nato (strona 123 z 203)

Tajemnicze wstrząsy na Marsie. Naukowcy z Australii odkryli coś zaskakującego
1:05

Tajemnicze wstrząsy na Marsie. Naukowcy z Australii odkryli coś zaskakującego

Mars huczy od tajemniczych trzęsień ziemi. Bezzałogowy lądownik InSight, wysłany przez NASA, wykrył dziesiątki wstrząsów na Marsie. Miały one miejsce głównie w regionie Cerberus Fossae, w którym pełno jest uskoków oraz szczelin. Do tej pory naukowcy uważali, że we wnętrzu Marsa nie dzieje się nic wyjątkowego. Eksperci z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego po analizie 47 zarejestrowanych wstrząsów doszli do innych wniosków. Okazuje się, że nie są one wynikiem ruchów tektonicznych, jak to ma miejsce np. na Ziemi. Powodem występowania trzęsień na Czerwonej Planecie miałaby być aktywność wulkaniczna na tej planecie. Chodzi dokładnie o ruch magmy w skorupie Marsa. - To oznacza, że Mars jest bardziej aktywny sejsmicznie, niż do tej pory sądziliśmy – powiedział prof. Hrvoje Tkalčić z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego. Co ciekawe, obecne wstrząsy zostały zarejestrowane tylko podczas dnia. W przeszłości NASA informowała już o wstrząsach, lecz w czasie nocy na Marsie, gdy planeta jest ''spokojniejsza''. To również zdaniem badaczy dowodzi, że powodem wstrząsów nie są ruchy płyt tektonicznych, a ruch roztopionych skał pod powierzchnią Marsa. Wiedza o aktywności marsjańskiego płaszcza może być kluczowa do zrozumienia ewolucji Marsa jako planety. Badania mogą też pomóc dowiedzieć się, dlaczego na Marsie praktycznie nie ma pola magnetycznego. Chroni ono przed promieniowaniem kosmicznym i dzięki temu możliwe jest powstanie życia. Tak jest właśnie na Ziemi. - Zrozumienie zjawiska pola magnetycznego Marsa, jak ono ewoluowało i na jakim etapie historii planety zanikło, ma kluczowe znaczenie w odkryciu życia na Marsie. Kiedy życie na tej planecie skończyło się oraz jakiego rodzaju ono było – stwierdził prof. Hrvoje Tkalčić. Szczegółowe wyniki badań opublikowano w czasopiśmie "Nature Communications".
Rosyjski imperializm. "Polska jest państwem zagrożonym". Ekspert o możliwym scenariuszu
6:35

Rosyjski imperializm. "Polska jest państwem zagrożonym". Ekspert o możliwym scenariuszu

- Polska jest państwem zagrożonym. Rosja chce się odbudowywać jako imperialne mocarstwo. Dominującą ideologią rosyjską jest nacjonalizm, także i szowinizm. To nie jest tylko sam Putin. To cała grupa ludzi, którzy są naszymi wrogami. Oni uważają, że imperium trzeba odbudować, co najmniej w granicach obejmujących również ziemie Polski z Częstochową, Łodzią i Warszawą - powiedział w programie WP Newsroom płk Andrzej Derlatka, były szef Agencji Wywiadu, były ambasador RP w Korei Płd. Ekspert odniósł się także do kondycji naszego wojska i planów rozbudowy armii, przestrzegając jednocześnie przed armią Putina. - Rosja nie zatrzyma się. To jest program na dziesięciolecia. Musimy się przygotować do możliwej konfrontacji z Rosją. Polska jest za słaba, by samodzielnie przechodzić do ofensywy. Jedyne, co możemy zrobić obecnie, to wzmocnić swoją armię – tłumaczył płk Derlatka. - Rządowy program rozbudowy armii jest bardzo dobry, ale może być niewystarczający. Siły ukraińskie w tej chwili liczą 350 tys. żołnierzy i nie są w stanie odzyskać terenów, które Ukraina utraciła na rzecz Rosji – podkreślił ekspert. Płk Derlatka przyznał, że to, co powstrzymuje Rosję przed dalszymi działaniami, to fakt, że Polska jest członkiem NATO. Gość programu odniósł się także do kwestii Kaliningradu i możliwego porozumienia z Rosją. - Polska jest silna dzięki obecności w Sojuszu i w Unii Europejskiej. Sprawa okręgu kaliningradzkiego powinna być ostatecznie rozwiązana. Polska nie może żyć w zagrożeniu przed rosyjskimi rakietami. Konieczne jest tu porozumienie na linii Rosja-NATO. Oczywiście nie chcemy wojny, ale jeśli ten konflikt do nas przyjdzie – musimy być przygotowani – podsumował były szef Agencji Wywiadu i były ambasador RP w Korei Płd.
Przesmyk suwalski a możliwości Rosji. Ekspert: Putin walczy w tej chwili o swoje życie
1
3:21

Przesmyk suwalski a możliwości Rosji. Ekspert: Putin walczy w tej chwili o swoje życie

