bombardowanie (strona 3 z 10)

Ukraina. Mieszkają w piwnicy od kilku dni. ''Co wy robicie?! Dlaczego nas zabijacie?!''
1:44

Ukraina. Mieszkają w piwnicy od kilku dni. ''Co wy robicie?! Dlaczego nas zabijacie?!''

Od kilku dni nie ustają walki i bombardowania Kijowa. W środę (2 marca) po raz kolejny rakiety uderzyły w wieś Horenka, która znajduje się na północnozachodnich obrzeżach stolicy. Mieszkańcy wsi zmuszeni są do mieszkania w schronach i piwnicach. Agencja medialna Associated Press dotarła do jednego ze schronów w Horence. Larissa, mieszkanka wsi, nie przyjmuje do wiadomości tłumaczenia Władimira Putina, że atak Rosji na Ukrainę ma na celu ''denazyfikację'' i ''przyniesienie wolności'' Ukraińcom. - Nie zaprosiliśmy ich tutaj, żeby nas uwolnili. Nie potrzebujemy od nich wolności. Zostawcie nas w spokoju. Nie czekamy tu na was, okupanci, agresorzy, faszyści. Faszyści bombardują spokojne domy, spokojnych ludzi – powiedziała dla AP. Mąż Larissy był Rosjaninem, a ona sama ma nadal krewnych mieszkających na terenie Rosji. Lokalne władze wsi Horenka poinformowały, że od początku ataku Rosji na Ukrainę, który miał miejsce w czwartek (24 lutego), rannych zostało 12 mieszkańców wsi, a 2 osoby zginęły. Straty materialne poniesione w wyniku bombardowań są ogromne. Dla ludzi zmuszonych do życia w piwnicy najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo bliskich i aby nikt więcej nie zginął. - Zastanówcie się, co wy (rosyjscy żołnierze) robicie! My jesteśmy spokojnymi ludźmi. Chcemy pokoju. Chcemy żyć i wychowywać nasze dzieci. Dlaczego? Po co? Dlaczego nas zabijacie?! – powiedziała Natasza, mieszkanka wsi Horenka.
Opcje
Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"
3:30

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"

W piątek nad ranem Rosja rozpoczęła bombardowanie Kijowa. - Sytuacja była bardzo trudna, przede wszystkim ze względu na niepewność mieszkańców, którzy nie wiedzieli, w którym miejscu o i kiedy będą mogli spodziewać się tego ewentualnego i możliwego bombardowania. Dlatego tak wiele osób już późnym wieczorem skierowało się do schronów – relacjonował w programie "Newsroom" WP reporter Wirtualnej Polski, przebywający w Kijowie. Dodawał, że wielu mieszkańców miasta spędziło noc w schronach. – Widać było wcześnie rano, jak ludzie zabierali swoje karimaty, śpiwory – mówił. Jak przekazał, mieszkańcy Kijowa gromadzą się w pobliżu metra na wypadek ewentualnego bombardowania. – Nikt nie wie, czego można się spodziewać – podkreślał. – Pojawiają się informacje o tym, że celem Rosjan będzie dzielnica rządowa i zdaje się, że wszyscy oficjele, którzy tutaj w dzielnicy rządowej pracują, się do tego przygotowują. Dlatego w ostatnich godzinach trwało bardzo intensywnie palenie dokumentów na wypadek, gdyby Rosjanom udało się zdobyć ważne instytucje – wyjaśnił. – Taka jest procedura: chodzi o to, by niepożądane informacje nie dostały się w ręce Rosjan, jeśli uda im się zdobyć te kluczowe punkty – dodawał. Jak także relacjonował, na ulicach widać młodych mężczyzn, zmobilizowanych do wojska, ale też takich, którzy "jeszcze przed powszechną mobilizacją (…) mówili, że są gotowi do ewentualnej walki". – Trudno wyobrazić sobie, że ta sytuacja tak bardzo zmieniła się w stolicy i to w ciągu kilkudziesięciu godzin – oznajmił. Wskazał też na ogromną wartość pracy ukraińskich dziennikarzy. – Dziennikarze ukraińscy, którzy są wiarygodnymi źródłami informacji, pracują nieprzerwanie od niemal ponad 40 godzin non stop – podkreślił.
Opcje