paliwo (strona 5 z 16)

Ceny paliw w górę, ale nie dla wszystkich. Węgrzy murem za Orbanem
WIDEO

Ceny paliw w górę, ale nie dla wszystkich. Węgrzy murem za Orbanem

Rosnąca inflacja, osłabienie waluty oraz problemy gospodarcze stały się przyczyną do wprowadzania nowych rozwiązań ekonomicznych na Węgrzech. Niektóre z nich wzbudzają sprzeciw zagranicznych firm funkcjonujących na węgierskim rynku, a nawet samej Unii Europejskiej. Przykładem są ustalone przez Viktora Orbana oficjalne limity cen paliw, które dzięki temu są jednymi z najniższymi w UE. Winą za upadającą gospodarkę premier obarczył wojnę w Ukrainie oraz unijne sankcje, w związku z tym jego rozwiązanie ma wyjść naprzeciw węgierskim obywatelom. - Nie ma innego sposobu na ochronę interesów narodu węgierskiego. Gdyby nie ograniczenie cen paliw, cena paliwa wahałaby się między 700 a 900 forintów za litr (1,83 do 2,35 USD) - tłumaczy Orban. Jednak zaproponowane rozwiązanie nie wszystkim wydaje się sprawiedliwe. Zagraniczne firmy muszą bowiem płacić więcej za paliwo. Twierdzą, że taka polityka szkodzi ich wynikom i konkurencyjności. Na takie rozwiązanie krzywym okiem przygląda się także Unia Europejska, która kwestionuje wprowadzony w maju wymóg, aby kierowcy z zagranicznymi tablicami rejestracyjnymi płacili za paliwo na węgierskich stacjach po cenach rynkowych, a nie tych obniżonych. Z niepokojem obserwując wzrost cen aż o 60 proc. dla kierowców posiadających pojazdy zarejestrowane w innych krajach, UE wzywa Węgry do wstrzymania procedury do czasu, gdy będzie można ocenić zgodność tego działania z przepisami wspólnoty. Ponadto Bruksela grozi postępowaniem prawnym, nazywając politykę „dyskryminującą”. - Prosimy brukselskich biurokratów, aby nie kierowali się logiką równości, ale aby wreszcie zrozumieli, że w krajach bliższych strefie wojny mogą być konieczne działania wyjątkowe – komentuje działania UE Orban. Sami Węgrzy mają mieszane uczucia. Z jednej strony cieszą się z niższych cen, twierdząc, że „cierpieliby”, gdyby musieli płacić więcej. Z drugiej, nie do końca rozumieją, dlaczego osoby z innych państw muszą płacić więcej. - To dobrze dla nas, ale trochę dziwne, że obcokrajowcy muszą płacić więcej. Gdybyśmy pojechali do innych krajów, sprzedaliby nam drożej? - pyta emerytowany rolnik. Niskie ceny mają jeszcze jedną stronę medalu. Powodują zwiększony popyt, a to z kolei prowadzi do opóźnień w podaży oraz braków na stacjach benzynowych. Niektórzy węgierscy konsumenci, którzy otrzymują jedne z najniższych zarobków w UE, twierdzą, że obniżone ceny paliw utrzymują ich na powierzchni, ponieważ ceny innych towarów, zwłaszcza żywności, wciąż rosną.
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Ceny paliw szybują. Zandberg: to test dla premiera, kto rządzi w Polsce
WIDEO

Ceny paliw szybują. Zandberg: to test dla premiera, kto rządzi w Polsce

- Ja trochę w tym temacie siedzę, w tych liczbach siedzę, więc myślę, że to, co jest realne, to jest obniżenie dzisiaj ceny benzyny o złotówkę na litrze. Wydaje mi się, że obniżenie jej o trzy złote na litrze, czyli tak jak sugeruje pan premier Tusk, raczej nie ma pokrycia w realiach - stwierdził gość programu "Tłit" Adrian Zandberg z Partii Razem, poseł Lewicy, pytany o słowa Donalda Tuska. Lider PO w wywiadzie dla serwisu natemat.pl stwierdził, że gdyby teraz rządził, to paliwo staniałoby do 5,19 zł za litr. - Mniej mnie interesuje przepychanie się z panem Tuskiem, bardziej mnie interesuje to, żebyśmy skończyli z sytuacją, w której za drożyznę, za inflację, koszt ponoszą ludzie, którzy utrzymują się z pracy, natomiast korzystają na tym wielkie korporacje. I żeby była jasność, to nie jest tylko przypadek pana Obajtka, to nie jest tylko przypadek Orlenu. Kiedy zacząłem o tym mówić, zgodny chór mnie zaatakował, z jednej strony dosyć ortodoksyjnych neoliberałów, a z drugiej strony takiej grupy, którą ja sobie roboczo nazywam pisowskimi pieczeniarzami, czyli grupy takich okołopisowskich liderów opinii, którzy cokolwiek by rząd zrobił, to oni są tego zwolennikami. Jak rząd zmieni zdanie, to oni również - mówił Zandberg. - Oni zaczęli mówić, że to o czym mówię, to jest radykalizm. Ja ich informuję, że nie dalej niż w czwartek, prezydent Stanów Zjednoczonych, wystosował list do korporacji paliwowych, amerykańskich, w którym przedstawia bardzo podobne zarzuty do tych, o których my mówimy w odniesieniu do polskiego sektora paliwowego. Uważa, że mają w tym momencie nadmiarowe zyski i że wykorzystują sytuację kosztem milionów ludzi i że to nie jest okej - dodał. Tłumaczył, że nie ma w tym nic dziwnego, że wielkie korporacje kierują się maksymalizacją zysków. - Ale państwo jest od tego, żeby, kiedy przyjdzie taka potrzeba, nałożyć uzdę i to jest ta sytuacja, w której znajdujemy się dzisiaj - dodał. Wyjaśnił, że w przypadku spółek paliwowych w Polsce, Skarb Państwa jest hegemonem i ma narzędzia, by wpłynąć np. na zarząd Orlenu i wymusić "bardziej odpowiedzialną społecznie politykę cenową". - Myślę, że to jest trochę taki test dla pana premiera Morawieckiego, czy to realnie on, czy prezesi takich spółek jak Orlen w Polsce rządzą - stwierdził Adrian Zandberg.
Violetta Baran Violetta Baran