ambasador (strona 6 z 22)

"Byłem zażenowany". Mówi o wstydzie za Kowalskiego
6:43

"Byłem zażenowany". Mówi o wstydzie za Kowalskiego

Poseł mniejszości niemieckiej w ostrych słowach reaguje na działanie Janusza Kowalskiego. To między innymi po tym, jak polityk Solidarnej Polski chciał likwidacji przywileju dla mniejszości narodowych, które obecnie nie muszą przekraczać pięcioprocentowego progu wyborczego w wyborach do Sejmu. Jak twierdzi Ryszard Galla, propozycja Kowalskiego, dotycząca zmian w Kodeksie wyborczym, była kolejną wycelowaną w grupę, którą reprezentuje i miała zaskoczyć nawet posłów PiS. Poprawka polityka Solidarnej Polski ostatecznie w Sejmie przepadła, ale Galla podkreśla w programie "Tłit" Wirtualnej Polski, że wiceminister rolnictwa od dawna walczy, "żeby pozbyć się mniejszości niemieckiej z polskiego życia publicznego". Przywołuje przy tym m.in. historię spotkania z ambasadorem Niemiec, w której obaj uczestniczyli, mówiąc przy tym o "zażenowaniu". - Tak się składa, że Solidarna Polska, szczególnie jeden z tych posłów, od wielu miesięcy, czy też w latach można to już liczyć, walczy, żeby pozbyć się mniejszości niemieckiej z polskiego życia publicznego, bo to nie tylko kwestia związana z moją obecnością w parlamencie, ale także i naszą obecnością na poziomie regionu. (...) Janusz Kowalski próbuje pozbawić nas praw do nauki języka niemieckiego jako ojczystego (...). Prywatnie jest mi obojętny. Nie zniżam się do tego poziomu dyskusji - mówi Galla. - W ubiegłym tygodniu mieliśmy spotkanie z ambasadorem Niemiec w ramach grupy bilateralnej w parlamencie. Byłem zażenowany poziomem wystąpienia pana posła Kowalskiego i widziałem to w oczach także innych posłów, którzy po wystąpieniu pana Kowalskiego przepraszali pana ambasadora - relacjonuje poseł mniejszości niemieckiej. Dopytywany o to, czy wstydzi się za Kowalskiego, odpowiada: - Jeśli chodzi o polskiego parlamentarzystę, to tak.
Patryk Michalski Patryk Michalski
Dawid Siedzik Dawid Siedzik
Udział Ukrainy w śledztwie ws. Przewodowa. "Pokłosie śledztwa po katastrofie w Smoleńsku"
3:43

Udział Ukrainy w śledztwie ws. Przewodowa. "Pokłosie śledztwa po katastrofie w Smoleńsku"

Czy na relacjach polsko-ukraińskich pozostanie dyplomatyczna rysa po tragedii w Przewodowie? Mateusz Ratajczak pytał o to w programie "Newsroom WP" Jerzego Marka Nowakowskiego, byłego ambasadora RP na Łotwie i w Armenii. - Myślę, że nie. Obie strony, Polska i Ukraina, starały się najwłaściwiej i jak najszybciej zareagować na incydent. Była rozbieżność zeznań ze strony Polski i Ukrainy. To trochę zrozumiałe, bo interpretacja trochę zależy od punktu siedzenia. Ukraińcy mieli na swoich monitorach przede wszystkim wyświetlone rakiety rosyjskie, które leciały na Ukrainę. Leciały m.in. w tym kierunku, w którym nastąpił wybuch. Ta rakieta (...) została strącona, natomiast spadła część sprzętu ukraińskiego. Obie strony podały swoją interpretację, w tej chwili ją uzgodniły - przyznał Jerzy Marek Nowakowski. Wołodymyr Zełenski początkowo mówił, że rakietę do Przewodowa wystrzelili Rosjanie. Zmienił narrację po głosach z Polski i Stanów Zjednoczonych. - Myślę, że to musi wyjaśnić śledztwo. Dobrze by było, gdyby eksperci ukraińscy mogli uczestniczyć w badaniach na terenie powiatu hrubieszowskiego, bo spadły szczątki rakiety. Eksperci mogą ocenić co to jest. Myślę, że po zbadaniu miejsca, wątpliwości nie będzie. Ważne, by strona ukraińska miała poczucie, że jest dopuszczona do informacji. Śledztwo ma być śledztwem polskim. Definiowanie czyje to śledztwo jest również w pewnej mierze pokłosiem po katastrofie w Smoleńsku. Tutaj trzeba jasno powiedzieć, że śledztwo jest śledztwem polskim, strona polska bierze odpowiedzialność za publikację wyników, a nasi sojusznicy muszą być dopuszczani do informacji, żeby nie czuli się oszukiwani w jakimkolwiek momencie - ocenił były ambasador.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Ambasador Rosji był w MSZ. Zaskakujące słowa polskiego dyplomaty
3:05

