londyn (strona 9 z 60)

Grozi nam epidemia małpiej ospy? Ekspert ostrzega

Światowa Organizacja Zdrowia zwołuje panel ekspertów, którzy 23 czerwca mają zdecydować, czy rosnąca liczba przypadków małpiej ospy, powinna zostać ogłoszona globalnym stanem zagrożenia zdrowia. Istnieją obawy, że choroba, która nie jest dobrze znana poza kontynentem afrykańskim, rozprzestrzenia się tak szybko i może zmutować w groźniejszą postać. Profesor Jimmy Whitworth, epidemiolog z London School of Hygiene & Tropical Medicine twierdzi, że WHO może chcieć podnieść rangę małpiej ospy z powodu obaw związanych z jej szybkim przenoszeniem. Uznanie małpiej ospy za zagrożenie zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym (PHEIC), dałoby jej takie samo oznaczenie jak np. pandemia COVID-19 w ostatnim czasie. - Ogłoszenie takiej deklaracji w pewnym sensie odblokowuje mechanizmy zapewniające wsparcie od różnych krajów, które jest niezbędne do opanowania epidemii. W większości przypadków epidemie występują w miejscach słabo rozwiniętych, a więc takich, w których nie ma szczególnie silnych środków ochrony zdrowia publicznego. Oznacza to, że wtedy kraje o lepszych zasobach mogą zapewnić niezbędne wsparcie - stwierdził prof. Whitworth. Naukowcy podkreślają, że każdy jest podatny na zarażenie się małpią ospą, jeśli ma bliski kontakt fizyczny z osobą zarażoną, jej ubraniem lub pościelą. Najnowsze dane UKHSA wskazują, że w Wielkiej Brytanii odnotowano 793 przypadki małpiej ospy. Zachorowania na tego wirusa odnotowano obecnie w 42 krajach na całym świecie. Trwająca epidemia małpiej ospy w Europie to pierwszy przypadek rozprzestrzenienia się tej choroby wśród osób, które nie miały związku z podróżami do Afryki.
Picie kawy znacznie wydłuża życie. Zmniejsza także ryzyko udaru mózgu oraz zawału serca
1:25

Picie kawy znacznie wydłuża życie. Zmniejsza także ryzyko udaru mózgu oraz zawału serca

Zespół naukowców z Uniwersytetu Semmelweisa w Budapeszcie na Węgrzech i Uniwersytetu Królowej Marii w Londynie w Anglii, odkryli poprzez swoje badania, że picie do trzech filiżanek kawy dziennie, wydłuża życie oraz zmniejsza ryzyko pojawienia się bardzo poważnych chorób. Należy zaznaczyć, że chodzi o kawę mieloną, a nie rozpuszczalną. Naukowcy przez 11 lat analizowali dane medyczne i codzienną dietę aż 500 tys. pacjentów, w wieku ok. 56 lat. Wśród nich, 22 proc. w ogóle nie piło kawy, 58 proc. piło od pół do trzech filiżanek kawy, natomiast pozostałe 20 proc. badanych przyznało, że dziennie pije powyżej trzech filiżanek. Wyniki badań pokazały, że osoby pijące do trzech filiżanek kawy żyły dłużej średnio o ok. 12 proc. niż pacjenci, którzy nie pili jej w ogóle. Co więcej, kawosze byli średnio o 17 proc. mniej narażeni na choroby układu krążenia oraz o 21 proc. mniej narażeni na udar mózgu. - Umiarkowane spożywanie kawy nie jest szkodliwe dla układu sercowo-naczyniowego, wręcz przeciwnie, jest dla niego bardzo korzystne - powiedział dr Steffen Petersen z Uniwersytetu Królowej Marii. Naukowcy sprawdzili także rodzaj kawy. Znacznie korzystniejsza dla zdrowia jest kawa mielona. Ci badani, którzy pili kawę rozpuszczalną, praktycznie nie mieli korzyści prozdrowotnych z jej picia. Kawa rozpuszczalna ma dwa razy więcej akrylamidu, substancji występującej w niektórych produktach spożywczych, która została już powiązana w wielu badaniach naukowych ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka i uszkodzenia układu nerwowego. Naukowcy obalili w swoich analizach także tezę, że picie kawy podnosi ciśnienie. U żadnego z pacjentów, którzy pili kawę codziennie, nie wykryto podwyższonego ciśnienia. Co więcej, ich poziom cukru we krwi był na bardzo dobrym poziomie, co oznacza, że są mniej narażone na cukrzycę. Zdaniem badaczy wynika to z tego, że kofeina ma właściwości hamowania nadmiernego apetytu, co może prowadzić do niższych wskaźników otyłości i związanych z nią problemów zdrowotnych.
Ludzka kość sprzed 5 tys. lat w Tamizie. Sensacyjne odkrycie wioślarza w Anglii
1:01

Ludzka kość sprzed 5 tys. lat w Tamizie. Sensacyjne odkrycie wioślarza w Anglii

Jest starsza od słynnego Stonehenge i od egipskich piramid w Gizie. Londyński wioślarz-amator Simon Hunt dokonał zaskakującego odkrycia. Z dorzecza Tamizy wyłowił ludzką kość sprzed ponad 5 tys. lat. Brytyjczyk płynął blisko brzegu, kiedy zauważył na kamykach długi i ciemny przedmiot. Okazało się, że to kość udowa - najdłuższa i najmocniejsza kość ludzkiego szkieletu. Mężczyzna wyłowił ją i zgłosił sprawę policji. Funkcjonariusze chcieli zbadać miejsce odkrycia, ale po przypływie znalazło się ono głęboko pod wodą. Tajemnicza kość trafiła do ekspertów, później policja zwróciła artefakt odkrywcy. Dzięki datowaniu radiowęglowemu naukowcy oszacowali, że kość pochodzi z późnego neolitu – końca epoki kamienia. Jej wiek oszacowano na okres między 3516 r. p.n.e. a 3365 r. p.n.e. Wiadomo, że kość udowa należała do osoby o wzroście 170 cm. Płeć właściciela pozostaje nieokreślona. To jedna z najstarszych rzeczy wydobytych z Tamizy. Błoto tej rzeki jest niemalże beztlenowe, co czyni je dobrym środowiskiem do zachowania artefaktów. Tamiza powszechnie uznawana jest za skarbnicę historycznych zabytków. Przeszukiwanie jej nadbrzeża w Londynie bez pozwoleń jest nielegalne. Władze Muzeum Londynu liczą, że z czasem starożytna kość trafi do placówki, gdzie znajduje się już ludzka czaszka z podobnego okresu. Obecnie kość pozostaje w domu znalazcy.