powódź (strona 12 z 129)

RARS ma dosyć zapasów? "Zostałoby tylko pospolite ruszenie"
WIDEO

RARS ma dosyć zapasów? "Zostałoby tylko pospolite ruszenie"

Czy Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych wytrzyma skalę zapotrzebowania na pomoc podczas powodzi? - z takim pytaniem Paweł Pawłowski, prowadzący program "Newsroom" w WP, zwrócił się do pełniącego obowiązki prezesa Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, gen. bryg. Jana Rajchela. - Z pewnością, w ramach zadań (...) wytrzyma. Tylko musimy sobie zdawać sprawę z tego, że RARS, jak sama nazwa wskazuje, jest agencją, która działa z poziomu strategicznego. Gdybyśmy użyli nomenklatury wojskowej, to powinniśmy być taką ostatnią linią oporu. W pierwszej kolejności wykorzystywane są zapasy zgromadzone na poziomie samorządów, na poziomie służb zarządzania kryzysowego i wszystkich, które wchodzą w ten system, czyli straży pożarnej, służb ratowniczych, policji i wojska. Agencja powinna udostępniać swoje zapasy jako ta ostatnia linia obrony i w zasadzie, gdyby nasze zapasy się skończyły, to zostaje tylko pospolite ruszenie - odparł gość programu "Newsroom". - Niestety, życie pokazuje, że niektórych asortymentów w samorządach brakuje i zapasy agencyjne były uruchamiane praktycznie od początku stanu klęski żywiołowej - dodał. Tłumaczył, że zapasy, które zostały z agencji wydane, zgodnie z przepisami, są natychmiast uzupełniane. - Dodatkowo minister spraw wewnętrznych i administracji wydał odpowiednią decyzję, która pozwala nam z różnych środków prowadzić zakupy według procedur awaryjnych na potrzeby tych służb, które do nas się zwracają o uzupełnienie asortymentu - dodał p.o. prezesa RARS. - Czy takie zagrożenie, że zapasy w RARS się skończą? - dopytywał prowadzący program. - Nie, takiego zagrożenia nie ma - odparł. gen Jan Rajchel.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Violetta Baran Violetta Baran
Odbudować czy przenieść dom?  "Taka dyskusja jest potrzebna"
WIDEO

Odbudować czy przenieść dom? "Taka dyskusja jest potrzebna"

- Czy jest sens odbudowywać domy na terenach, gdzie powódź może się powtórzyć? Czy te inwestycje będą uwzględniały możliwość odbudowy domów w nieco innych lokalizacjach? Czy rząd rozważa rozmowę, na pewno trudną, na temat odbudowy w innym miejscu, by przy następnej powodzi nie doszło do kolejnego dramatu? - z takimi pytaniami Patryk Michalski, prowadzący program "Tłit", zwrócił się do wiceministra funduszy i polityki regionalnej Jacka Karnowskiego. - Z jednej strony mamy w środkach unijnych 3,5 mld na budowę nowych i odbudowę uszkodzonych urządzeń hydrotechnicznych, ale z drugiej strony warto rozpocząć taką dyskusję. Jeśli po raz trzeci budynek był zalany, był zniszczony, to może warto przesunąć całe siedlisko. Nie da się przesunąć takiego miasta jak Nysa, takiego miasta jak Kłodzko, ale być może w okolicznych wsiach można byłoby pomyśleć o tym, by domy były postawione w innym miejscu. Musi być jednak zgoda tych ludzi. A przede wszystkim, musimy pójść po rozum do głowy i nigdy już nie budować na terenach zalewowych, czy tam, gdzie występowała w ostatnich latach powódź - odparł gość programu "Tłit". - Skoro ma ruszyć program odbudowy, premier mówi nawet o "odbudowie plus", to czy planuje się zainicjować taką dyskusję? Bo czy jest sens, choć brzmi to brutalnie, gdy ludzie stracili dorobek życia, odbudowy na terenach, które są i będą zalewane? - dopytywał prowadzący program. - Tu musi być zgoda osoby zainteresowanej, tu w grę wchodzi prawo własności - odparł Karnowski. - Można sobie wyobrazić, że państwo polskie, i tak może powinno być, zaczyna zamianę nieruchomości, bo jednak jest olbrzymi zasób ziemi w Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (obecnie Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa - przyp. red). Można sobie wyobrazić, że są przesuwane pewne siedliska na wyższe tereny, gdzie ta woda nie spływa. Mieliśmy takie przypadki w Polsce, choćby budowa Zbiornika Czorsztyńskiego, gdzie właściwie przesiedlono całe wsie. Myślę, że potrzebna jest taka dyskusja z ludźmi mieszkającymi powyżej Kłodzka, powyżej Nysy. Ale to, niestety, będzie czasami drugi etap - dodał wiceminister Jacek Karnowski.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Violetta Baran Violetta Baran
Karnowski odpowiada Szydło. "Proponuję, żeby się nie martwiła"
WIDEO

Karnowski odpowiada Szydło. "Proponuję, żeby się nie martwiła"

W jaki sposób będzie wyglądało przyznawanie środków na usuwanie skutków powodzi z Unii Europejskiej i kiedy pierwsze pieniądze trafią do powodzian? - z takim pytaniem Patryk Michalski, prowadzący program "Tłit", zwrócił się do Jacka Karnowskiego, wiceministra funduszy i polityki regionalnej. - Na pewno muszą zostać wprowadzone zmiany, dotyczące tego, że nie będzie potrzeby wkładu własnego. Do tej pory inwestycje finansowane ze środków UE wymagały takiego wkładu. I to musimy zmienić. Musimy także uwolnić kwoty rezerwowe w środkach przyznanych z UE, które miały być odblokowane dopiero w przyszłym roku. To jest tzw. kwota elastyczności. Pamiętajmy też, że duże kwoty są w gestii marszałków województw. Zakłada się, że na terenach objętych powodzią marszałkowie przesuną 1,5 mld złotych jak najszybciej - odparł gość programu "Tłit". - A konkretnie, kiedy powodzianie zobaczą pierwsze unijne środki? - dopytywał prowadzący program. - Myślę, że ciągu miesiąca - stwierdził wiceminister. - To jest czas na uzyskanie wszystkich zgód, wszystkich pozwoleń na budowę - dodał. - Co odpowie pan byłej premier Beacie Szydło, która odnosząc się do słów minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, które padły w jednym z wywiadów, napisała, że procedury użycia unijnych pieniędzy "będą skomplikowane i powolne" i że "to nie jest pomoc, która trafi do poszkodowanych w ciągu najbliższych dni" - zapytał swojego gościa Patryk Michalski. - Proponuję, żeby pani Beata Szydło się tym nie martwiła. Na pewno damy sobie radę - odparł wiceminister Jacek Karnowski.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Violetta Baran Violetta Baran