kreml (strona 28 z 35)

Pomagają ukraińskim żołnierzom w walce z armią rosyjską. ''Robimy wszystko, co możemy''
WIDEO

Pomagają ukraińskim żołnierzom w walce z armią rosyjską. ''Robimy wszystko, co możemy''

Tysiące ludzi na całej Ukrainie angażuje się w pomoc swoim żołnierzom, którzy stawiają czoła rosyjskiej inwazji. We Lwowie, na zachodzie Ukrainy, zdecydowano się przekształcić jedną z bibliotek w punkt pracy dla wolontariuszy. Ochotnicy robią na miejscu m.in. maskujące siatki dla żołnierzy oraz sprzętu wojskowego. Agencja medialna Associated Press odwiedziła ten punkt w poniedziałek (1 marca). Jedna z wolontariuszek, 26-letnia nauczycielka języka angielskiego, Natalia Kukhta, wyjaśniła sposób, w jaki wykonywane są owe siatki. - Na początku bierzemy trochę materiału i rwiemy na długie paski. Potem wiążemy paski, żeby mieć coś w rodzaju siatki dla naszych żołnierzy, żeby mogli ukryć swój sprzęt – powiedziała. Na sali brakuje już miejsca dla kolejnych wolontariuszy, dlatego inni zaangażowali się w transport gotowych przedmiotów do żołnierzy i punktów obrony, a także do przynoszenia potrzebnych surowców do robienia kolejnych siatek i innych przydatnych rzeczy. We wtorek (1 marca) rozpoczął się szósty dzień inwazji armii rosyjskiej na Ukrainę. Najbardziej zaciekłe walki trwają na północy Ukrainy, na przedmieściach stolicy Kijowa, wschodzie kraju - w obwodach donieckim, ługańskim oraz w Charkowie. Delegacje Ukrainy i Rosji spotkały się na granicy białorusko-ukraińskiej w poniedziałek (28 lutego), aby negocjować zawieszenie broni. Po kilku godzinach rozmów strony ogłosiły, że ustaliły kilka punktów, które będą dalej dyskutowane. Rozpoczęcie rozmów nie skłoniło Kremla do zaprzestania ataków. Zdjęcia satelitarne wykonane przez firmę Maxar Technologies w poniedziałek (1 marca) pokazały, że do Kijowa zbliżają się setki rosyjskich czołgów, wozów opancerzonych oraz artylerii. Konwój znajduje się obecnie zaledwie ok. 20 kilometrów od stolicy.
WIDEO

"Kreml liczy się tylko z Waszyngtonem". Analityk OSW: "Europejczyków uważają za mięczaków i frajerów"

- Rosjanie niczego się nie obawiają. Są bezkarni. Cała historia relacji rosyjsko-zachodnich ostatnich 30 lat, zwłaszcza od 2008 roku, doprowadziła elitę rosyjską do przekonania, że mogą sobie pozwolić na prawie wszystko, a nie zapłacą za to żadnej realnej ceny - wskazał w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski analityk Ośrodka Studiów Wschodnich dr Witold Rodkiewicz. - W związku z tym realizują swój program imperialny, który polega na tym, aby obszar postsowiecki był bezpośrednio podporządkowany - wskazał gość WP. Zdaniem eksperta ostatnie poruszenie dyplomatyczne i obecność amerykańskich wojsk na terenie Polski to jest "konkretna odpowiedź". - Problem polega na tym, że to ciągle są takie doraźne działania - wskazał rozmówca Patrycjusza Wyżgi. - Moim zdaniem trzeba rozmawiać z nimi - dodał dr Rodkiewicz. Według gościa WP te sygnały w stronę Kremla są ciągle za słabe. - One sugerują, że jesteśmy gotowi iść na ustępstwa. Dopytywany o mocne sygnały, Rodkiewicz dodał, że rola Nord Stream 2 jest przesadzona, ale dobrym tropem byłoby wpłynięcie na życie oligarchów i ich rodzin. - To przesłanie powinno być przede wszystkim z Waszyngtonu - wskazał ekspert i dodał, że tylko z tą stolicą Kreml się liczy i traktuje poważnie. - Europejczyków uważają za mięczaków i frajerów, których można oszukiwać, oszwabiać i straszyć - podkreślił dr Rodkiewicz. - Są początki odpowiedzi, ale ona powinna być twardsza. Nie idziemy na ustępstwa - powtórzył analityk OSW. - Ta rozgrywka może trwać bardzo długo. Zwiększanie napięcia, zmniejszanie napięcia, grożenie wojną, organizowanie jakichś incydentów - wymieniał gość programu "Newsroom" WP.
Rosja wysyła kolejne tysiące żołnierzy pod granicę z Ukrainą. Niepokojące informacje wywiadu USA
WIDEO

Rosja wysyła kolejne tysiące żołnierzy pod granicę z Ukrainą. Niepokojące informacje wywiadu USA

Urzędnicy Stanów Zjednoczonych podali do publicznej wiadomości w środę 16 lutego, że Rosja zgromadziła dodatkowych 7000 żołnierzy w pobliżu granic z Ukrainą. Wszystko to mimo deklaracji Kremla, o wycofaniu się części wojsk spod ukraińskiej granicy. Z kolei Duma Państwowa, czyli niższa izba rosyjskiego parlamentu, zwróciła się do prezydenta Putina we wtorek 15 lutego o uznanie niepodległości dwóch wschodnich separatystycznych regionów Ukrainy – Republiki Ługańskiej oraz Donieckiej. Rosyjskie prorządowe media pokazują materiały, w których można zobaczyć oskarżenia wobec władz Ukrainy o dokonywanie ludobójstwa na ludności cywilnej. W publikacjach pojawiają się również "informacje" o tym, że Kijów opracowuje broń biologiczną razem ze Stanami Zjednoczonymi. W ten sposób Rosja wysyła sprzeczne informacje, co do swoich intencji oraz próbuje usprawiedliwić swoją mobilizację armii w oczach rosyjskiej opinii publicznej. Stany Zjednoczone, państwa NATO oraz sama Ukraina, która w środę 16 lutego obchodziła swój Dzień Jedności Ukrainy, nadal pozostają w gotowości i biorą pod uwagę różne scenariusze. - Sprawa oczywiście nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Na pewno Stany Zjednoczone nie chcą dać Putinowi przestrzeni do uzyskania przewagi nad Białym Domem – podsumował działania USA reporter Associated Press, Aamer Madhani. Przy wschodniej granicy z Ukrainą stacjonuje ponad 100 tys. żołnierzy rosyjskich, którzy są w ciągłej mobilizacji. Co więcej, na Białorusi przy granicy z Ukrainą znajduje się kilkanaście tysięcy rosyjskich żołnierzy.
Życie w mieście oddalonym o 40 km od wojsk rosyjskich. ''Musimy stanąć w obronie Charkowa''
WIDEO

Życie w mieście oddalonym o 40 km od wojsk rosyjskich. ''Musimy stanąć w obronie Charkowa''

Mieszkańcy Charkowa na wschodzie Ukrainy żyją w ciągłym napięciu i niepewności. Nic dziwnego, gdyż ich miasto znajduje się zaledwie ok. 40 km od ogromnej armii rosyjskiej, która stacjonuje przy granicy. Charków to drugie co do wielkości miasto Ukrainy i jest to bardzo ważne miasto, zarówno w kwestii jego położenia oraz uprzemysłowienia. Ludzie są jednak podzieleni w kwestii potrzeby obrony ich miasta przed inwazją rosyjską. Część z ponad miliona mieszkańców deklaruje, że zgłosi się na ochotnika do obrony swojego miasta, część jednak nie zamierza stawiać oporu wobec Rosjan i chce żyć w spokoju. Jedną z osób, które widzą potrzebę obrony Charkowa, jest dr Oleksander Dikalo, który prowadzi klinikę dentystyczną. Dikalo ma doświadczenie z obsługi broni, gdyż jeszcze jako żołnierz Armii Radzieckiej stacjonował we wschodnich Niemczech. Jego żona pracuje z kolei jako lekarz w szpitalu, gdzie opatrywała rany żołnierzy Ukraińskich, którzy zostali ranni w czasie walk w 2014 i 2015 roku na wschodzie Ukrainy. Innego zdania jest Anton Dotsenko. W wieku 18 lat stał na czele fali protestów, które obaliły prorosyjski rząd w 2014 roku. Teraz jest 24-letnim pracownikiem technicznym w fabryce i ma już dość wstrząsów. - Ja po prostu nie chcę, żeby ktokolwiek zginął. To jest moje główne życzenie – stwierdził Dotsenko. Takie podziały istnieją jednak nie tylko w Charkowie. Zarówno w stolicy Ukrainy – Kijowie, jak i nawet we Lwowie, które położone jest przy zachodniej granicy, można usłyszeć podobne głosy. Rosja zgromadziła przy wschodniej granicy Ukrainy ponad 100 tys. żołnierzy oraz setki jednostek pancernych. Kreml zaprzecza, że planuje ofensywę. Żąda jednak od NATO stanowiska, że Ukraina pozostanie poza sojuszem oraz zaprzestania rozmieszczania wojsk w krajach sąsiadujących z Rosją.
WIDEO

Ukraińskie władze nie boją się Rosji. Sekretarz NSDC: spotkają się z natychmiastowym odparciem

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, Ołeksij Daniłow, udzielił szerokiego wywiadu agencji Associated Press w poniedziałek (31 stycznia). Powiedział, że Ukraina jest w stanie zmobilizować do walki 2,5 mln ludzi na raz, jeśli rosyjskie wojska wkroczą na ich teren. Jego zdaniem, rosyjskie siły zostaną natychmiast odparte. Ołeksij Daniłow uważa, że Putin chce dokonać zniszczenia ich kraju, lecz prezydent Rosji ma świadomość tego, że militarnie tego nie dokona. Dlatego chce dokonać maksymalnej destabilizacji gospodarczej i politycznej Ukrainy. Sekretarz NSDC skrytykował także pokojowe porozumienie pomiędzy Ukrainą a Rosją zawarte w 2015 roku w Mińsku. Jego zdaniem, realizowanie przez jego kraj porozumienia doprowadzi do katastrofy. Rosja w ostatnich tygodniach zgromadziła ponad 100 tys. żołnierzy oraz setki czołgów i artylerii blisko granicy z Ukrainą. Taka sytuacja zmusza Ukrainę do ciągłej mobilizacji militarnej oraz wywołuje polityczną niepewność wobec tego, co się stanie. Władze Rosji konsekwentnie odpowiadają stronie ukraińskiej, krajom Unii Europejskiej oraz NATO, że nie planują ataku na Ukrainę. Jednocześnie Władimir Putin ostrzega NATO, że jeśli nadal będą rozmieszczać swoje siły w krajach sąsiadujących z Rosją oraz jeśli włączą Ukrainę do paktu północnoatlantyckiego, to dokona "adekwatnej odpowiedzi". NATO w odpowiedzi na to ultimatum odpowiada, że jest to nie do spełnienia.