rosyjska armia (strona 12 z 13)

"Rzeźnik Syrii" nowym dowódcą Rosjan. "Może dojść do jeszcze większej brutalizacji"
2:53

"Rzeźnik Syrii" nowym dowódcą Rosjan. "Może dojść do jeszcze większej brutalizacji"

Nowym głównodowodzącym rosyjskiej "operacji" w Ukrainie ma być generał armii Aleksandr Dwornikow – podał dziennik "The Wall Street Journal". Dziennikarze amerykańskiej gazety określili go jako "rzeźnika Syrii", bo to on odpowiadał za ludobójstwo w trakcie wojny w Syrii – za ataki na szpitale, szkoły i cywilów. - Rzeźnicy nie zmieniają przebiegu całej wojny. Efekty, które się zakłada poprzez zmianę dowodzącego całej operacji są złudne. Temu dowódcy będzie dalej podporządkowany ten sam oficer, ten sam żołnierz, który jest wykonawcą rozkazów - powiedział w programie WP Newsroom gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. - Oczywiście może dojść do jeszcze większej brutalizacji, jak to w armii rosyjskiej bywa. Chodzi tu o budowanie dowodzenia w oparciu o strach, okrucieństwo, także wobec podwładnych. Za niewykonanie rozkazu lub złe wykonanie może grozić kara śmierci lub inne poważne konsekwencje o różnym charakterze – tłumaczył ekspert. Generał Komornicki podkreślił, że wykonawca tych poleceń, żołnierz rosyjski, jest wyjątkowo zdemoralizowany. - To dlatego, że armia rosyjska nie osiągnęła dotychczas jakiegokolwiek sukcesu. Brak tu podstawy, by nastąpiła jakaś większa mobilizacja moralna lub bojowa. Ta armia nie odniosła żadnego, nawet najmniejszego zwycięstwa. Jedyne, co osiągają to brutalność, prowadząc wojnę na wyniszczenie – dodał były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Opcje
Prof. Grochmalski o ukrytym poborze w Rosji. "Sięgają nawet po przestępców"
5:11

Prof. Grochmalski o ukrytym poborze w Rosji. "Sięgają nawet po przestępców"

Prof. Piotr Grochmalski, dyrektor Instytutu Studiów Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej, był gościem programu "Newsroom" WP. Ekspert mówił m.in. o "ukrywanych uzupełnieniach" rosyjskiej armii w Ukrainie. - 1 kwietnia rozpoczyna się drugi nabór (poborowych w Rosji - red.). Pierwszy skończył się w grudniu. Spora część żołnierzy właśnie z tego poboru trafiła niemal wprost na linię wyjścia (do ataku na Ukrainę - red.), a później uczestniczyła w działaniach zbrojnych - mówił. Podkreślił też, że wśród 975 tys. żołnierzy armii rosyjskiej, aż 270 tys. pochodzi z poboru. - Z tych 270 tys. jedynie 220 tys. walczy w jednostkach regularnych. Natomiast pozostała część, w granicach 50 tys., zasila formacje Rosgwardii, czyli takiej formacji porządkowej, która jest obecnie wykorzystywana do działań okupacyjnych. Więc jest to naprawdę istotny czynnik armii rosyjskiej - wyjaśniał. Dalej prof. Grochmalski tłumaczył, że w ostatnich latach Rosjanie dążyli do tego, by stworzyć dodatkowe rezerwy sięgające 100 tys. żołnierzy gotowych w każdej chwili do powołania na trzyletnie kontrakty. Starano się jednak ten pobór ukryć, tym bardziej że, jak mówi ekspert, miał on obejmować także przestępców, którym w zamian za służbę na froncie oferowano zmniejszenie lub kasację wyroku. Ekspert zaznaczył jednak, że skazańcy - znakomicie znający realia państwa rosyjskiego – nie kwapią się do służby w wojsku.
Opcje
Parady rosyjskich wojsk Putina o niczym nie świadczą? Ekspert wspomina wpadkę
4:36

