wojsko polskie (strona 15 z 24)

Gen. Pacek o projekcie ustawy o obronie ojczyzny: sama liczba 300 tys. do mnie nie przemawia. Projekt wymaga udoskonalenia
2:10

Gen. Pacek o projekcie ustawy o obronie ojczyzny: sama liczba 300 tys. do mnie nie przemawia. Projekt wymaga udoskonalenia

Gen. prof. Bogusław Pacek był gościem programu “Newsroom”. Recenzował projekt ustawy o obronie ojczyzny, który we wtorek zaprezentował szef MON Mariusz Błaszczak i wicepremier Jarosław Kaczyński. Najpierw Pacek zastrzegł, że “zna pierwotny projekt tej ustawy”. Podkreślił, że ocenia go raczej dobrze, “co do kierunku myślenia o bezpieczeństwie Polski”. - To znaczy, że Polska musi bardziej myśleć kategoriami artykułu 3. Traktatu Waszyngtońskiego, a nie tylko 5., czyli musi zwiększać swoje zdolności obronne - stwierdził. Wskazał, że dobre strony ustawy to wprowadzenie dobrowolnej i płatnej służby wojskowej, a także “szeregu elementów motywujących do pozostania w armii”. Pacek wskazał także jej słabsze strony. - To przede wszystkim plany likwidacji Wojskowych Komend Uzupełnień i Wojewódzkich Sztabów Wojskowych. Dla mnie nieczytelny był też system dowodzenia, a także wiele różnych niuansów. W związku z powyższym kierunek dobry, ale ta ustawa, którą widziałem, wymagała udoskonalenia – ocenił. - Sama liczba 300 tys. [do takiej liczby planowane jest zwiększenie polskiej armii – red.] do mnie nie przemawia. Rzucanie liczbami nie daje obronności. A te dzisiaj liczą się zdolności do obrony, do rażenia, do wsparcia logistycznego, do dowodzenia - podsumował.
Ewakuacja z Afganistanu. Dramatyczna relacja w WP. Kluzik-Rostkowska: Lotnisko zamieniało się w coraz większe piekło
8:47

Ewakuacja z Afganistanu. Dramatyczna relacja w WP. Kluzik-Rostkowska: Lotnisko zamieniało się w coraz większe piekło

Jedną z osób ewakuowanych z Afganistanu do Polski Sabur Shah Dawod Zau. Swoją historią podzielił się w rozmowie z Wirtualną Polską. O kulisach polskiej misji ewakuacyjnej dziennikarzowi WP Patrycjuszowi Wyżdze mówiła także Joanna Kluzik-Rostkowska. - Sprawami afgańskimi interesuję się od bardzo dawna. Mam wielu znajomych, wielu z nich poznałam dzięki Twitterowi, m.in. był to właśnie Sabur. Od bardzo dawna było jasne, że w momencie, kiedy wojska amerykańskie będą wychodziły z Afganistanu, tam sytuacja stanie się bardzo trudna - komentowała w programie "Newsroom" WP posłanka KO, członkini sejmowej komisji obrony narodowej. - W momencie, gdy minister Michał Dworczyk zdecydował, że Polska będzie brać udział w ewakuacji z Afganistanu, zgłosił się do mnie kontroler lotów, który poprosił, żebym przekazała informację o dwóch tłumaczach, z którymi on współpracował. (...) Ja te informacje przekazałam ministrowi Dworczykowi, który powiedział, że jeśli mam wiedzę o kimś jeszcze, to mam mu przekazać. Na pierwszej liście, którą wspólnie sporządziliśmy było 78 osób. Potem to jeszcze wzrosło, było to coś pomiędzy 150 a 200 nazwiskami - tłumaczyła parlamentarzystka. - Mieliśmy świadomość, że ewakuacja jest bardzo ograniczona w czasie. Amerykanie powiedzieli, że do 31 sierpnia zamkną cały proces, co oznaczało, że trzeba będzie wycofać się kilka dni wcześniej, żeby nie zostać samemu - przekazała Kuzik-Rostkowska. - Na lotnisku w Kabulu od samego początku było bardzo trudno i to stopniowo zamieniało się w coraz większe piekło. Każda kolejna doba była trudniejsza. Przeciętny czas przejścia do check pointu talibów do dostania się na lotnisko wynosił od osiem godzin do nawet 2-3 dób. (...) Z grupy 5 tys. osób, które znajdowały się pod polskim gatem, trzeba było wyłowić konkretne osoby. Różne były sposoby, czasem była to literka "P", innym razem znaczek Legii. (...) Najbardziej wąski punkt to odcinek już po check pointach talibów a przed wejściem na lotnisko, którego pilnowali Brytyjczycy, którzy byli bardzo surowi. Lotnisko było na noc zamykane, więc ci ludzie przez całą noc koczowali, licząc na to, że rano im się uda wejść. Mam świadomość, że nie ewakuowaliśmy wszystkich, którzy byli na naszych listach, ale pewnym momencie to było tak trudne i niebezpieczne, a my nie mieliśmy żadnej możliwości wsparcia, aby zabierać tych ludzi bezpośrednio z miasta - relacjonowała Kluzik-Rostkowska.

MRM