czwarta fala

Lockdown dla niezaszczepionych? Poseł PiS mówi wprost
WIDEO

Lockdown dla niezaszczepionych? Poseł PiS mówi wprost

Podczas gdy czwarta fala nabiera na sile, niektóre państwa europejskie decydują się w znaczący sposób ograniczyć dostęp do publicznych usług dla osób niezaszczepionych. Nieco inaczej jest w polskim rządzie, który nadal nie zdecydował się na taki ruch. Posła Bolesława Piechę z PiS zapytaliśmy w programie "Newsroom WP", czy boi się antyszczepionkowców. - Akurat ja się nie boję. Wiem, że istnieją takie siły i nie są nawet takie małe, ale jestem zwolennikiem działań, które chronią jak największą liczbę obywateli - powiedział. Jak przekonywał poseł, ewentualny lockdown nie powinien objąć wszystkich Polaków. - Jeżeli zostałby wprowadzony, powinien dotyczyć tylko osób niezaszczepionych. Nie bałbym się wprowadzania dla nich pewnych ograniczeń. Trzeba korzystać ze szczepień, na które zarówno Polska, jak i UE wydały setki milionów euro –tłumaczył. Piecha przyznał, że jest absolutnym zwolennikiem wykorzystywania możliwości, jakie idą za zaświadczeniem covidowym. - Tym ludziom, którzy się zaszczepili, podjęli ten obywatelski obowiązek, należy umożliwić więcej, niż pozostałym - powiedział. Gość programu dodał, że nie ma wątpliwości, że w razie wprowadzenia lockdownu dla niezaszczepionych, osoby te wyjdą na ulice. - Obserwujemy świat, nie żyjemy w bańce mydlanej. Widzieliśmy zamieszki w Belgii, Austrii czy we Włoszech. Sądzę jednak, że jest to pewien margines, bardzo agresywny, ale nadal margines. Ja się ich nie boję. Uważam, ze wykorzystywanie paszportu covidowego do pewnych usług gastronomicznych, kulturalnych i społecznych jest jak najbardziej na miejscu. (…) Nie mam wszystkich danych dotyczących epidemii w Polsce, ale wiem, że musimy bezwzględnie chronić naszą służbę zdrowia przed krachem. To niedopuszczalne, żebyśmy czwarty raz z rzędu popełnili te same błędy i nie próbowali ochronić zasobów służby zdrowia: respiratorów, tlenu, personelu i oddziałów szpitalnych - powiedział. Poseł przyznał również, że jego formacja powinna zastanowić się nad wprowadzeniem obowiązkowych szczepień dla pewnych grup społecznych.
Obostrzenia. Cimoszewicz wskazał, kogo nie chce drażnić PiS
WIDEO

Obostrzenia. Cimoszewicz wskazał, kogo nie chce drażnić PiS

W mijającym tygodniu padły kolejne niechlubne rekordy czwartej fali, zarówno jeśli chodzi o nowe przypadki zakażeń, jak i zgony związane z COVID-19. Specjaliści ostrzegają, że sytuacja w szpitalach staje się coraz trudniejsza, a w niektórych województwach wkrótce może zabraknąć łóżek dla chorych na COVID-19. - Polski rząd zachowuje się krańcowo nieodpowiedzialnie - ocenił w programie "Newsroom" WP były premier Włodzimierz Cimoszewicz. Jak przekonywał, w działaniu PiS nie ma żadnej koncepcji. - Nie ma nawet takich błędnych założeń, jak kiedyś były w Szwecji. Szwedzi sami się później przyznali, że oczekiwanie na osiągnięcie zbiorowej odporności przez brak ingerencji jest tragicznym błędem, bo będą umierali ludzie. Dziś oczywiście w głównym stopniu dotyczy to ludzi niezaszczepionych i jest w tym sporo ich własnej odpowiedzialności. Jednak władze publiczne nie mogą powiedzieć: "no cóż, jeśli ci ludzie chcą umrzeć, to niech sobie umierają", choćby dlatego, że przy okazji umierają inni, bo już dla nich nie ma miejsca w szpitalu i lekarz nie ma dla nich czasu. To niewytłumaczalne i karygodne - tłumaczył. W odniesieniu do tego, czy rachunek polityczny jest dziś ważniejszy niż zdrowie Polaków, Cimoszewicz stwierdził, że "tak mu się wydaje". - Nie mam oczywiście żadnych potwierdzeń w postaci badań socjologicznych, ale mam wrażenie, że wysoki odsetek niezaszczepionych to wyborcy PiS-u, czyli albo ludzie, którzy mają niewielką wiedzę, albo ze sceptycyzmem podchodzą do ustaleń naukowych, albo wierzą w teorie spiskowe. PiS nie chce ich ograniczać i drażnić, żeby nie tracić poparcia społecznego, ale odbywa się to kosztem całego społeczeństwa - tłumaczył.
Lekarz wspomina płacz kobiety. Nawołuje do egzekucji prawa
WIDEO

Lekarz wspomina płacz kobiety. Nawołuje do egzekucji prawa

Tylko w środę w Polsce potwierdzono 8361 nowych zakażeń koronawirusem. To najwięcej od kwietnia. O tym, czy sytuacja wymyka się już spod kontroli, rozmawialiśmy w programie "Newsroom WP” z prof. Robertem Flisiakiem, prezesem Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. - W tej chwili bazujemy jeszcze na naszych doświadczeniach z poprzednich fal, bo wyrobiliśmy sobie pewne standardy postępowania. Z perspektywy całego kraju może wydawać się, że 5-7 tys. nowych zakażeń dziennie to niewielka liczba, ale musimy pamiętać o tym, że to obciążenie idzie w tej chwili na dwa województwa. Czwarta fala jest tam w tej chwili znacznie silniejsza, niż którakolwiek poprzednia - stwierdził profesor. Jego zdaniem, tej niepokojącej sytuacji nie da się dziś dostrzec na ulicach. - Nie widać ani działań policji, ani straży miejskiej. Nie widać też, żeby ludzie odczuwali ten poziom zagrożenia - powiedział. Zdaniem lekarza, służby powinny egzekwować obowiązujące zasady, jak noszenie maseczek w przestrzeniach zamkniętych. - Jeśli nie chcemy lockdownu (…), przestrzegajmy tych podstawowych, bardzo prostych i tak naprawdę mało uciążliwych rzeczy - zaapelował. Profesor wspomniał przy okazji sytuację jednej z ekspedientek, która "niemal płacząc, mówiła, że próbowała zwrócić uwagę jednej pani za brak maseczki i została zwyzywana". Jak przekonywał profesor, jedyną skuteczną metodą na walkę z pandemią będzie w tym momencie wzmożona kontrola służb w tym zakresie. Gość programu "Newsroom WP" podzielił się także relacją ze szpitali. - Na razie przyjmujemy pacjentów tylko tych najcięższych, ale COVID-19 to choroba bardzo dynamiczna i z godziny na godzinę może się zmienić w postać zagrażającą życiu. W związku z tym lekarz dyżurny ma straszne obciążenie psychiczne przy decyzji o tym, jakiego pacjenta przyjąć, a jakiego nie - przyznał.