kijów (strona 31 z 46)

Ścisk, strach, syreny. Jak wygląda dziś Kijów? Relacja reportera WP
6:01

Ścisk, strach, syreny. Jak wygląda dziś Kijów? Relacja reportera WP

Od rana sytuacja w stolicy Ukrainy staje się coraz bardziej napięta. Służby ostrzegają przed możliwością przeprowadzenia nalotów, syreny alarmowe rozbrzmiewają co kilka godzin, nakazując mieszkańcom udać się do schronów. Ze względów bezpieczeństwa reporter WP z Kijowa przedostał się do oddalonego o 70 kilometrów na południe miasta Fastów. Nad ranem do hotelu Ukraina przy Majdanie Niezależności nie przyszedł żaden pracownik. To tam przebywała większość dziennikarzy relacjonujących konflikt na wschodzie. Według pojawiających się informacji hotel ma zostać zaatakowany, dlatego został całkowicie opuszczony. Jak relacjonuje reporter WP Patryk Michalski, tysiące mieszkańców Kijowa próbuje wydostać się z miasta. Jest problem z dostępnością biletów, a w mieście co kilka godzin rozlega się alarm. - Kiedy zawyły syreny, ludzie ruszyli do stacji metra, by się schronić. Wybuchła panika, bo ludzie bali się, że nie starczy dla nich miejsca — relacjonuje Patryk Michalski. Mężczyźni sami zgłaszają się do obrony swojej ojczyzny. Wjazd do miast i miasteczek jest kontrolowany przez ukraińskich ochotników i żołnierzy. Wszystko ze względów bezpieczeństwa, aby nie dopuścić do przedostania się rosyjskich prowokatorów. Żeby zatankować samochód, trzeba czekać w kolejce kilka godzin. Samochody po brzegi wypełnione są najpotrzebniejszymi rzeczami oraz ludźmi. Ze względu na problem z dostępnością miejsc małymi samochodami podróżuje nawet sześć osób.
Mateusz Czmiel

M. Czmiel

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"
3:30

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"

W piątek nad ranem Rosja rozpoczęła bombardowanie Kijowa. - Sytuacja była bardzo trudna, przede wszystkim ze względu na niepewność mieszkańców, którzy nie wiedzieli, w którym miejscu o i kiedy będą mogli spodziewać się tego ewentualnego i możliwego bombardowania. Dlatego tak wiele osób już późnym wieczorem skierowało się do schronów – relacjonował w programie "Newsroom" WP reporter Wirtualnej Polski, przebywający w Kijowie. Dodawał, że wielu mieszkańców miasta spędziło noc w schronach. – Widać było wcześnie rano, jak ludzie zabierali swoje karimaty, śpiwory – mówił. Jak przekazał, mieszkańcy Kijowa gromadzą się w pobliżu metra na wypadek ewentualnego bombardowania. – Nikt nie wie, czego można się spodziewać – podkreślał. – Pojawiają się informacje o tym, że celem Rosjan będzie dzielnica rządowa i zdaje się, że wszyscy oficjele, którzy tutaj w dzielnicy rządowej pracują, się do tego przygotowują. Dlatego w ostatnich godzinach trwało bardzo intensywnie palenie dokumentów na wypadek, gdyby Rosjanom udało się zdobyć ważne instytucje – wyjaśnił. – Taka jest procedura: chodzi o to, by niepożądane informacje nie dostały się w ręce Rosjan, jeśli uda im się zdobyć te kluczowe punkty – dodawał. Jak także relacjonował, na ulicach widać młodych mężczyzn, zmobilizowanych do wojska, ale też takich, którzy "jeszcze przed powszechną mobilizacją (…) mówili, że są gotowi do ewentualnej walki". – Trudno wyobrazić sobie, że ta sytuacja tak bardzo zmieniła się w stolicy i to w ciągu kilkudziesięciu godzin – oznajmił. Wskazał też na ogromną wartość pracy ukraińskich dziennikarzy. – Dziennikarze ukraińscy, którzy są wiarygodnymi źródłami informacji, pracują nieprzerwanie od niemal ponad 40 godzin non stop – podkreślił.