rzeka (strona 5 z 37)

Odkrycie z dna rzeki. "Unikat w skali kraju"
0:56

Odkrycie z dna rzeki. "Unikat w skali kraju"

Przypadkowe odkrycie nurków na dnie rzeki Pisy. W Piszu (woj. warmińsko-mazurskie) pod koniec kwietnia odbyło się coroczne sprzątanie rzeki. Akcja zgromadziła mieszkańców, leśników, wędkarzy czy strażaków, którzy śledzili wydobyte z dna przedmioty. Z rzeki wyłowiono butelki i inne śmieci, a nawet rowery i wózki sklepowe. Nurkowie wyłowili także drewnianą kłodę z nietypowym oznaczeniem, która wzbudziła duże zainteresowanie. Fotografie znaleziska udostępniło Nadleśnictwo Maskulińskie. "W grupie nurków sprzątających dno Pisy m.in. udział brał nasz leśniczy Piotr Małż, który wynurkował kłodę drewnianą opatrzoną czerwoną płytką z numerem drewna, jakich używają leśnicy. Dzięki FB i leśnikom z całej Polski, udało się poznać historię tego drewna, ponieważ taka płytka z numerem jest unikatowa w skali całego kraju" - przekazano w oświadczeniu. Okazało się, że znaleziony kloc drewna to tzw. sklejka. Z numeru 0711518, znajdującego się na dole tabliczki wynika, że jest to sosna, drewno pochodzi z terenów Olsztyna i zostało ścięte w 2013 r. Dlaczego znalazło się w rzece? Według nadleśnictwa zatapianie drewna jest znaną od stuleci metodą konserwacji drewna. Zakład w Piszu konserwował tak drewno do produkcji sklejki w jeziorze Roś, a znaleziona sztuka musiała zaginąć w trakcie spławiania tratw z drewnem. Znaleziona sztuka w wodzie przeleżała w wodzie ok. 11 lat, ale nie wpłynęło to na jakość drewna, po odcięciu nożem wierzchniej warstwy ukazało się piękne żółte drewno.
Gabriel Bielecki

G. Bielecki

Opcje
Powódź nad Bugiem. "Ludzie się boją". Dramat mieszkańców wsi na Mazowszu
5:48

Powódź nad Bugiem. "Ludzie się boją". Dramat mieszkańców wsi na Mazowszu

- Tu jest wszystko pozalewane, były przypadki, że przybywało wody, ale nigdy nie tak, jak teraz. Teraz to jest tragedia – powiedział Robert Jaworowski, mieszkaniec Drogoszewa. – Walczymy z tym, żeby ten nasz dobytek uratować. Wybudowałem nowy dom, wszystko mam pozalewane, wilgoć podciąga. Po prostu ręce opadają. Rząd nam nic nie pomaga. Zator ma już 20 km i nic się z tym nie robi. Dzisiaj przyjdzie noc i będzie powtórka, będzie to samo – płacz, kobiety będą stały na drodze, a faceci będą latać z workami piasku i działać, by coś uratować – relacjonował poszkodowany mężczyzna. Reporter WP Mateusz Dolak rozmawiał z mieszkańcami Drogoszewa pod Wyszkowem. Wieś na pograniczu Mazowsza i Podlasia najbardziej ucierpiała w wyniku powodzi spowodowanej przez zator na Bugu. Mieszkańcy pokazali reporterowi WP pozalewane piwnice i pomieszczenia gospodarcze. Niektóre z domów są odcięte od prądu i gazu. - Dzisiaj nie wiem, jak będziemy palić - przyznała jedna z mieszkających w Drogoszewie seniorek, dodając, że ludzie obawiają się o swoje bezpieczeństwo. - Tu nigdy w życiu nie było tyle wody – skomentowała emerytka. Służby i lokalne władze zapewniają, że obserwują stan rzeki i reagują. Nie wszyscy mieszkańcy są zadowoleni z otrzymanej pomocy. W Drogoszewie do pomocy zaangażowano wojsko, które m.in. rozmieszczało worki z piaskiem przed domami. - Tragedia, z którą po prostu nic się nie robi. Tylko jest debata, co zrobić, jak zrobić, trzy doby minęły, a woda się podnosi. Przychodzi noc i ludzie się boją, nie wiedzą co robić – żalił się poszkodowany mieszkaniec Drogoszewa.
Mateusz Dolak

M. Dolak

Opcje