relacje rosja-nato

NATO czeka powtórka z historii? "Nie ma co owijać w bawełnę"
7:30

NATO czeka powtórka z historii? "Nie ma co owijać w bawełnę"

- Musimy przygotować kontrstrategię na każdy scenariusz tej neozimnowojennej konfrontacji z Rosją. Nie ma co owijać w bawełnę - mówił w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski gen. prof. Stanisław Koziej, były szef BBN. - Niestety, konieczne jest, by w ramach Sojuszu przygotować strategię podobną do tej, jaka była podczas pierwszej zimnej wojny w XX w. pomiędzy NATO a Układem Warszawskim. Musimy rozwinąć duże siły na styku tych dwóch światów, aby zagwarantować, że wojna nie wybuchnie. Dlatego musi dojść do zdecydowanego zwiększenia obecności wojsk Sojuszu na wschodniej flance - uważa ekspert. Gen. Koziej sądzi, że przywódcy państw NATO są świadomi tej konieczności. Według niego problem może stanowić wprowadzanie tych założeń w życie. - Obecnie nie można szybko wyprodukować odpowiedniej ilości broni. Tempo odbudowy potencjału militarnego jest powolne. Na szczęście Ukraina na tyle osłabiła potencjał Rosji, że NATO ma bufor czasowy na zbrojenia - zaznaczył. Były szef BBN twierdzi, że najgorszym scenariuszem byłoby, gdyby Zachód - pod presją nuklearnego szantażu Rosji - wycofał swoje wsparcie dla Ukrainy. Ewentualna klęska Kijowa "podwoiłaby zagrożenie dla Polski". - Graniczylibyśmy już nie tylko z Kaliningradem i Białorusią, ale także z okupowaną przez Rosję Ukrainą. Na ten czarny scenariusz musimy się, przynajmniej koncepcyjnie, już przygotować - podsumował ekspert.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Ta broń przymusi Rosję do pokoju? Ekspert wskazał, kiedy NATO ustąpi Kijowowi
6:47

Ta broń przymusi Rosję do pokoju? Ekspert wskazał, kiedy NATO ustąpi Kijowowi

W poniedziałek "The Wall Street Journal", powołując się na źródła w amerykańskiej administracji, podał, że USA potajemnie zmodyfikowały przekazane Ukrainie wyrzutnie artylerii rakietowej HIMARS. Chodziło o to, by armia Kijowa nie mogła ich wykorzystywać do wystrzeliwania rakiet dalszego zasięgu i uniknąć "szerszej wojny z Rosją". Doniesienia te komentował w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski prof. Daniel Boćkowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu w Białymstoku. - Zarówno Rosja, jak i NATO, boją się wzajemnej wymiany ognia. W Waszyngtonie chyba jeszcze nie ma zgody, by pozwolić Ukrainie na uderzenia rakietowe na cele w głębi Rosji. Być może to się zmieni. To jest tak naprawdę kwestia tego, by ustalić, w jaki sposób przymusić Rosję do pokoju - stwierdził. - Boję się, że - ze względów politycznych - NATO oficjalnie będzie wciąż mówiło, że całe dostarczane przez nich uzbrojenie może być używane przez wojska Kijowa tylko na terenie okupowanej Ukrainy. I tym samym Ukraińcy będą musieli sobie radzić z atakami na cele w głębi Rosji przy pomocy innego sprzętu - mówił. Prof. Boćkowski uważa, że ukraińska armia potrzebuje rakiet dalszego zasięgu, by skutecznie paraliżować rosyjską logistykę, a także do "punktowych uderzeń", które "można by wykorzystać propagandowo". - Te pociski nie dałyby Kijowowi zwycięstwa, ale wystarczyłyby do nękania i łamania morale Rosjan - podsumował.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga