anglia (strona 3 z 23)

Szybki koniec Liz Truss. Boris Johnson ma szanse wrócić?
WIDEO

Szybki koniec Liz Truss. Boris Johnson ma szanse wrócić?

Jak rozumieć dymisję Liz Truss i czy w Wielkiej Brytanii są możliwe przedterminowe wybory? W sondażach Partia Pracy wyprzedza Partię Konserwatywną. O przyszłość Wielkiej Brytanii Patrycjusz Wyżga pytał w programie "Newsroom WP" Michaela Dembińskiego, głównego doradcę Polsko-Brytyjskiej Izby Handlowej. - Konserwatyści mają jednak przewagę ponad 70 posłów, więc nie ma konstytucyjnie potrzeby zorganizowania wyborów aż do stycznia 2025 r. Oni są już przy władzy dwunasty rok. Ludzie są zniecierpliwieni tym wszystkim, tą ciągłą rotacją ministrów i tym brakiem ciągłości, z której Wielka Brytania słynie jako kraj stabilny. Teraz widać zawieruchy polityczne - powiedział Michael Dembiński. Dlaczego Liz Truss straciła tak szybko poparcie w swojej partii? - To niewłaściwa osoba w tym miejscu. Została wyrzucona w górę przez to, co stało się poprzednio, czyli odejście Borisa Johnsona. Wybór był wśród członków partii i ona nie otrzymała nawet połowy głosów. Widzimy, kto za nią stał. Liz Truss podczas referendum brexitowego była przeciwna Brexitowi, ale potem zmieniła zdanie i była uważana jako twardogłowa brexitówka. Grupa zwolenników wspierała ją, by została premierem w przeciwieństwie do Rishiego Sunaka, który był ministrem finansów i który jest uważany za rozsądnego człowieka patrzącego długoterminowo na sprawy gospodarcze - dodał. Czy Sunak miałby szansę zostać premierem? - To jedna możliwość, w tej chwili widzę trzy. To Rishi Sunak, powrót Borisa Johnsona bądź Penny Mordaunt. Dowiemy się w przyszły piątek, to nie potrwa kilku miesięcy jak było to latem. Dowiemy się w poniedziałek po południu - mówił ekspert. Czy Johnson ma realne szanse by szybko wrócić na fotel premiera? Patrycjusz Wyżga przypomniał, że to jedyny w historii brytyjski premier, który złamał prawo podczas pełnienia swojej funkcji. - To jeszcze go nie opuści. Boris Johnson organizował w czasie lockdownu huczne imprezy na Downing Street 10, to jeszcze wisi nad nim. To nie koniec jego problemów, gdyby powrócił na stanowisko premiera - podsumował Michael Dembiński.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Zamieszanie po dymisji Liz Truss. Brytyjski korespondent zdradza kulisy
WIDEO

Zamieszanie po dymisji Liz Truss. Brytyjski korespondent zdradza kulisy

Liz Truss podała się do dymisji po zaledwie 45 dniach na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii. O kulisy tej dymisji Patrycjusz Wyżga pytał w programie "Newsroom WP" Artura Kieruzala, korespondenta Radia 357 w Londynie. - 24 godziny temu przy Downing Street 10 było bardzo gorąco. Jak donosi dzisiejsza prasa, Truss wczoraj o godz. 4:00 rano obudziła się i wiedziała, że tego dnia będzie rezygnować z funkcji premiera Wielkiej Brytanii. Rozesłała wiadomości do swoich najbliższych przyjaciół. Później pojawiła się w biurze Komitetu 1922, to komisja Partii Konserwatywnej, która odpowiada za wybór nowego lidera partii. Od sir Grahama Brady'ego dowiedziała się, że nie może liczyć na poparcie swoich posłów. Ci w nocy wyrazili olbrzymie wotum nieufności wobec swojej liderki. Gdy dojdzie do oficjalnego głosowania, większość zagłosuje przeciwko niej. To był moment przełomowy, który sprawił, że Truss, wracając do siedziby premiera, zwróciła się do króla Karola, informując go o swojej rezygnacji - mówił Artur Kieruzal w programie "Newsroom WP". - Mnóstwo zamieszania, mnóstwo spekulacji. Pojawił się temat następcy, bo w polityce nie może być pustki. Partia Konserwatywna ruszyła w poszukiwaniach nowego lidera, a cały kraj zastanawia się, o co w tym wszystkim chodzi. Gdyby posłuchać ekspertów, pojawiają się liczne analizy ostatnich dni. Gdyby posłuchać ulicy, to słychać olbrzymie niezadowolenie Brytyjczyków z całej tej sytuacji. Odnosi się wrażenie, że grupka polityków decyduje o losach olbrzymiej gospodarki, która ma zadyszkę. Spora część społeczeństwa kieruje się w stronę generalnych wyborów. Politycy z Partii Konserwatywnej raczej nie zdecydują się na taki krok - dodał brytyjski korespondent Radia 357.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Ludzka kość sprzed 5 tys. lat w Tamizie. Sensacyjne odkrycie wioślarza w Anglii
WIDEO

Ludzka kość sprzed 5 tys. lat w Tamizie. Sensacyjne odkrycie wioślarza w Anglii

Jest starsza od słynnego Stonehenge i od egipskich piramid w Gizie. Londyński wioślarz-amator Simon Hunt dokonał zaskakującego odkrycia. Z dorzecza Tamizy wyłowił ludzką kość sprzed ponad 5 tys. lat. Brytyjczyk płynął blisko brzegu, kiedy zauważył na kamykach długi i ciemny przedmiot. Okazało się, że to kość udowa - najdłuższa i najmocniejsza kość ludzkiego szkieletu. Mężczyzna wyłowił ją i zgłosił sprawę policji. Funkcjonariusze chcieli zbadać miejsce odkrycia, ale po przypływie znalazło się ono głęboko pod wodą. Tajemnicza kość trafiła do ekspertów, później policja zwróciła artefakt odkrywcy. Dzięki datowaniu radiowęglowemu naukowcy oszacowali, że kość pochodzi z późnego neolitu – końca epoki kamienia. Jej wiek oszacowano na okres między 3516 r. p.n.e. a 3365 r. p.n.e. Wiadomo, że kość udowa należała do osoby o wzroście 170 cm. Płeć właściciela pozostaje nieokreślona. To jedna z najstarszych rzeczy wydobytych z Tamizy. Błoto tej rzeki jest niemalże beztlenowe, co czyni je dobrym środowiskiem do zachowania artefaktów. Tamiza powszechnie uznawana jest za skarbnicę historycznych zabytków. Przeszukiwanie jej nadbrzeża w Londynie bez pozwoleń jest nielegalne. Władze Muzeum Londynu liczą, że z czasem starożytna kość trafi do placówki, gdzie znajduje się już ludzka czaszka z podobnego okresu. Obecnie kość pozostaje w domu znalazcy.