charków (strona 8 z 10)

Pomagają ukraińskim żołnierzom w walce z armią rosyjską. ''Robimy wszystko, co możemy''
WIDEO

Pomagają ukraińskim żołnierzom w walce z armią rosyjską. ''Robimy wszystko, co możemy''

Tysiące ludzi na całej Ukrainie angażuje się w pomoc swoim żołnierzom, którzy stawiają czoła rosyjskiej inwazji. We Lwowie, na zachodzie Ukrainy, zdecydowano się przekształcić jedną z bibliotek w punkt pracy dla wolontariuszy. Ochotnicy robią na miejscu m.in. maskujące siatki dla żołnierzy oraz sprzętu wojskowego. Agencja medialna Associated Press odwiedziła ten punkt w poniedziałek (1 marca). Jedna z wolontariuszek, 26-letnia nauczycielka języka angielskiego, Natalia Kukhta, wyjaśniła sposób, w jaki wykonywane są owe siatki. - Na początku bierzemy trochę materiału i rwiemy na długie paski. Potem wiążemy paski, żeby mieć coś w rodzaju siatki dla naszych żołnierzy, żeby mogli ukryć swój sprzęt – powiedziała. Na sali brakuje już miejsca dla kolejnych wolontariuszy, dlatego inni zaangażowali się w transport gotowych przedmiotów do żołnierzy i punktów obrony, a także do przynoszenia potrzebnych surowców do robienia kolejnych siatek i innych przydatnych rzeczy. We wtorek (1 marca) rozpoczął się szósty dzień inwazji armii rosyjskiej na Ukrainę. Najbardziej zaciekłe walki trwają na północy Ukrainy, na przedmieściach stolicy Kijowa, wschodzie kraju - w obwodach donieckim, ługańskim oraz w Charkowie. Delegacje Ukrainy i Rosji spotkały się na granicy białorusko-ukraińskiej w poniedziałek (28 lutego), aby negocjować zawieszenie broni. Po kilku godzinach rozmów strony ogłosiły, że ustaliły kilka punktów, które będą dalej dyskutowane. Rozpoczęcie rozmów nie skłoniło Kremla do zaprzestania ataków. Zdjęcia satelitarne wykonane przez firmę Maxar Technologies w poniedziałek (1 marca) pokazały, że do Kijowa zbliżają się setki rosyjskich czołgów, wozów opancerzonych oraz artylerii. Konwój znajduje się obecnie zaledwie ok. 20 kilometrów od stolicy.
Życie w mieście oddalonym o 40 km od wojsk rosyjskich. ''Musimy stanąć w obronie Charkowa''
WIDEO

Życie w mieście oddalonym o 40 km od wojsk rosyjskich. ''Musimy stanąć w obronie Charkowa''

Mieszkańcy Charkowa na wschodzie Ukrainy żyją w ciągłym napięciu i niepewności. Nic dziwnego, gdyż ich miasto znajduje się zaledwie ok. 40 km od ogromnej armii rosyjskiej, która stacjonuje przy granicy. Charków to drugie co do wielkości miasto Ukrainy i jest to bardzo ważne miasto, zarówno w kwestii jego położenia oraz uprzemysłowienia. Ludzie są jednak podzieleni w kwestii potrzeby obrony ich miasta przed inwazją rosyjską. Część z ponad miliona mieszkańców deklaruje, że zgłosi się na ochotnika do obrony swojego miasta, część jednak nie zamierza stawiać oporu wobec Rosjan i chce żyć w spokoju. Jedną z osób, które widzą potrzebę obrony Charkowa, jest dr Oleksander Dikalo, który prowadzi klinikę dentystyczną. Dikalo ma doświadczenie z obsługi broni, gdyż jeszcze jako żołnierz Armii Radzieckiej stacjonował we wschodnich Niemczech. Jego żona pracuje z kolei jako lekarz w szpitalu, gdzie opatrywała rany żołnierzy Ukraińskich, którzy zostali ranni w czasie walk w 2014 i 2015 roku na wschodzie Ukrainy. Innego zdania jest Anton Dotsenko. W wieku 18 lat stał na czele fali protestów, które obaliły prorosyjski rząd w 2014 roku. Teraz jest 24-letnim pracownikiem technicznym w fabryce i ma już dość wstrząsów. - Ja po prostu nie chcę, żeby ktokolwiek zginął. To jest moje główne życzenie – stwierdził Dotsenko. Takie podziały istnieją jednak nie tylko w Charkowie. Zarówno w stolicy Ukrainy – Kijowie, jak i nawet we Lwowie, które położone jest przy zachodniej granicy, można usłyszeć podobne głosy. Rosja zgromadziła przy wschodniej granicy Ukrainy ponad 100 tys. żołnierzy oraz setki jednostek pancernych. Kreml zaprzecza, że planuje ofensywę. Żąda jednak od NATO stanowiska, że Ukraina pozostanie poza sojuszem oraz zaprzestania rozmieszczania wojsk w krajach sąsiadujących z Rosją.