WAŻNE
TERAZ

Trzy godziny w finale. Jest nowy król Australian Open!

pandemia (strona 15 z 27)

Łamanie nowych obostrzeń zabolało. Policja ujawniła liczbę wlepionych mandatów
WIDEO

Łamanie nowych obostrzeń zabolało. Policja ujawniła liczbę wlepionych mandatów

Trzecia fala koronawirusa w Polsce napiera tempa. Minął pierwszy weekend odkąd rząd wprowadził w całym kraju zaostrzone restrykcje, aby zmniejszyć liczbę zakażeń COVID-19. Zachowania Polaków podczas tego weekendu, skomentował w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski insp. Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji. - Nie licząc nieodpowiedzialnego zachowania związanego z protestem, który odbył się w sobotę w Warszawie, reagowaliśmy około 7 tys. razy. Chodzi o samo niezakrywanie ust i nosa maseczką ochronną - wyjaśnił insp. Mariusz Ciarka. - Na to składają się mandaty, pouczenia czy skierowania spraw do sądu. Kontrolowaliśmy także obiekty handlowe, przeprowadziliśmy w nich ponad 11 tys. Oprócz tego w sobotę i w niedzielę przeprowadziliśmy ponad 5 tys. kontroli w środkach transportu publicznego, ponad 120 tys. kontroli miejsc, w których organizowane są dyskoteki, a także ponad 120 tys. miejsc, gdzie organizowane są wesela - dodał. Jak wyjaśnił insp. Ciarka teraz nie ma "taryfy ulgowej" dla osób, które nie przestrzegają zasad. - Kiedyś, jeżeli ktoś nie przestrzegał zasad związanych z pandemią koronawirusa zazwyczaj dostawał pouczenie, mandat był ostatecznością. Ale teraz to się zmieniło, bo restrykcje obowiązują już rok. Trudno zrozumieć w tej sytuacji wytłumaczenie, że ktoś nie wiedział, że trzeba zasłonić noc i usta - mówił insp. Mariusz Ciarka. Według szacunków ICM od 27 marca do 8 kwietnia dzienne statystki zakażeń będą pokazywać ponad 30 tys. odnotowanych przypadków dziennie. To oznacza, że rządzący prawdopodobnie nie zdecydują się na złagodzenie obostrzeń.
Minister Zdrowia Adam Niedzielski zaatakowany. Lekarz nie powstrzymywał języka
WIDEO

Minister Zdrowia Adam Niedzielski zaatakowany. Lekarz nie powstrzymywał języka

Porozumienie Rezydentów poinformowało, że w poniedziałek rozpoczyna protest. Powodem jest nieodpowiednia - zdaniem organizacji - reakcja resortu zdrowia na epidemię COVID-19 oraz decyzje resortu zdrowia, który nie odwołał z ustnej części Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego dla tych, którzy zdali już test pisemny. - Staram się unikać słowa protest, to raczej akcja prozdrowotna. Symbolicznym aktem, który przelał czarę goryczy w środowisku lekarskim było pozostawienie terminu egzaminów ustnych i cała otoczka, która wokół tego powstała - mówił w rozmowie z Wirtualną Polską w programie "Newsroom" Piotr Pisula, przewodniczący Rady Rezydentów. - Najpierw było powiedziane, że egzaminy ustne zostaną zorganizowane za dwa tygodnie, a potem, że jednak będą teraz. To sprawia, że część lekarzy będzie musiała zostać w domu, a to poważny problem - dodał. Jak wyjaśnił Pisula, poza egzaminami ustnymi, które są jedynie częścią problemu i stały się "punktem zapalnym" do protestu, chodzi też o brak przygotowania do trzeciej fali koronawirusa. - Znowu nie ma sprzętu, nie ma miejsc w szpitalach, karetki nie mają dokąd jeździć, a ludzi wzywa się przymusowo do pracy - mówił Piotr Pisula. - Trzecia fala jest większa niż druga i znowu się jej nie spodziewaliśmy? To absurdalne zarządzanie systemem ochrony zdrowia. Jesteśmy na tyle zmęczeni, że kiedy pojawiają się przymusowe wezwania, a nadal nie ma perspektyw na zmiany na lepsze, mamy dosyć. Pracujemy od ponad roku na "pełnych obrotach", nierzadko wyrabiamy dwa etaty, jest wiele osób, którym należy się odpoczynek - dodał. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej prof. Andrzej Matyja popiera pomysł przełożenia egzaminów i twierdzi, że rezydenci są potrzebni przy łóżkach, podobnie, jak inni lekarze. Co jednak na to Ministerstwo Zdrowia? - Resort nie odpowiada nam nic, minister nie odpowiedział na żadne pisma przedstawicieli rezydentów czy przedstawicieli samorządu. Pan minister, jeżeli najdzie go ochota informuje w radiu, że podejmie jakąś decyzję, a my dowiadujemy się o tym z mediów. Nie ma żadnej chęci dialogu - mówił Piotr Pisula.
Wielkanoc z rodziną? "Trzeba myśleć: mogę zachorować i umrzeć"
WIDEO

Wielkanoc z rodziną? "Trzeba myśleć: mogę zachorować i umrzeć"

Prof. Anna Piekarska z Rady Medycznej przy premierze Mateuszu Morawieckim, kierowniczka Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, była gościem programu Wirtualnej Polski "Newsroom". Ekspertka uważa, że jeżeli Polacy zdecydują się na spędzenie świąt w większym rodzinnym gronie, to możliwy jest gwałtowny wzrost liczby zakażeń. - Wielkanoc to bardzo trudny temat, bo powinniśmy oprzeć się na apelach do Polaków, aby każdy, kto może, został w domu. Nie chcemy wykonywać drastycznych gestów takich, jak zakazy, które są związane z karami. Apele nie są jednak wystarczające, a Polaków nie ruszy już nawet fala zgonów - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Anna Piekarska z Rady Medycznej przy premierze Mateuszu Morawieckim. - To dramatyczna sytuacja, rozumiem, że każdy myśli o sobie, ale chciałabym, żeby każdy zaczął myśleć o tym, że może zachorować i umrzeć - dodaje. - Długi ogon epidemii i fala zgonów w styczniu przy spadku zachorowań, wynikały z tego, że zaraziliśmy seniorów w trakcie świąt. Osoby, które były chronione przed epidemią i nie wychodziły z domu, niestety spotkały się z rodzinami w trakcie świąt. To dlatego w styczniu zaczęliśmy mieć gwałtowną falę hospitalizacji i zgonów. Nie powtórzmy tego błędu - mówi prof. Anna Piekarska. Jak podkreśla, Polacy muszą nosić maseczki ochronne w miejscach pracy, a dzieci i nauczyciele w szkołach. - Dopóki nie zaszczepimy 20 mln Polaków, nie wygramy z pandemią koronawirusa. Mam wrażenie, że polskie społeczeństwo zachowuje się jak pacjent, który ma przepisaną dobrą kurację, ale nie stosuje się i ma pretensje, że jest źle leczony - mówi prof. Piekarska.