dr tomasz karauda

Dr Tomasz Karauda o patriotyzmie w czasach pokoju: to troska jeden o drugiego
WIDEO

Dr Tomasz Karauda o patriotyzmie w czasach pokoju: to troska jeden o drugiego

- Już widzimy skutki tego, gdy odchodzi ponad 200 osób dziennie. Znakomita większość tych osób nie musiałaby umierać, nie musiałaby odchodzić. Dzisiaj, gdy myślimy o niepodległości i patriotyzmie, zastanawiam się jak można być patriotą w czasie pokoju. Wydaje mi się, że patriotyzm, jako umiłowanie ojczyzny jest również umiłowaniem jej obywateli, troską jeden o drugiego. Więc dzisiejszą formą takiego patriotyzmu powinno być dbanie jeden o drugiego, stosowanie tych trzech prostych zasad i dbanie o ty, byśmy z infekcją szli się wymazywać, a nie zakażali innych - stwierdził gość programu "Newsroom" w WP dr Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Tak odparł na pytanie, jak bolesne będzie dla nas przypomnienie o tym, że COVID-19 wciąż nam zagraża i czwarta fala epidemii nie jest wymyślonym zagrożeniem. Dopytywany, czy strategia jaką przyjął rząd, niewprowadzania żadnych dodatkowych obostrzeń mimo gwałtownego wzrostu nowych zakażeń jest słuszna, odparł, że jest to "strategia, która akceptuje to, że może odchodzić wiele osób". - Rząd pokazał, na czym polega szczepienie, w mediach się bardzo dużo o tym mówi, ale każdy decyduje za siebie: jeżeli się boisz szczepienia i zachorujesz ciężko, postaramy ci się pomóc, ale nie zapobiegniemy temu. Dla mnie, jako lekarza, życie osoby, która się nie zaszczepiła, która może się zwyczajnie bać szczepień, nie mieć wystarczającej wiedzy, albo być zastraszona przez sąsiadów, rodzinę, że coś jej sie stanie po szczepieniu, jest tak samo ważne i powinienem je tak samo chronić w ramach mądrego państwa. My przyglądamy się tym liczbom, ale nie robimy nic, by ograniczyć rozprzestrzenianie się pandemii. A to, co można by było zrobić, to wprowadzić restrykcje na wzór francuski czy włoski i uzależnić te restrykcje od liczby osób, które są już w szpitalu - stwierdził dr Tomasz Karauda.
Violetta Baran Violetta Baran
Zmasowany atak koronawirusa w Polsce. Dramatyczna relacja
WIDEO

Zmasowany atak koronawirusa w Polsce. Dramatyczna relacja

- Chorych jest bardzo dużo. Decyzja o rozszerzeniu restrykcji na cały kraj nie dziwi, chociaż ja sam byłem zwolennikiem regionalizacji obostrzeń. Te liczby rosną jednak w takim tempie, że za chwilę, czy powiemy, że wprowadzamy lockdown ogólnopolski, czy też wypunktujemy czerwone strefy we wszystkich województwach, to wyjdzie na to samo - ocenił w programie "Newsroom" w WP dr Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc. - Popatrzmy na warmińsko-mazurskie. Ten region zamknęliśmy już dawno temu. Czy liczba zakażeń tam spadła? No, właśnie nie. Więc obawiam się, że rozszerzenie tych obostrzeń na cały kraj niekoniecznie w sposób bardzo istotny przełoży się na te liczby. To oznacza, że trzeba będzie prawdopodobnie pójść jeszcze o krok dalej i ograniczyć ludziom możliwość poruszania się tylko do określonych przypadków. 25 tysięcy zakażeń, tych zgonów jeszcze nie będziemy widzieli teraz, to wszystko dzieje się z odroczeniem półtora - dwutygodniowym, ale to wszystko przełoży się na liczbę osób, które być może już nigdy świąt wielkanocnych nie zobaczą - dodał dr Karauda. Gość "Newsroomu" przyznał, że największy smutek wzbudza w nim liczba zwalnianych respiratorów. - Bo co to oznacza? Najczęściej oznacza to śmierć chorego. Niestety, w tej ostatniej fazie, kiedy pacjenta intubujemy, to w przypadku tej konkretnej choroby, COVID-19, taka osoba ma niewielkie szanse na przeżycie, sięgające według amerykańskich danych zaledwie kilkunastu procent. Do końca staramy się podtrzymywać oddech własny, bo taka jest strategia ogólnoświatowa - stwierdził. Na uwagę, że to brzmi jak wyrok, przyznał, że jest to coś strasznego. - Respirator oznacza już ten ostatni etap w przypadku tej choroby. Często tego pacjenta widzimy ostatni raz - przyznał lekarz. - Te statystyki są dramatyczne. Pamiętam wiele rozmów z pacjentami, bo pacjent, gdy jest przytomny, musi wyrazić zgodę na intubację, no chyba, że jest to sytuacja nagła. Są jednak takie sytuacje, że spodziewamy się tego, że trzeba będzie pacjenta zaintubować, bo sprzęt nieinwazyjny nie daje rady. I siadamy, rozmawiamy, mówimy o tych procentach. Te osoby wyrażają zgodę, mówią: powalczmy, może się zmieszczę w tym procencie. Ale niestety, bardzo często jest inaczej - mówi dr Tomasz Karauda.
Violetta Baran Violetta Baran