charków (strona 7 z 10)

Był w Saltiwce w Charkowie. Dramatyczna relacja
8:03

Był w Saltiwce w Charkowie. Dramatyczna relacja

- W Saltiwce trudno jest znaleźć budynek, który w jakimś stopniu nie byłby nieuszkodzony. To są uszkodzenia albo mniejsze, wybite szyby albo uszkodzona elewacja, albo uszkodzenia drastyczne, wyrwane od ostrzału całe mieszkania - relacjonował w programie "Newsroom" WP Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej". - Rosjanie mają taki pomysł, taką taktykę, żeby odciąć Charków wokół obwodnicy miasta. Na razie im się to średnio udaje. Wojskowi mają hipotezę, że leczą frustrację, że mają problem z zajęciem miasta, które jest kilkanaście kilometrów od granicy rosyjskiej - przekazał. - To jest przerażające. Tam już nie ma alarmów lotniczych. Przyjmuje się do wiadomości, że ostrzały są stałe, trwają dzień i noc. Przedmieścia Charkowa, które udało się Ukraińcom wyzwolić częściowo lub całkowicie, to druga część góry lodowej, którą najprawdopodobniej będziemy odkrywali w kolejnych miesiącach - stwierdził. Parafianowicz podkreślił, że najtrudniejsze są losy starszych ludzi, którzy nie mają gdzie i jak uciec. - Żyją ponad 40 dni bez wody, bez prądu, bez leków. Są skazani na pomoc humanitarną, która czasem dociera, czasem nie. (…) Żyją w warunkach urągających wszelkim standardom. To wstrząsające - mówił. Parafianowicz zwrócił też uwagę, że ludzie w takich miejscach jak Saltiwka nie mają dostępu do żadnych informacji. - Żyją przekazem ustnym, który jest im dostarczany przez ludzi, którzy wiedzą coś więcej. To jest kolejna odsłona dramatu. Są zawieszeni w próżni informacyjnej, żyją bez łączności ze światem. Oni nie wiedzą np. o tym, co się dzieje w Buczy - powiedział.
Natalia Durman

N. Durman

Pospolite ruszenie w Charkowie. Ksiądz odebrał wzruszający telefon
4:30

Pospolite ruszenie w Charkowie. Ksiądz odebrał wzruszający telefon

- Dwa dni temu wolontariusz przyniósł bardzo smutną wiadomość. Ludzie stali w kolejce za chlebem i uderzył w nich pocisk. Dwie osoby zginęły, osiem zostało ciężko rannych. To bestialstwo, to ludobójstwo, ta napaść, ta wojna pochłania niespodziewane ofiary, pokazuje ogromne okrucieństwo - mówił w programie "Newsroom" WP ks. Wojciech Stasiewicz, dyrektor Caritas-Spes-Charków. - Jak kładłem się wczoraj spać, między godz. 22 a 23, gdzieś w centrum była ogromna eksplozja. To pokazuje, że ta wojna dzieje się całą dobę. To jest noc, to jest poranek. Teraz jest kilka godzin ciszy, ale kto wie, co będzie za 5 minut. Wszystkiego trzeba się spodziewać. Każda minuta jest bardzo cenna - kontynuował. Jak podkreślił duchowny, na miejscu jest wielu chętnych do pomagania. - To pospolite ruszenie pokazuje, że z każdym dniem zwiększa się liczba osób, ale nie potrzebujących, tylko tych, którzy niosą pomoc. Nie każdy może być w armii, nie każdy może być w obronie terytorialnej, nie każdy może być wolontariuszem w szpitalu. Wczoraj zadzwoniła do mnie pani i mówi: jestem kucharką, mogę gotować, mogę sprzątać, proszę mnie wziąć do swojej ekipy. To pokazuje, że ludzie czują potrzebę czasu, że chcą, że się jednoczą. To niesamowity przykład tego, że ta wojna niesie oblicze zła, ale w tej wojnie jeszcze więcej ludzi się otworzyło. Zmieniamy się, bo sytuacja jest taka, a nie inna - podsumował Stasiewicz.
Natalia Durman

N. Durman