- Putin walczy w tej chwili o swoje życie. Widać to po tym, że nawet małe państwa zaczynają sprawdzać potencjał i możliwości Federacji Rosyjskiej, a Rosja słabnie - powiedział w programie WP Newsroom prof. Piotr Grochmalski, dyrektor Instytutu Studiów Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej. Ekspert ma tu na myśli dwa głośne przykłady. - Pojawiły się roszczenia Japonii dotyczące Wysp Kurylskich i to z poziomu premiera japońskiego rządu oraz szefa dyplomacji. Sprawdzana jest także determinacja Rosji w konflikcie o Górski Karabach, gdzie Azerbejdżan naruszył wcześniejsze regulacje, wchodząc do obszaru regulowanego przez tzw. pokojowe jednostki rosyjskie – tłumaczył prof. Grochmalski. NATO kieruje jednak swoją uwagę na przesmyk suwalski, czyli teren między Polską a Litwą, który jest dla Rosji newralgicznym punktem. Ten korytarz to jedyne lądowe połączenie państw bałtyckich z pozostałymi krajami NATO i UE. Przesmyk oddziela połączenie rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego z Białorusią. Czy taki korytarz lądowy jest potrzebny Putinowi? - Nie sądzę, by mogło tu do czegoś dojść. Mieliśmy w Kaliningradzie do czynienia z pewną formą mobilizacji w trakcie manewrów NATO w Norwegii. Putin ma świadomość potencjału Sojuszu. On wie, że ta rosyjska luka technologiczna obnażona przed całym światem będzie radykalnie rosła. Średni wiek inżyniera w Rosji to obecnie 54 lata. Dotyczy to także wszystkich tych, którzy są zatrudnieni w sektorze zbrojeniowym, a ten nie jest w stanie wytrzymać rywalizacji – podsumował dyrektor Instytutu Studiów Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej.
Rosyjska prowokacja we Lwowie. Były żołnierz GROM: gierki na szachownicy obu stron
5:26

Rosyjska prowokacja we Lwowie. Były żołnierz GROM: gierki na szachownicy obu stron

W sobotę Rosjanie zaatakowali Lwów. Miasto, które znajduje się blisko polskiej granicy znalazło się pod ostrzałem rakiet w momencie, kiedy w Polsce przebywał prezydent USA Joe Biden. - To pokaz siły z jednej i drugiej strony. W końcu na wschodniej flance NATO pojawia się prezydent USA, który spotyka się ze swoimi żołnierzami, motywuje ich na swój sposób. Druga strona nie mogła pozostać obojętna i też chciała zaakcentować swoją obecność, być może jakąś przewagę. To są takie gierki na szachownicy - powiedział w programie WP Newsroom ppłk. rez. Andrzej Kruczyński, były oficer GROM, ekspert Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. Przy okazji ppłk. Kruczyński pytany był o zaplanowanie działań wojennych przez stronę rosyjską. - Konflikt wojenny powinien charakteryzować się tym, że wszystko jest zaplanowane. Ktoś tym wszystkim musi zarządzać, to powinno być skoordynowane. Być może po stronie Rosji coś się wymyka spod kontroli, co może nas tylko cieszyć. Straty są na lądzie, w wodzie i w powietrzu. To ogólny blamaż armii rosyjskiej – podsumował były oficer GROM. Czy służby właściwie zabezpieczyły wizytę prezydenta USA w Polsce? - Swoją obecność akcentowały siły i jednostki, które zabezpieczały wizytę. Samoloty musiały czuwać w powietrzu. Dużo służb było postawionych w stan gotowości. Wojska zadziałały profesjonalnie – ocenił ekspert Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego.
Stałe bazy NATO w Polsce. Były żołnierz GROM o koniecznych działaniach
3:37

Stałe bazy NATO w Polsce. Były żołnierz GROM o koniecznych działaniach

26 marca swoją wizytę w Polsce zakończył prezydent USA Joe Biden. Jednym z poruszanych tematów wokół wizyty jest kwestia stałych baz wojskowych NATO i zwiększenie liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce. - Wszystko małymi krokami. Gdyby padła deklaracja, że tutaj nagle zjawi się 100 tys. żołnierzy amerykańskich i innych, to nie dźwignęlibyśmy tego problemu. Nie mamy baz, infrastruktury. To trzeba wszystko zbudować, osiedla i miasta, żeby przyjęły takie siły. Muszą być poligony. Ci żołnierze nie przyjadą tylko po to, żeby tu być. Im trzeba zapewnić zajęcia, treningi. Stan zawieszenia i czekania w namiotach i na łóżkach piętrowych przy nędznym wyżywieniu? Mamy XXI wiek i standardy NATO są już zupełnie inne - tłumaczył w programie WP Newsroom ppłk. Rez. Andrzej Kruczyński, były oficer GROM, ekspert Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. Ppłk Kruczyński odniósł się także do pomysłu stałych baz NATO w Polsce. – To jest proces do wdrażania na lata. Może żołnierze najpierw powinni być w Niemczech, gdzie jest właściwa infrastruktura. Przerzucenie takich żołnierzy ze sprzętem i wszystkim byłoby później kwestią paru godzin. Jeżeli będziemy przygotowani, zapewnimy godne warunki, to jak najbardziej takie siły możemy ściągnąć – dodał były oficer GROM. Czy należy wykorzystywać obecne bazy czy Polska powinna postawić na nowe lokalizacje? – Warto postawić na coś nowego, takich miejsc powinno być kilkanaście. Każda tego typu baza na swój sposób powinna być zabezpieczona. To musi być przemyślane do granic możliwości. To praca dla sztabu ludzi. To nie może być miasteczko kontenerowe, tylko solidne konstrukcje. Nie można żołnierzy wrzucić na kilkanaście miesięcy do namiotu, to byłoby słabe – podsumował ekspert Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego.