kijów (strona 20 z 41)

Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum
WIDEO

Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum

Do Kijowa wracają ludzie, którzy opuścili miasto w pierwszych tygodniach wojny. Jak mówi korespondent Wirtualnej Polski w Kijowie Patryk Michalski, ludzie czują się bezpieczniej. - Wszyscy tutaj mamy świadomość, że może to być złudne poczucie bezpieczeństwa. Wyczuwa się tu powracającą normalność, ale z drugiej strony w nocy na terenie prawie całego kraju, również w Kijowie, słychać było syreny alarmowe. Ministerstwo obrony wystosowało w nocy komunikat, by nie lekceważyć tego sygnału. To łączenie ze sobą rzeczywistości wojennej i próby powrotu do normalności. Wszyscy mamy poczucie, że zaczyna się drugi etap, kiedy jeszcze nikt tak naprawdę nie wie, jaką strategię przyjmie Rosja, mówię tu o bitwie o Donbas - mówił Patryk Michalski w programie "Newsroom". Mateusz Ratajczak dopytywał jakie informacje dot. wschodu kraju docierają od ukraińskich wojskowych. - Zaczęła się bitwa o Donbas. Jedna z kluczowych, jeśli nie najważniejsza. Rosjanie, po tym jak wycofali się z obwodu kijowskiego, czyniąc tu potężne szkody, mówiąc wprost: przeprowadzili ludobójstwo. Wycofanie to ich porażka. Drugą porażką jest zatopienie "Moskwy". Bitwa o Donbas to kluczowy punkt dla Rosjan, którzy potrzebują sukcesów. Będą próbowali odciąć znaczącą część kraju. Ta bitwa może zadecydować o losach wojny i o tym, jak długo będzie trwała. Jeżeli Rosja odniosłaby sukces w Donbasie, to z pewnością spróbowaliby wrócić tutaj. Jeżeli poniosłaby klęskę, to wiele osób mówi, że po tych trzech klęskach będzie musiała wykonać krok w tył i to może być początek końca wojny. Oczywiście to hipotetyczne scenariusze, bo wojna przynosi codziennie tyle nowych wydarzeń, że nie można powiedzieć jakie będą jej dalsze losy. Nie ma jednak wątpliwości, że bitwa o Donbas jest kluczowa dla Ukrainy, a także dla Europy, dlatego tak ważne jest wsparcie całego świata. Chcę państwu pokazać jeszcze jedną rzecz. Jesteśmy w centrum. Ten tłum jest zdecydowanie większy niż to, co widać w tym momencie na obrazu. To budynek głównej siedziby poczty. Jak państwo się domyślają, ta kolejka stoi po ten znaczek wypuszczony na część tych dzielnych ukraińskich żołnierzy, którzy rosyjski okręt posłali doskonale wiemy gdzie. Ta ich przepowiednia się spełniła. Każdy chce kupić ten znaczek - relacjonował nasz reporter.
Wizyty polityków w Kijowie. Komorowski: "wytworzyła się pewna moda"
WIDEO

Wizyty polityków w Kijowie. Komorowski: "wytworzyła się pewna moda"

Bronisław Komorowski w programie "Newsroom" Wirtualnej Polsce został zapytany m.in. o to, czy te "symboliczne obrazki" związane z zachowaniem narodu polskiego w stosunku do Ukraińców zostaną z nami na zawsze. - Nie przesadzałbym. Jest tyle w tej chwili symbolicznych obrazków, bo wytworzyła się pewna moda. Wszyscy jadą do Kijowa. I to jest dobra moda, ale trochę moda. Każdy chce zrobić sobie symboliczne zdjęcie, więc pewnie to się wymiesza i wyrówna - odpowiedział były prezydent Polski. - Ja osobiście, nie lekceważąc wymiaru symbolicznego tego rodzaju wizyt, bardziej bym sobie cenił konkrety, a nie tylko symbole - zaznaczył gość WP. - Dobrym wzorcem do wizyty w Kijowie może być wizyta premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona. Też pełna symboliki, ale jednocześnie pełna konkretów - oznajmił Komorowski i wspomniał m.in. o ustaleniach brytyjskiego premiera. - To mi bardziej odpowiada, bo symboli mamy po czubek głowy - zaznaczył były prezydent i podkreślił, że Ukrainie brakuje broni. Rozmówca Patrycjusza Wyżgi dodał, że w trakcie tej wizyty nie słyszał deklaracji dot. broni. - A to nie jest tak, że nie można nic powiedzieć, bo to tajemnica wojskowa. To nie prawda. Wielka Brytania ustami swojego premiera przekazała konkretne informacje - dodał polityk. Komorowski odniósł się także do nieoficjalnych informacji dot. tego, że z Polski w stronę Ukrainy jedzie 100 czołgów poradzieckich. - Ja niestety obawiam się, że za taką wstrzemięźliwością informacyjną raczej idzie to, że decyzji na odpowiedniej skali, jeśli chodzi o wsparcie materialne, po prostu nie ma - odparł polityk.
Sylwia Bagińska Sylwia Bagińska
"Samochody zalane krwią, obok prowizoryczne groby”. Relacja reporterów WP z Ukrainy
WIDEO

"Samochody zalane krwią, obok prowizoryczne groby”. Relacja reporterów WP z Ukrainy

Po ponad dwóch miesiącach od rozpoczęcia wojny, reporterzy WP - Patryk Michalski i Tatiana Kolesnychenko - powrócili do Ukrainy, by relacjonować rozgrywający się tam dramat. - Ludzie, którzy tutaj są, zdążyli się przyzwyczaić do tej wojennej rzeczywistości. Kiedy pierwszego czy drugiego dnia wojny w Kijowie było słychać alarm przeciwlotniczy, to ludzie masowo udawali się do schronów (…). W tym momencie wygląda to inaczej. Po pierwsze dlatego, że mnóstwo ludzi opuściło Kijów, a po drugie dlatego, że człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego - mówił w programie "Newsroom" WP Patryk Michalski. Dodał, że uderzające wrażenie robi widok uzbrojonych ukraińskich żołnierzy tam, gdzie do ostatnich godzin przed wybuchem wojny tętniło życie towarzyskie. - Niemal na każdym kroku widać, że trwa wojna, choć Kijów nie został tak bardzo zniszczony, jak inne miasta w Ukrainie. Na każdym kroku są punkty kontrolne, na których są żołnierze z długą bronią. Sprawdzają dokumenty wszystkich przejeżdżających, czasami też bagaże. W całym mieście widać fortyfikacje stojące na drogach, które miały zatrzymać rosyjskie czołgi - relacjonowała Tatiana Kolesnychenko. Patryk Michalski dodał, że obecnie najgorsza sytuacja panuje na przedmieściach ukraińskiej stolicy. - Tam widać, jak wyglądała rosyjska okupacja. Widać pozostałości po rosyjskich czołgach i wozach opancerzonych i niestety widać też samochody ukraińskich cywili, którzy stracili życie w drodze do swoich miejscowości, takich jak m.in. Bucza. To naprawdę porażające, bo te samochody są zalane krwią. Obok znajdują się prowizoryczne groby, gdzie ludzie zakopywali zwłoki i zostawiali kartkę z napisem "trup" - opowiadał reporter WP.
Maciej Zubel Maciej Zubel