II wojna światowa (strona 6 z 52)

Trop zbrodniarza wojennego. Zaczęło się od kartki na grobie
WIDEO

Trop zbrodniarza wojennego. Zaczęło się od kartki na grobie

Książka "Zbrodnia bez kary" opowiada o niemieckich zbrodniarzach, którzy ukrywali się wiele lat po II wojnie światowej. - Do Argentyny warto było uciekać jak było się Eichmannem albo Mengele, czyli człowiekiem, którego twarz wszyscy kojarzą. Na szczęście Eichmanna udało się znaleźć. Mengelemu się "upiekło". Rodzina Mengele jest jedną z tych, która całkowicie odcina się od krewniaka. Nie komentują i nie ujawniają niczego. Nie jest tajemnicą, że przez lata kontakt był utrzymywany. Ukryć się było bardzo łatwo - mówił w programie "Newsroom WP" Michał Gostkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i współautor książki. - Można było zostać burmistrzem miasta, cenioną lekarką, napisać znakomity podręcznik naukowy - mając za podstawę straszliwe doświadczenia przeprowadzane na zabitych ludziach przez Gestapo. Można było być szefem fabryki czekolady, szanowanym obywatelem, na którego grobie napisano "ukochanemu ojcu". W pewnym momencie na grobie, co roku, jakaś tajemnicza ręka zaczęła kłaść tabliczkę "Wilhelm Koppe - nigdy nieukarany zbrodniarz hitlerowski". Na tę kartkę natrafiła dziennikarka Deutsche Welle, z którą wspólnie z Interią tworzyliśmy ten projekt. Temat leżał na ulicy, a właściwie to kartka na grobie. Musieliśmy wybrać tych, których chcieliśmy opisać - dodał. 16 stycznia o godz. 19:00 w Faktycznym Domu Kultury przy Gałczyńskiego 12 w Warszawie odbędzie się spotkanie z autorami.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Po wojnie nie byli ścigani. Dziennikarze ujawniają nieznane historie zbrodniarzy
WIDEO

Po wojnie nie byli ścigani. Dziennikarze ujawniają nieznane historie zbrodniarzy

Książka "Zbrodnia bez kary" to efekt wspólnej pracy polsko-niemieckich dziennikarzy, którzy zbadali losy bezkarnych wojennych oprawców.- Zbrodnia o której mało kto słyszał, bo ci, którzy ją popełnili, postanowili po wojnie zrobić najmądrzejszą rzecz, czyli zniknąć. Mówimy o nazistach w pierwszych i ostatnich stron gazet, którzy po wojnie nie byli ścigani. Z dwóch powodów. Po pierwsze, sami bardzo dobrze zadbali o to, żeby się nie wychylać - z jednym wyjątkiem. Po drugie, nikt w niemieckim państwie, które po wojnie było pełne dosłownie milionów ludzi z legitymacją NSDAP, nie chciał ich ścigać - opowiadał w programie "Newsroom WP" Michał Gostkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski oraz współautor książki. - Można dowiedzieć się jak skończył kat bydgoskiej inteligencji. Straszny morderca, gestapowiec. Można dowiedzieć się, że stareńka córka jednego z katów Woli nadal uważa, że jej tatuś był "człowiekiem honoru". Sprawdziliśmy i nie był. To powtarza się w wielu historiach rodzin nazistów, do których dotarliśmy - wielu z tych ludzi było ciepłymi ojcami, ale musieli zmywać krew, zanim brali dzieci na ręce. Dla wielu informacja o tym, co robili ich rodzice, była kompletnym szokiem. Postawy są różne - dodał Michał Gostkiewicz. 16 stycznia o godz. 19:00 w Faktycznym Domu Kultury przy Gałczyńskiego 12 w Warszawie odbędzie się spotkanie z autorami książki.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Od kata Polaków do cukiernika. Tak niemiecki zbrodniarz uniknął kary
WIDEO

Od kata Polaków do cukiernika. Tak niemiecki zbrodniarz uniknął kary

Wilhelm Koppe był dowódcą SS i policji w Kraju Warty, później w Generalnym Gubernatorstwie. Cały artykuł przeczytasz na portalu wielkahistoria.pl. Koppe był jednym z niemieckich zbrodniarzy, którzy nigdy nie ponieśli kary za swe czyny. Odpowiadał za śmierć setek tysięcy ludzi w okupowanej Polsce w czasie II wojny światowej. Zaczynał jako handlarz słodyczami, później był posłem, a w czasie okupacji Polski brutalnym szefem aparatu policyjnego. Współodpowiadał za wiele zbrodni. Koppe zlecił m.in. powstanie obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. Słynął z bezwzględności. Podległe mu służby organizowały publiczne egzekucje, zajmowały się mordowania rodzin członków ruchu oporu. Przed końcem wojny Koppe zabiegał o nową tożsamość dla siebie i rodziny. Wszyscy uciekli do Niemiec, udając, że się nie znają. W 1952 r. Niemiec zatrudnił się w fabryce czekolady. Unikał tam rozpoznania, nie mówił o przeszłości. Skupił się na pracy, stale awansując. Ostatecznie został dyrektorem. Wpadł w 1960 r., do końca udając kogoś innego. Po 2 latach wyszedł z aresztu za kaucją. Prokuratura w tym czasie zbierała dowody. W 1964 r. na 348 stronach oskarżono go o współudział w mordowaniu tysięcy osób w czasie II wojny światowej. Ostatecznie do rozprawy jednak nie doszło, a postępowanie z czasem umorzono. Wszystko przez stan zdrowia Niemca i jego rzekome liczne choroby. Koppe zmarł w 1975 r. Do końca życia nie pozostał pociągniętym do odpowiedzialności za swoje zbrodnie w Polsce.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski