rosyjska armia (strona 12 z 13)

Prof. Grochmalski o ukrytym poborze w Rosji. "Sięgają nawet po przestępców"
WIDEO

Prof. Grochmalski o ukrytym poborze w Rosji. "Sięgają nawet po przestępców"

Prof. Piotr Grochmalski, dyrektor Instytutu Studiów Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej, był gościem programu "Newsroom" WP. Ekspert mówił m.in. o "ukrywanych uzupełnieniach" rosyjskiej armii w Ukrainie. - 1 kwietnia rozpoczyna się drugi nabór (poborowych w Rosji - red.). Pierwszy skończył się w grudniu. Spora część żołnierzy właśnie z tego poboru trafiła niemal wprost na linię wyjścia (do ataku na Ukrainę - red.), a później uczestniczyła w działaniach zbrojnych - mówił. Podkreślił też, że wśród 975 tys. żołnierzy armii rosyjskiej, aż 270 tys. pochodzi z poboru. - Z tych 270 tys. jedynie 220 tys. walczy w jednostkach regularnych. Natomiast pozostała część, w granicach 50 tys., zasila formacje Rosgwardii, czyli takiej formacji porządkowej, która jest obecnie wykorzystywana do działań okupacyjnych. Więc jest to naprawdę istotny czynnik armii rosyjskiej - wyjaśniał. Dalej prof. Grochmalski tłumaczył, że w ostatnich latach Rosjanie dążyli do tego, by stworzyć dodatkowe rezerwy sięgające 100 tys. żołnierzy gotowych w każdej chwili do powołania na trzyletnie kontrakty. Starano się jednak ten pobór ukryć, tym bardziej że, jak mówi ekspert, miał on obejmować także przestępców, którym w zamian za służbę na froncie oferowano zmniejszenie lub kasację wyroku. Ekspert zaznaczył jednak, że skazańcy - znakomicie znający realia państwa rosyjskiego – nie kwapią się do służby w wojsku.
Parady rosyjskich wojsk Putina o niczym nie świadczą? Ekspert wspomina wpadkę
WIDEO

Parady rosyjskich wojsk Putina o niczym nie świadczą? Ekspert wspomina wpadkę

Władimir Putin wojnę w Ukrainie nazywa operacją specjalną, czyli szybką akcją wymagającą więcej straszenia niż walki. Tak było już w Czeczenii czy Gruzji. W Ukrainie spotkał się z bardzo dużym oporem. - Możliwe, że Putin padł tu ofiarą nie tyle własnej miłości do operacji specjalnych, ale postrzegania świata przez pryzmat czekisty - ocenił dr Michał Piekarski z Uniwersytety Wrocławskiego. - Jest przekonany, że społeczeństwo nie ma własnej podmiotowości, że ludzie wychodzą na ulice nie dlatego, że są czymś wzburzeni, ale dlatego, że ktoś ich przekupił. Być może Rosjanie liczyli, że te pierwsze 24-72 godziny doprowadzą do obalenia ukraińskich władz, rozbicia armii. Gdyby Putin był takim fanem operacji specjalnych, to wiedziałby, że wymagają drobiazgowego przygotowania. Operacja specjalna w takim rozumieniu jak prowadzą to Amerykanie, to to nie jest. Rosja jest państwem niedemokratycznym, w którym wydatki nie podlegają żadnej kontroli. W przypadku armii zachodnich mamy aparat nadzoru, są izby kontroli, komisje parlamentarne, które mogą pytać. Są dziennikarze, którzy mogą zadawać i zadają trudne pytania. Na tym polega kontrola demokratyczna nad siłami zbrojnymi - stwierdził ekspert. Mateusz Ratajczak dopytywał o rosyjskie parady wojskowe, na których Putin prezentował swoją armię jako największą i najmocniejszą na świecie. - Dużo łatwiej przeprowadzić paradę, która polega na tym, by ludzi i sprzęt ustawić w określonym szyku i on przejechał, a i tak zdarzają się wpadki. Najnowszy rosyjski czołg w fazie prototypu na jednej z takich parad się zepsuł. Parady to coś, co Rosjanie robią wizerunkowo fantastycznie od lat, ale armia defiladowa i armia skutecznie walcząca na polu walki, to dwie różne rzeczy - dodał dr Piekarski.