pożar (strona 45 z 258)

Głośno za granicą o pożarze Marywilskiej 44. "Straciliśmy wszystko"
WIDEO

Głośno za granicą o pożarze Marywilskiej 44. "Straciliśmy wszystko"

- Tu w tym centrum handlowym prowadziłam działalność i miałam trzy lokale. W przeciągu kilku godzin straciliśmy to wszystko. Nie wiem, jeszcze nie mamy planu,nie mamy kierunku, jak będziemy dalej żyć - mówiła Lena Ninh, która prowadziła biznes na Marywilskiej 44. Pożar centrum handlowego strawił wszystko na swojej drodze. Żywioł oszczędził jedynie budkę z lodami, jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Dziennikarze amerykańskiej agencja AP pojawiła się na miejscu z kamerą i towarzyszyła kupcom z Marywilskiej w tym trudnym dla nich momencie. Jak przekazują Amerykanie, właściciele swoich działalności codziennie przychodzą pod ogrodzenie, by dowiedzieć się czegoś od służb. Większość z nich czuje żal i jak stwierdziła Lena Ninh, w pożarze stracili oni dorobki swojego życia. "Ludzie stracili środki do życia i mówią, że nie wiedzą, jak sobie poradzą. Setki tamtejszych firm były prowadzone przez ludzi z Wietnamu. W środę wietnamscy kupcy zwrócili się do ochroniarzy z prośbą o informacje na temat tego, kiedy będą mogli uzyskać dostęp do miejsca pożaru, aby sprawdzić, czy jest coś do uratowania. Nie otrzymali odpowiedzi i powiedziano im, że miejsce pozostaje potencjalnie niebezpieczne" - przekazała agencja AP. W pewnym momencie nagrania można zauważyć, że pod ogrodzeniem jest miejsce na dary żywnościowe dla poszkodowanych. Widać tam duże worki ryżu i produkty higieniczne dostarczone przez fundacje charytatywne.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Czemu pożar tak szybko się rozszalał? "Mało prawdopodobne"
WIDEO

Czemu pożar tak szybko się rozszalał? "Mało prawdopodobne"

Okoliczności pożaru hali targowej przy ul. Marywilskiej w Warszawie niosą ze sobą wiele niewiadomych. Tak w rozmowie z Wirtualną Polską twierdzi gen. Ryszard Grosset, były zastępca Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej. - Ten pożar bardzo szybko się rozprzestrzenił na dużej powierzchni. To 6 ha, kawał pola! Straż przyjechała w bardzo przyzwoitym czasie, w ciągu 11 minut od zadziałania alarmu i ten pożar już był rozwinięty. Druga sprawa to zdjęcia wykonane z dronów w pierwszej fazie pożarów. Wskazują na kilka, 7-8, zarzewi pożaru, oddalone od siebie w różnych miejscach, co może sugerować, że pożar powstał równolegle w kilku miejscach na terenie hali. Za takim rozumowaniem przemawia także szybkość. Kolejny znak zapytania to pytanie, dlaczego w części nie zadziałały zabezpieczenia przeciwpożarowe? Tak duże obiekty dzieli się na sektory i planuje się ochronę przeciwpożarową tak, by zabezpieczenia przeciwpożarowe ograniczyły pożar do jednego sektora. Tu ogniem został objęty cały obiekt, całe 6 ha - dodał. Zdaniem eksperta bardzo mało prawdopodobne jest, by pożar na tak dużym obszarze rozwinął się w sposób naturalny. - Miałem okazję gasić kilka centrów handlowych i byłby to czas liczony w godzinach - powiedział doświadczony strażak. - W halach mieściło się 1400 mikrosklepików wielkości znaczka pocztowego, więc ten towar mógł być eksponowany wszędzie, również na terenie przemieszczania się mobilnych elementów ochrony przeciwpożarowych i ochrony przeciwpożarowej. Na to nie ma sposobu, bo co z tego, że przyjdzie kontrola, jak po kontroli towar wraca na drogę zabezpieczeń. Przy takim obiekcie, o takim zagrożeniu, myślę, że zabezpieczenia były sprawdzane kilka razy w tygodniu. Część systemów, z tego co wiem, nie zadziałała. To kolejny znak zapytania. To dotyczy też instalacji tryskających - dodał w rozmowie z Jakubem Bujnikiem. Jego zdaniem przy tak dużej skali zniszczeń możliwe jest stwierdzenie, że pożar został wywołany celowo. W takich warunkach nagromadzenia łatwopalnych materiałów wywołanie pożaru jest - jak podkreślił - "banalnie proste". Kluczowe jest dostanie się do budynku.
Jakub Bujnik Jakub Bujnik
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
"Było czuć dym". Pożar przerwał ich egzaminy maturalne
WIDEO