Ambasador Rosji był w MSZ. Zaskakujące słowa polskiego dyplomaty

Rosjanie wykorzystują propagandowo zachowanie polskich władz - tak w programie "Newsroom WP" stwierdził Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP na Łotwie i w Armenii. W rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem były dyplomata przyznał, że reakcja polskich władz na tragedię w Przewodowie była histeryczna. - Wykorzystują naszą nerwową reakcję i wezwanie ambasadora. Gdzieś pojawiły się nagrania z tej wsi, gdzie rzekomi - bo nie prawdziwi - rozmówcy Rosjan mówią po ukraińsku - powiedział Jerzy Marek Nowakowski. Prowadzący dopytywał, czy wezwanie ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa do Ministerstwa Spraw Zagranicznych było pochopnym posunięciem. - To jest zbyt delikatne określenie. Jeżeli mieliśmy wiedzę, a wszystko wskazuje na to, że ją mieliśmy, że nie jest to najprawdopodobniej rakieta rosyjska, to wzywanie o północy rosyjskiego ambasadora było zachowaniem absurdalnym i obliczonym na przedziwne propagandowe efekty. Jeżeli wiemy, że to nie Rosjanie, to po co sami nakręcamy aferę, którą przeciwnik jest w stanie wykorzystać? Rosja jest odpowiedzialna za wiele rzeczy, ale w tej kwestii nie wygląda na to, by Rosjanie ponosili bezpośrednią odpowiedzialność, więc dlaczego wzywać ambasadora Rosji w trybie nagłym, po to, by mu wręczyć jakąś notę, że są ogólnie odpowiedzialni? Są odpowiedzialni za wojnę, za ludobójstwo, natomiast to był element nakręcania psychozy wokół tego zdarzenia. Psychozy głęboko szkodliwej. Ta psychoza jest szkodliwa z punktu widzenia stanu psychicznego społeczeństwa polskiego i z punktu widzenia naszych interesów narodowych. Gdy coś się naprawdę zdarzy, to być może prezydent Stanów Zjednoczonych czy innego państwa powie, by nie budzić go w środku nocy, gdy dzwoni Andrzej Duda - dodał były ambasador.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Wezwali ambasadora Rosji. "Nie było komentarza"
3:13

Wezwali ambasadora Rosji. "Nie było komentarza"

Po tragedii w Przewodowie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa. Jego wizyta trwała 4 minuty. Mateusz Ratajczak w programie "Newsroom WP" pytał wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka o szczegóły tego spotkania. - Nie było komentarza. Jakie państwo, taki ambasador - powiedział wiceminister Piotr Wawrzyk. Jaki jest dalszy sens przebywania w Polsce rosyjskiego ambasadora? - Gdyby go nie było, to nie moglibyśmy przekazać noty. To jest logiczne. Rozumiem, że pan posługuje się rolami, które są przypisane do poszczególnych działań i możliwości, które daje technika, ale w dyplomacji są pewne działania, które są traktowane jako bardziej zdecydowanie przedstawiające stanowisko oraz te mniej zdecydowane. Najbardziej zdecydowanym działaniem jest wezwanie ambasadora do ministerstwa, czyli to, co właśnie miało miejsce - dodał. Dopytywany o wezwanie polskiego ambasadora w Moskwie do siedziby rosyjskiego MSZ-u, odpowiedział: - Myślę, że jest to działanie stricte odwetowe, bez żadnych podstaw prawnych i podstaw merytorycznych. Rosja w taki sposób podchodzi do tego rodzaju działań. Jakie państwo, taka dyplomacja. Jeżeli ktoś ma za coś przepraszać, to Rosja powinna przeprosić przede wszystkim Ukrainę: każdego Ukraińca, każdego zamordowanego cywila, każdą kobietę, która została skrzywdzona czy dziecko, a nie samemu oczekiwać przeprosin. Rosja jest ostatnim państwem, które powinno od kogokolwiek oczekiwać przeprosin - ocenił wiceminister.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki