covid-19 (strona 4 z 111)

Leżą jeden na drugim. Chaos w Chinach. Tego już nie ukryją
WIDEO

Leżą jeden na drugim. Chaos w Chinach. Tego już nie ukryją

Z Chin płyną zaskakujące obrazy po zmianie polityki wobec COVID-19. W mediach społecznościowych pojawiają się zdjęcia i informacje o zapchanych krematoriach, pustych aptekach, ale także szpitalach, w których chorzy leżą jeden obok drugiego. Dotychczas chińskie władze podkreślały, że świetnie radzą sobie z transmisją wirusa. Jak wygląda rzeczywistość i jakie konsekwencje polityczne może przynieść, w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski mówił znawca Chin, Radosław Pyffel. - Jeszcze wstrzymałbym się z tezą końca polityki "zero covid". Nie ulega jednak wątpliwości, że przepełnione są szpitale, leki są wykupione, mamy tłok w krematoriach, domach pogrzebowych. I to jest fakt, to widać w mediach społecznościowych i w relacjach korespondentów zagranicznych. To jest chaos. Spodziewamy się trzech fal. Jeszcze Chińczycy mają wkrótce rozjechać się na święta, trudno mi sobie wyobrazić, jak to będzie funkcjonować, dlatego że jest to kilkaset milionów ludzi, którzy wyruszają w podróż. Chińczycy byli dumni, że ich taktyka się sprawdza, a w Europie jest chaos. Ale ludzie nie wytrzymali tego. Nastąpiły protesty i ta polityka została rozluźniona. A to duże wyzwanie, bo Xi mówił w październiku, że do tego nie dojdzie. To była jego naczelna polityka. I dlatego to bardzo ryzykowny ruch z politycznego punktu widzenia, bo trudno wytłumaczalny. Ufano rządowi, że robi wszystko najlepiej i teraz jest dezorientacja. To, co mnie dziwi, to że władze chińskie jakby same chciały, żeby pokazywać te obrazki. Demonstrują one chaos w społeczeństwie, które ma niską tolerancję dla chaosu. To bardzo dziwne - mówił Pyffel.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Dawid Siedzik Dawid Siedzik
To już prawdziwa plaga chorób. "Dzieci leżą na korytarzach"
WIDEO

To już prawdziwa plaga chorób. "Dzieci leżą na korytarzach"

Lekarze, a w szczególności pediatrzy, alarmują wobec lawinowej liczby infekcji górnych dróg oddechowych. W wielu miejscach kraju nie ma już wolnych łóżek na oddziałach dziecięcych. Minister zdrowia przyznał w środę, że "mamy blisko 270 tys. zachorowań na grypę na tydzień, z których połowa to dzieci". O tym, że sytuacja jest już "kryzysowa" mówił, w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski, pediatra i epidemiolog dr Paweł Grzesiowski. - Niestety, sytuacja jest niedobra. Nawet już od 2-3 miesięcy. We wrześniu oddziały pediatryczne sygnalizowały nasilenie infekcji górnych dróg oddechowych, zapalenia oskrzeli i płuc. Ten rok jest szczególny, bo jesteśmy po dwóch latach ograniczonej transmisji wirusów, a to powoduje, że nasz układ odporności nie jest pobudzany. W konsekwencji w naszej krwi płynie mniej przeciwciał i jesteśmy bardziej podatni na zachorowanie. I mamy kumulację, co najmniej trzech, a może czterech wirusów. Czyli RSV, Covid, grypy i adenowirusów, które wszystkie atakują właściwie podobnie, co może doprowadzić do zapalenia oskrzeli, czy zapalenia płuc. Kumulacja jest już niebezpieczna dla systemu, bo nie ma rezerw w systemie. Lekarzy i pielęgniarek nie przybyło, jest wręcz odwrotnie. Rozumiem, że bufor łóżek zostanie zorganizowany na ulicy Miodowej w Warszawie, gdzie jest Ministerstwo Zdrowia, bo ja nie rozumiem, co to jest bufor łóżek pediatrycznych. Nie da się zrobić dziecięcego łóżka z łóżka dorosłego. Oddziały pediatryczne nie są z gumy. Widzimy, że dzieci leżą na korytarzach. Do dziecka musimy mieć pediatrę. To się wszystko zamyka w jakiejś propagandowej walce. Mówmy szczerze: brakuje leków, brakuje miejsc, brakuje testów. Mamy w tej chwili naprawdę kryzysową sytuację - podkreślał Grzesiowski.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Dawid Siedzik Dawid Siedzik