Parady rosyjskich wojsk Putina o niczym nie świadczą? Ekspert wspomina wpadkę

Władimir Putin wojnę w Ukrainie nazywa operacją specjalną, czyli szybką akcją wymagającą więcej straszenia niż walki. Tak było już w Czeczenii czy Gruzji. W Ukrainie spotkał się z bardzo dużym oporem. - Możliwe, że Putin padł tu ofiarą nie tyle własnej miłości do operacji specjalnych, ale postrzegania świata przez pryzmat czekisty - ocenił dr Michał Piekarski z Uniwersytety Wrocławskiego. - Jest przekonany, że społeczeństwo nie ma własnej podmiotowości, że ludzie wychodzą na ulice nie dlatego, że są czymś wzburzeni, ale dlatego, że ktoś ich przekupił. Być może Rosjanie liczyli, że te pierwsze 24-72 godziny doprowadzą do obalenia ukraińskich władz, rozbicia armii. Gdyby Putin był takim fanem operacji specjalnych, to wiedziałby, że wymagają drobiazgowego przygotowania. Operacja specjalna w takim rozumieniu jak prowadzą to Amerykanie, to to nie jest. Rosja jest państwem niedemokratycznym, w którym wydatki nie podlegają żadnej kontroli. W przypadku armii zachodnich mamy aparat nadzoru, są izby kontroli, komisje parlamentarne, które mogą pytać. Są dziennikarze, którzy mogą zadawać i zadają trudne pytania. Na tym polega kontrola demokratyczna nad siłami zbrojnymi - stwierdził ekspert. Mateusz Ratajczak dopytywał o rosyjskie parady wojskowe, na których Putin prezentował swoją armię jako największą i najmocniejszą na świecie. - Dużo łatwiej przeprowadzić paradę, która polega na tym, by ludzi i sprzęt ustawić w określonym szyku i on przejechał, a i tak zdarzają się wpadki. Najnowszy rosyjski czołg w fazie prototypu na jednej z takich parad się zepsuł. Parady to coś, co Rosjanie robią wizerunkowo fantastycznie od lat, ale armia defiladowa i armia skutecznie walcząca na polu walki, to dwie różne rzeczy - dodał dr Piekarski.
Opcje
Dr Piekarski o armii rosyjskiej: To jedno wielkie zaskoczenie. Popełniają podstawowe błędy
5:54

Dr Piekarski o armii rosyjskiej: To jedno wielkie zaskoczenie. Popełniają podstawowe błędy

Dr Michał Piekarski, specjalista od bezpieczeństwa narodowego z Uniwersytetu Wrocławskiego, w programie specjalnym WP mówił o rosyjskiej armii. Ekspert powiedział, że do momentu rozpoczęcia wojny rosyjskie siły zbrojne uchodziły za zmodernizowane i całkiem sprawne na polu bitwy, co pokazały chociażby konflikty w Gruzji i Czeczenii. - Teraz popełnia ona najbardziej podstawowe błędy. To jest jedno wielkie zaskoczenie - ocenił. Według niego rosyjska armia nacierająca na Ukrainę nie miała w ogóle przygotowanego zaplecza logistycznego, miała źle dobrane niektóre elementy wyposażenia, wykazywała braki w wyszkoleniu. - Tanie chińskie opony, które grzęzły w błocie - wymienił. Piekarski zwracał też uwagę na niewłaściwe wykorzystanie przez Rosjan wojsk powietrzno-desantowych. - Powinny być one stosowane tylko tam, gdzie można odnieść strategiczną korzyść - zająć most, lotnisko itp. Tymczasem w Ukrainie są używani jak zwykła piechota - wyjaśnił. Ekspert wskazał na drastyczne różnice pomiędzy osiągnięciami Rosjan na południu Ukrainy, gdzie zajęli oni spore połacie terytorium, i północy, w okolicach Kijowa, gdzie wciąż nie posuwają się do przodu. - Ktoś, kto dowodzi Rosjanami na południu, jest wyraźnie lepszy. Potrafił zorganizować łączność, logistykę, pracę sztabu - wskazał.
Opcje