"Było czuć dym". Pożar przerwał ich egzaminy maturalne

Pożar przerwał egzaminy maturalne w szkole w Grodzisku Mazowieckim. - Ktoś wpadł do szkoły. Nikt nic jeszcze nie wiedział, że coś się dzieje. Ktoś tylko krzyczał: "Uciekajcie, alarm róbcie, bo szkoła się pali!". Ja mówię: "Chyba pan żartuje! Może to akcja szkoleniowa". "Nie, naprawdę! Dym leci!". Zaczęto dzwonić w sekretariacie, zarządzono ewakuację personelu, zostały przerwane egzaminy maturalne i widać to, co widać. Pani dyrektor mówiła, że ewakuowano ok. 60 osób. Każdy uciekał. Ludzie brali dokumenty. Całe szczęście, że było mało osób. Szkoła liczy 800 osób, ale są matury, więc było mniej młodzieży - relacjonowała w rozmowie z Wirtualną Polską pracownica szkoły. - Z naszej perspektywy wyglądało to tak, że w trakcie matury ustnej z polskiego rozpoczęto ewakuację. Kolega musiał uciekać w połowie swojej odpowiedzi. Wszystko zostało urwane. Ukończyłem egzamin z języka angielskiego, ale koleżanka miała maturę ustną i było inaczej - mówił maturzysta. - Skończyłam odpowiedzi i okazało się, że jest ewakuacja i cała szkoła musi wyjść - dodała maturzystka. - Byliśmy na parkingu, gdy ktoś krzyknął, że szkoła się pali. Przylecieliśmy do szkoły poinformować wszystkich. Na pierwszym piętrze wszyscy biegali i wyjmowali innych z klas. W trakcie matury kolegi pani dyrektor weszła i zarządzono ewakuację. Wszystko zaczęło się na dachu, ale na pierwszym piętrze i na parterze było czuć ten dym - dodał zdający. - Ewakuacja była bardzo sprawna. Pani dyrektor zachowała powagę, tak samo inne nauczycielki. Zostaliśmy przeniesieni w bezpieczne miejsce, z dala od szkoły, spisano nasze nazwiska - dodała absolwentka liceum.
Jakub Bujnik Jakub Bujnik
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Pożar w domu opieki w Kielcach. Ruszyli do środka z kamerą
WIDEO

Pożar w domu opieki w Kielcach. Ruszyli do środka z kamerą

Policyjne kamery na mundurach uwieczniły dramatyczną akcję ratunkową w Kielcach. Jak wyjaśnił portal info112, służby otrzymały zgłoszenie o rozprzestrzeniającym się ogniu w pensjonacie opiekuńczo-rehabilitacyjnym przy ul. Tobruckiej w Kielcach w niedzielę po godz. 17. Na miejsce wezwano zastęp straży pożarnej i policję. Pożar w błyskawicznym tempie zajął cały budynek, w którym w feralnym momencie znajdywało się ponad 40 osób. Nagranie policji pokazuje, jak funkcjonariusze po otrzymaniu informacji, że na piętrze znajdują się pensjonariusze, bez zastanowienia ruszyli na pomoc, wspierając strażaków. Na udostępnionym materiale widać, jak mundurowi wspinają się po ogrodzeniu instalacji fotowoltaicznej i przez balkon wchodzą na pierwsze piętro. Potem używają drabin, by dostać się wyżej. Liczyła się każda sekunda, dlatego policjanci wyprowadzali i wynosili na rękach pensjonariuszy na balkony, tam funkcjonariusze straży pożarnej przejmowali czynności i sprowadzali seniorów w bezpieczne miejsce. Ewakuacja nie była łatwa, stan zdrowia wielu podopiecznych wymagał szczególnej ostrożności. Wspólne działania ratownicze służb doprowadziły do bezpiecznej ewakuacji wszystkich mieszkańców obiektu. Do szpitali trafiły 24 osoby, w tym jeden z policjantów udzielających pomocy pomocy poszkodowanym. Obecnie ustalane są przyczyny tego zdarzenia.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki