premier (strona 17 z 162)

Długo zwlekano z komunikatem. "Rozegrała to niestety strona rosyjska"
3:42

Długo zwlekano z komunikatem. "Rozegrała to niestety strona rosyjska"

Od tragicznego zdarzenia w Przewodowie do pierwszego komunikatu ze strony premiera minęło ok. 8 godzin. Wcześniej rzecznik rządu potwierdził jedynie, że na terenie Polski doszło do eksplozji, w której śmierć poniosły dwie osoby, a opinia publiczna przez wiele godzin opierała się głównie na zachodnich doniesieniach. O ocenę rządowej komunikacji Mateusz Ratajczak pytał w programie "Newsroom WP" ppłk. rez. Andrzeja Kruczyńskiego, byłego oficera GROM i eksperta Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego. - Pan wiceminister (wiceszef MSZ Piotr Wawrzyk - red.) słusznie zauważył, że najbardziej trafne i sprawdzone informacje ma strona rządowa. Tylko nie sztuką mieć informacje, ale sztuką jest tymi informacjami się podzielić w szybki i odpowiedni sposób. Pamiętajmy, że ludzie na ścianie wschodniej czekali na komunikat, na sygnały, co robić i czy będą podobne sytuacje oraz jak się zachować. Takich informacji niestety w odpowiednim czasie nie było, to jest nie do obrony. One były spóźnione i nad tym trzeba popracować - ocenił ppłk. rez. Andrzej Kruczyński. - Wyznaję tezę, że było to zrobione za późno i nie było to zrobione profesjonalnie. Mówi się, że mądry Polak po szkodzie, ale my za często jesteśmy po szkodzie. Jest dobra praktyka, podglądanie innych jak to robią i wyprzedzanie ruchów, a tutaj "pięknie" rozegrała to niestety strona rosyjska. Komunikaty poszły w świat, oczywiście bzdurne i bezsensowne. Trzeba być pierwszym, wyprzedzać ruchy drugiej strony. To nie znaczy, że mówimy o wszystkim, ale dozujemy informacje, żeby społeczeństwo uspokoić. Ja pochodzę z tego regionu, mój dom rodzinny jest 20 km od miejsca zdarzenia. To troszkę inny świat, tam żyje się pięknie, ale jest inaczej niż w Warszawie. Informacja jest kluczowa. Jeżeli przychodzi o północy, to większość ludzi w tym rejonie smacznie śpi. To nie Warszawa, że jesteśmy przy mediach i komputerze czujni 24 godziny na dobę - ocenił polski weteran wojny w Iraku.
Mateusz Ratajczak

M. Ratajczak

Plany premiera dot. bezpieczeństwa. Ekspert: jesteśmy spóźnieni
4:32

Plany premiera dot. bezpieczeństwa. Ekspert: jesteśmy spóźnieni

Premier Mateusz Morawiecki mówił w rozmowie z "Washington Post", że Polska przygotowuje się na różne zagrożenia. Czy Polska jest gotowa na wypadek użycia schronów? O to Mateusz Ratajczak pytał w programie "Newsroom WP" doktora Franciszka Krynojewskiego, eksperta ds. obrony cywilnej. - Trudno to jednoznacznie określić. Według oficjalnych danych w Polsce mamy 62 tys. schronów. Niedawno wiceminister spraw wewnętrznych nakazał strażakom sprawdzić w jakim stanie są te schrony. Zdaję sobie sprawę, że duża część tych schronów nie nadaje się do wykorzystania, jeśli mamy na myśli ochronę przed środkami, które dziś wykorzystują wojska. Wybudowano je w latach 60. według ówczesnej wiedzy budowlanej. Później nie było już informacji, jakie warunki te schrony miałyby spełniać. Na ten moment mamy tylko kilka takich, które spełniają normy, jakie dziś powinny obowiązywać - powiedział dr Franciszek Krynojewski. To niewielki odsetek obiektów, które spełniają normy i nadają się do użytku. 62 tys. schronów, wliczając również te nienadające się do użytku, są w stanie pomieścić zaledwie 3 proc. populacji kraju. - Dla porównania w Szwajcarii mamy 13 proc., a w Belgii, Szwecji czy Niemczech 60 proc. Prawdą jest, że od lat 70. i 80. do dzisiaj nie było żadnych warunków prawnych (...). Potem schronów nie budowano. Taką politykę przyjęły wszystkie rządy. Obrona cywilna powinna objąć większość obywateli naszego kraju. Powinni wiedzieć, jak się zachować w takiej sytuacji. Schrony to tylko cząsteczka tego, co jest związane z obroną cywilną. Jesteśmy tu spóźnieni. To powinno być rozłożone na wiele lat, bo to wyjątkowo kosztowne. Można było od razu w prawie budowlanym umieścić informacje, że tego typu budowle (parkingi podziemne - red.) powinny być wzmocnione na wypadek takich sytuacji - dodał ekspert.
Mateusz Ratajczak

M. Ratajczak

Szybki koniec Liz Truss. Boris Johnson ma szanse wrócić?
5:19

Szybki koniec Liz Truss. Boris Johnson ma szanse wrócić?

Jak rozumieć dymisję Liz Truss i czy w Wielkiej Brytanii są możliwe przedterminowe wybory? W sondażach Partia Pracy wyprzedza Partię Konserwatywną. O przyszłość Wielkiej Brytanii Patrycjusz Wyżga pytał w programie "Newsroom WP" Michaela Dembińskiego, głównego doradcę Polsko-Brytyjskiej Izby Handlowej. - Konserwatyści mają jednak przewagę ponad 70 posłów, więc nie ma konstytucyjnie potrzeby zorganizowania wyborów aż do stycznia 2025 r. Oni są już przy władzy dwunasty rok. Ludzie są zniecierpliwieni tym wszystkim, tą ciągłą rotacją ministrów i tym brakiem ciągłości, z której Wielka Brytania słynie jako kraj stabilny. Teraz widać zawieruchy polityczne - powiedział Michael Dembiński. Dlaczego Liz Truss straciła tak szybko poparcie w swojej partii? - To niewłaściwa osoba w tym miejscu. Została wyrzucona w górę przez to, co stało się poprzednio, czyli odejście Borisa Johnsona. Wybór był wśród członków partii i ona nie otrzymała nawet połowy głosów. Widzimy, kto za nią stał. Liz Truss podczas referendum brexitowego była przeciwna Brexitowi, ale potem zmieniła zdanie i była uważana jako twardogłowa brexitówka. Grupa zwolenników wspierała ją, by została premierem w przeciwieństwie do Rishiego Sunaka, który był ministrem finansów i który jest uważany za rozsądnego człowieka patrzącego długoterminowo na sprawy gospodarcze - dodał. Czy Sunak miałby szansę zostać premierem? - To jedna możliwość, w tej chwili widzę trzy. To Rishi Sunak, powrót Borisa Johnsona bądź Penny Mordaunt. Dowiemy się w przyszły piątek, to nie potrwa kilku miesięcy jak było to latem. Dowiemy się w poniedziałek po południu - mówił ekspert. Czy Johnson ma realne szanse by szybko wrócić na fotel premiera? Patrycjusz Wyżga przypomniał, że to jedyny w historii brytyjski premier, który złamał prawo podczas pełnienia swojej funkcji. - To jeszcze go nie opuści. Boris Johnson organizował w czasie lockdownu huczne imprezy na Downing Street 10, to jeszcze wisi nad nim. To nie koniec jego problemów, gdyby powrócił na stanowisko premiera - podsumował Michael Dembiński.
Patrycjusz Wyżga

P. Wyżga

Kto za Morawieckiego? Były polityk PiS mówi o nazwiskach i szansach
5:09

Kto za Morawieckiego? Były polityk PiS mówi o nazwiskach i szansach

Elżbieta Witek była wymieniana jako kandydatka na nowego premiera. Czy byłaby w stanie zastąpić Mateusza Morawieckiego? - Była zawsze lojalna w stosunku do prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Jest kobietą, a w PiS-ie jest przekonanie, że kobieta bardzo ociepliłaby wizerunek, szczególnie w trudnych czasach. Kobieta, która potrafiłaby pochylić się nad problemami grup społecznych, zachowuje się w sposób nieszablonowy - komentował w programie "Newsroom WP" senator Jan Maria Jackowski, do niedawna związany z PiS. - Obiektywnie sytuacja nie jest łatwa. Tutaj bardzo zręczny polityk z ogromnym doświadczeniem miałby potężne trudności, by w tej chwili skutecznie zarządzać państwem, które jest w pewnym sensie niesterowne, do czego doprowadziły też rządy PiS. Aż tak dobrze nie znam pani marszałek Witek, by móc powiedzieć, czy udźwignęłaby ten ciężar, czy nie - dodał. Kto na nowego premiera, jeśli nie Elżbieta Witek? - Jeżeli chodzi o stopień zaufania, to pan premier Błaszczak jest osobą, która jest bardzo blisko pana prezesa (Kaczyńskiego - red.). Niewielu jest obecnie czynnych polityków w Polsce, którzy byliby w stanie to udźwignąć. Pytanie o to, jaką samodzielność, przy tej strukturze władzy, miałby premier. Czy byłby osobą, która jest decyzyjna, czy osobą, która jest przekaźnikiem woli kogoś innego. Od tej konstrukcji wiele by zależało. Im bardziej sytuacja będzie kryzysowa, tym nowy premier musiałby mieć większe kompetencje i niezależność, przynajmniej w walce ze skutkami kryzysu. Jeżeli kryzys nie byłby duży, to zmiana miałaby charakter wizerunkowy - podkreślił senator niezależny.
Agnieszka Kopacz-Domańska

A. Kopacz-Domańska