by pierwszy sięgnął po swoje drugie rzuty strategiczne. Ukraińcy użyją ich do ataku, Rosjanie do obrony - wyjaśnił gość "Newsroomu". Gen. Koziej przewiduje, że ukraińskie główne natarcie najpewniej zostanie przeprowadzone w kierunku na Berdiańsk i Melitopol - by przerwać lądowe połączenie Rosji z Krymem - w ciągu najbliższych tygodni.

M. Walczak

WJR

Opcje
Strategia "ogryzania" Rosjan. "Nie ma innego wyjścia"
7:43

Strategia "ogryzania" Rosjan. "Nie ma innego wyjścia"

- Krym wydaje się niemożliwy do odbicia w toku pierwszej kontrofensywy Ukraińców - uważa gen. prof. Stanisław Koziej, były szef BBN. Gość programu "Newsroom" WP twierdzi, że Kijów może uzyskać półwysep jedynie w wyniku jednoczesnych działań militarnych i dyplomatycznych. Wątpi, by sama ofensywa wojskowa na ten teren mogła zakończyć się sukcesem. - Najpierw musi dojść do zmiany władzy w Rosji. Dopiero wtedy Kijów może dojść do jakiegoś porozumienia z Rosją w sprawie Krymu - uważa generał. Twierdzi, że zmasowana ofensywa wojsk ukraińskich na półwysep jest po prostu zbyt ryzykowna. - Rosjanie mogliby zlokalizować główne siły Kijowa, które ruszyłyby do szturmu. Następnie sami posłaliby swoje niezaangażowane drugie rzuty strategiczne na oddziały ukraińskie. Mogliby je okrążyć, zmusić do wielkiej bitwy. W niej Rosjanie, dysponując przewagą liczebną, mogliby liczyć na zwycięstwo. Stawianie wszystkich sił na jedną ofensywę jest więc z punktu widzenia Kijowa zbyt ryzykowne - wskazuje gen. Koziej. Były szef BBN uważa, że Kijów powinien przekonać Zachód, iż lepszym rozwiązaniem, niż stawianie na szali przyszłości Ukrainy w jednej kontrofensywie, jest "ogryzanie armii Putina po kawałku". - To może skończyć się długotrwałą wojną, ale nie ma innego wyjścia. Mamy teraz na froncie pat strategiczny. Ukraińcy mają coraz nowocześniejszą armię, mają przewagę jakościową. Jednak Rosja ma przewagę masy, wielkości i czasu - tłumaczył gen. Koziej. - Na wojnie wszystko jest możliwe. Trudno jest przewidzieć ostateczny bieg wydarzeń - zastrzegł ekspert.
Mateusz Ratajczak

M. Ratajczak

Opcje