kijów (strona 27 z 43)

Pomagają ukraińskim żołnierzom w walce z armią rosyjską. ''Robimy wszystko, co możemy''
2:41

Pomagają ukraińskim żołnierzom w walce z armią rosyjską. ''Robimy wszystko, co możemy''

Tysiące ludzi na całej Ukrainie angażuje się w pomoc swoim żołnierzom, którzy stawiają czoła rosyjskiej inwazji. We Lwowie, na zachodzie Ukrainy, zdecydowano się przekształcić jedną z bibliotek w punkt pracy dla wolontariuszy. Ochotnicy robią na miejscu m.in. maskujące siatki dla żołnierzy oraz sprzętu wojskowego. Agencja medialna Associated Press odwiedziła ten punkt w poniedziałek (1 marca). Jedna z wolontariuszek, 26-letnia nauczycielka języka angielskiego, Natalia Kukhta, wyjaśniła sposób, w jaki wykonywane są owe siatki. - Na początku bierzemy trochę materiału i rwiemy na długie paski. Potem wiążemy paski, żeby mieć coś w rodzaju siatki dla naszych żołnierzy, żeby mogli ukryć swój sprzęt – powiedziała. Na sali brakuje już miejsca dla kolejnych wolontariuszy, dlatego inni zaangażowali się w transport gotowych przedmiotów do żołnierzy i punktów obrony, a także do przynoszenia potrzebnych surowców do robienia kolejnych siatek i innych przydatnych rzeczy. We wtorek (1 marca) rozpoczął się szósty dzień inwazji armii rosyjskiej na Ukrainę. Najbardziej zaciekłe walki trwają na północy Ukrainy, na przedmieściach stolicy Kijowa, wschodzie kraju - w obwodach donieckim, ługańskim oraz w Charkowie. Delegacje Ukrainy i Rosji spotkały się na granicy białorusko-ukraińskiej w poniedziałek (28 lutego), aby negocjować zawieszenie broni. Po kilku godzinach rozmów strony ogłosiły, że ustaliły kilka punktów, które będą dalej dyskutowane. Rozpoczęcie rozmów nie skłoniło Kremla do zaprzestania ataków. Zdjęcia satelitarne wykonane przez firmę Maxar Technologies w poniedziałek (1 marca) pokazały, że do Kijowa zbliżają się setki rosyjskich czołgów, wozów opancerzonych oraz artylerii. Konwój znajduje się obecnie zaledwie ok. 20 kilometrów od stolicy.
Rosyjska armia atakuje Kijów. Mer stolicy: jest chyba ze 20 km stąd, może mniej
3:09

Rosyjska armia atakuje Kijów. Mer stolicy: jest chyba ze 20 km stąd, może mniej

Rosyjskie wojska są coraz bliżej stolicy Ukrainy, Kijowa. Mer miasta – Witalij Kliczko, jest dumny z ducha walki swoich obywateli. Obawia się jednak, że utrzymanie miasta będzie coraz trudniejsze wraz z upływającym czasem. Agencja Associated Press udostępniła nagranie z rozmowy przeprowadzonej 27 lutego, tuż po wyczerpującej nocy rosyjskich ataków na obrzeżach miasta. Kliczko zamilkł na kilka sekund na pytanie, czy istnieją plany ewakuacji ludności cywilnej, gdyby wojskom rosyjskim udało się zająć Kijów. - Nie możemy tego zrobić, ponieważ wszystkie drogi są zablokowane - powiedział Witalij Kliczko. Jego rzecznik prasowy napisał później na Twitterze, że burmistrz źle się wyraził, Kijów nie jest otoczony. Tuż po inwazji metro w Kijowie stało się schronem dla wielu ludzi. Mer Kijowa przekazał również w wywiadzie, że do tej pory potwierdzono śmierć dziewięciu dorosłych cywilów oraz jednego dziecka. Władze nie były w stanie zidentyfikować czterechosób. Wielu cywilów zgłosiło się na ochotników do obrony stolicy przed armią rosyjską. W mieście widać było długie kolejki ludzi - zarówno mężczyzn, jak i kobiet - oczekujących na odbiór broni, po tym, jak władze postanowiły rozdawać broń każdemu, kto jest gotowy do obrony miasta. Rozdano kilkanaście tysięcy sztuk broni. - Zbudowaliśmy obronę terytorialną w bardzo krótkim czasie. Ci ludzie są patriotami – powiedział Witalij Kliczko.
Ścisk, strach, syreny. Jak wygląda dziś Kijów? Relacja reportera WP
6:01

Ścisk, strach, syreny. Jak wygląda dziś Kijów? Relacja reportera WP

Od rana sytuacja w stolicy Ukrainy staje się coraz bardziej napięta. Służby ostrzegają przed możliwością przeprowadzenia nalotów, syreny alarmowe rozbrzmiewają co kilka godzin, nakazując mieszkańcom udać się do schronów. Ze względów bezpieczeństwa reporter WP z Kijowa przedostał się do oddalonego o 70 kilometrów na południe miasta Fastów. Nad ranem do hotelu Ukraina przy Majdanie Niezależności nie przyszedł żaden pracownik. To tam przebywała większość dziennikarzy relacjonujących konflikt na wschodzie. Według pojawiających się informacji hotel ma zostać zaatakowany, dlatego został całkowicie opuszczony. Jak relacjonuje reporter WP Patryk Michalski, tysiące mieszkańców Kijowa próbuje wydostać się z miasta. Jest problem z dostępnością biletów, a w mieście co kilka godzin rozlega się alarm. - Kiedy zawyły syreny, ludzie ruszyli do stacji metra, by się schronić. Wybuchła panika, bo ludzie bali się, że nie starczy dla nich miejsca — relacjonuje Patryk Michalski. Mężczyźni sami zgłaszają się do obrony swojej ojczyzny. Wjazd do miast i miasteczek jest kontrolowany przez ukraińskich ochotników i żołnierzy. Wszystko ze względów bezpieczeństwa, aby nie dopuścić do przedostania się rosyjskich prowokatorów. Żeby zatankować samochód, trzeba czekać w kolejce kilka godzin. Samochody po brzegi wypełnione są najpotrzebniejszymi rzeczami oraz ludźmi. Ze względu na problem z dostępnością miejsc małymi samochodami podróżuje nawet sześć osób.
Mateusz Czmiel Mateusz Czmiel