"Kaczyński już się nie kontroluje"

- Politycy PiS muszą zrozumieć, że ze swoim obecnym przywódcą nie mają szans na powrót do władzy. Póki wszyscy będą wołać: "Jarosław! Jarosław!", mogą tylko czekać na kolejną porażkę – mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski Roman Giertych. B. prezes Ligi Polskich Rodzin i minister edukacji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego przekonuje, że ostatni tydzień kampanii pokazał, że szef PiS już się nie kontroluje. Giertych ocenia też sytuację w PO. - Wybory potwierdziły władzę Donalda Tuska. Jest jednoosobowym królem, może robić, co chce - podkreśla i dodaje, że Grzegorz Schetyna nie ma wyboru - musi podporządkować się decyzjom premiera.

WP: Paulina Piekarska: Jarosław Kaczyński wziął sobie do serca pana radę - gdy ostatnio rozmawialiśmy mówił pan, że powinien przejść na emeryturę i zająć się pisaniem wspomnień. Na emeryturę nie przeszedł, ale wydał książkę, w której pisze m.in. o panu. Był pan zaskoczony, że Kaczyński opisał pana w swoim alfabecie?

Mec. Roman Giertych: Zaskoczony byłem o tyle, że informacje, które tam podaje, są mocno tendencyjne. Robienie zarzutu z mojej relacji z Leszkiem Millerem świadczy o tym, że Jarosław Kaczyński nie rozumie, że można kogoś odwiedzić w szpitalu, a jednocześnie mieć różne poglądy. Także w polityce. To nie jest żadna schizofrenia, ale normalna rzecz.

Kiedy byłem ministrem, mimo że byliśmy z Millerem w twardej opozycji, często z nim rozmawiałem, siedzieliśmy obok siebie w sejmie. Kaczyński miał o to do mnie pretensje. On nigdy nie zamienił z nim nawet słowa. Pamiętam, jak powiedział mi kiedyś: "Dla mnie ten człowiek nie istnieje. Non exist". Obecna izolacja PiS-u wiąże się z cechą osobowości Kaczyńskiego - on nie potrafi się komuś sprzeciwiać i jednocześnie nie nienawidzić tej osoby. To jest chore i bardzo niebezpieczne. Budowanie państwa na totalnym konflikcie tworzy sytuację paranoidalną.

WP: Książka miała być zemstą Kaczyńskiego na panu?

- Raczej próbą zemsty i to słabą. Nie odnosiła się zresztą tylko do mnie.

WP: Kaczyński przypisuje panu w „Polsce naszych marzeń” m.in. „niedojrzałość, labilność i polityczne ADHD”. Zapowiada pan, że wytoczy mu proces. Warto poświęcać czas tej sprawie? Szef PiS w złym świetle pokazał też inne osoby, np. polityków PO: Donalda Tuska, Grzegorza Schetynę, Radosława Sikorskiego czy prezydenta Komorowskiego, ale żaden z nich raczej się tym nie przejął.

- Oni nie działają w środowisku sądowym, a dla człowieka, który nie zajmuje się na co dzień prawem, zorganizowanie procesu jest dosyć skomplikowane. Dla mnie jako adwokata, który prowadzi w swojej kancelarii prawie tysiąc spraw, jeszcze jedna nie stanowi żadnego problemu.

WP: Sąd umorzył ostatnio proces karny Jarosława Kaczyńskiego, którego oskarżył pan o zniesławienie – chodziło o słowa prezesa PiS, że skłamał pan, zarzucając mu zbieranie "haków" na opozycję, gdy był premierem.

- Sąd uznał, że zarzucanie komuś kłamstwa nie jest zniesławieniem. Mocno kontrowersyjna teza. Ten sam sąd umorzył wcześniej pozew Janusza Kaczmarka wobec Kaczyńskiego, a później sąd okręgowy tę decyzję uchylił [b. szef MSWiA Janusz Kaczmarek oskarżył Jarosława Kaczyńskiego o pomówienie za nazwanie go „agentem śpiochem”; proces w tej sprawie wciąż się toczy – przyp. red.]. Sądy mają opory przed zajmowaniem się sprawami polityków, jest to nawet częściowo zrozumiałe. Ja jednak nie zamierzam się poddać.

WP: Swoją drogą można powiedzieć, że w „Polsce naszych marzeń” ma pan niezłe towarzystwo. Joachim Brudziński nazwał pana kiedyś "człowiekiem Platformy". To obelga czy komplement dla pana?

- Na pewno wolę być nazywany "człowiekiem Platformy" niż "człowiekiem PiS-u". Nie należę jednak do PO, w wielu sprawach mam odmienne poglądy. Prawdą jest natomiast, że mam w tej partii wielu przyjaciół. W sensie politycznym to jednak nic nie znaczy.

WP: Przed wyborami pojawiały się głosy, że Kaczyński wcale nie chciał wygrać.

- Myślę, że jednak chciał, ale po prostu nie umiał tego zrobić - nie potrafił sam siebie opanować. Gdyby siedział cicho ws. Merkel, nie ogłosił tydzień przed wyborami zwycięstwa PiS, część wyborców zostałaby w domu, a wtedy wynik wyborów mógłby być inny.

WP: Szef PiS za szybko zdjął maskę, którą założył na potrzeby wyborów?

- Podczas wyborów prezydenckich udało mu się dotrwać do końca w tym swoim uśmiechu-grymasie. Jeśli teraz na tydzień przed wyborami zrobił takie faux pas, to świadczy to o tym, że już się nie kontroluje. A to znaczy, że nie ma najmniejszych szans, żeby kiedykolwiek dojść do władzy. Trzy lata temu Kaczyński zapowiedział, że jeśli w 2011 r. nie wygra wyborów, odejdzie. Teraz okazało się, że w kwestii dotrzymywania obietnic szef PiS ma mniej honoru niż Palikot, który gdy powiedział, że zrezygnuje z mandatu poselskiego, to to zrobił. Kaczyński niedługo osiągnie wiek emerytalny, powinien skorzystać z tej okazji i odejść. Po co partii lider, który nie daje szans na wygraną?

WP: Czy Jarosław Kaczyński ciąży PiS? Czy bez niego partia miałaby większe szanse na zwycięstwo?

- PiS jest partią jednoosobową - każdy, kto nie podporządkuje się szefowi, musi odejść. PiS nie istnieje bez Kaczyńskiego, tak jak Kaczyński nie istnieje bez PiS. Jeśli więc Kaczyński nie jest w stanie wygrać, to PiS również nie ma szans na zwycięstwo. Żeby prawica miała szansę na powrót do mainstreamu, musi powstać nowa forma zbudowana na gruzach PiS-u. Najpierw jednak politycy tej partii muszą zrozumieć, że ze swoim obecnym przywódcą nie mają szans na powrót do władzy. Póki wszyscy będą wołać: "Jarosław! Jarosław!", mogą tylko czekać na kolejną porażkę.

WP: Coraz głośniej mówi się o buncie wewnątrz PiS. Zbigniew Ziobro stanowi dziś zagrożenie dla Kaczyńskiego?

- Przejęcie władzy w PiS jest niemożliwe ze względu na strukturę i statut tej partii, w związku z czym wszystko będzie tam powoli gniło. Co jakiś czas będą pojawiały się próby stworzenia czegoś nowego, jednak żeby coś takiego powstało, trzeba nie tylko zakwestionować przywództwo Kaczyńskiego, ale w dużej części zmienić całą linię polityczną PiS-u. Ziobro jest chyba najmniej predestynowaną osobą do budowania przyjacielskich relacji z pozostałymi środowiskami. Dlatego nie ma szans, żeby na nowo wprowadzić PiS do głównego nurtu. Dziś jedyną osobą, która mogłaby to zrobić, jest Michał Kamiński.

WP: Tylko że on jest już poza PiS-em.

- Kaczyński go wywalił, jak tylko się zorientował, że pod nosem rośnie mu PJN. Ale to Kamiński wyrasta dziś na głównego sukcesora Kaczyńskiego, ponieważ tylko on byłby w stanie, przy zachowaniu pewnej konserwatywnej linii światopoglądowej, poprowadzić PiS do normalnych relacji z innymi siłami politycznymi. Zresztą jedyne, podwójne wygrane wybory PiS w roku 2005 to zasługa Michała Kamińskiego i Adama Bielana.

WP: Miał pan problem, na kogo oddać głos w tych wyborach?

- Nie było to proste, ale poradziłem sobie.

WP: Pana pierwsza myśl, gdy 9 października okazało się, że Polską przez kolejne cztery lata będzie rządziła ekipa Tuska – poczuł pan ulgę czy raczej pomyślał: znowu to samo…

- Powiem tak - otworzyłem butelkę dobrego wina.

WP: Miał pan okazję pogratulować politykom PO?

- Moje relacje z politykami PO mają charakter prywatny, a ja nie jestem Palikotem, żeby swoje osobiste spotkania relacjonować publicznie. WP: Największym zaskoczeniem tych wyborów okazały się wyniki lewicy. Podejrzewał pan, że Ruch Palikota przeskoczy SLD?

- Tego chyba nikt się nie spodziewał, chociaż od dwóch tygodni widać było, że SLD słabnie. Nie mogę powiedzieć, żebym się tym martwił. Powtórzę za Radkiem Sikorskim: „Tak bardzo kocham lewicę, że wolę, żeby były dwie niż jedna”. Dla polityka prawicy nie ma nic lepszego, jak widok dwóch skłóconych ze sobą partii lewicowych. Tematy takie jak walka z krzyżem, czy wybór tranwestyty na wicemarszałka daleko odbiegają od problemów zdecydowanej większości Polaków i coraz bardziej oddalają lewicę od głównego nurtu polskiej polityki, nie mówiąc o powrocie do wyniku z 2001 r, gdy SLD miał 41%. Bardzo się z tego cieszę, taka sytuacja jest dobra dla Polski.

WP: Były poseł Platformy zdoła zbudować coś stałego, czy jego partia będzie raczej efemerydą?

- Trudno powiedzieć. Palikot otacza się dziwnymi ludźmi. Jedno jest jednak pewne - pojawienie się tak ekscentrycznego ugrupowania jest efektem sprzeciwu części społeczeństwa wobec tego, co prezentuje PiS. Te wszystkie chore antyklerykalizmy biorą się z wykorzystywania przez Kaczyńskiego Kościoła do swoich celów politycznych, z budowania wrażenia, że "Kościół to PiS". Wynik Palikota to wina Kaczyńskiego.

WP: Co pogrążyło Sojusz? Europoseł i były przewodniczący SLD Wojciech Olejniczak całkowitą winą za klęskę obarcza Grzegorza Napieralskiego. Zgadza się pan z nim?

- Od czasu rezygnacji Włodzimierza Cimoszewicza ze startu w wyborach prezydenckich w 2005 r. lewica jest na równi pochyłej. Pewne procesy historyczne są nie do przeskoczenia – w Polsce postkomunizm skończył się dwiema aferami - Rywina i Orlenu. Czy SLD jest w stanie zbudować coś na przyszłość? Wątpię, tym bardziej, że nasze społeczeństwo jest coraz bardziej konserwatywne - badania pokazują, że wśród młodzieży największym poparciem cieszy się partia Kaczyńskiego. Sądzę, że jest to proces postępujący.

WP: Sławomir Neumann mówił na antenie Polsat News, że Palikot próbuje przejąć lewicę w całości, a pomaga mu w tym Grzegorz Napieralski – najpierw prowadząc słabą kampanię, a teraz wystawiając Leszka Millera na szefa klubu.

- Jestem bardzo zadowolony, że Miller został szefem SLD. To całkowicie uniemożliwia Sojuszowi koalicję z Platformą, czego się obawiałem. A swoją drogą, kto by przypuszczał, że szefem SLD będzie kandydat Samoobrony.

WP: Neumann mówił również, że Miller będzie „kołkiem osinowym, który dobije tego trupa, jakim jest w ostatnim czasie SLD”.

- Ładny cytat. Osoba Millera gwarantuje, że Palikot nie połknie całego SLD, co odbieram pozytywnie. Niech sobie żyją obok siebie dwie lewice. Mam nawet pomysł, żeby Marek Borowski założył trzecią, a Ryszard Bugaj czwartą. Im więcej lewic, tym lepiej, przecież „wszyscy mamy serce po lewej stronie!”

WP: Ryszard Kalisz lepiej by się sprawdził jako lider SLD?

- Bardziej prawdopodobna byłaby wówczas koalicja SLD-PO. Dlatego cieszę się, że go nie wybrano.

WP: Rywalizacja trwa także w PO. O konflikcie na linii Tusk - Schetyna mówi się od dawna.

- Nie ma tam rywalizacji, w PO sytuacja jest jasna - król jest tylko jeden.

WP: Tusk stwierdził po wyborach, że "nie będzie tolerował rywalizacji na szczytach władzy" i odsunął Schetynę ze stanowiska marszałka. To pana zdaniem słuszne posunięcie?

- Ciężko mi się wypowiadać na ten temat, ponieważ łączą mnie dobre osobiste relacje z obydwoma panami.

WP: Schetyna mógłby się okazać – jak mówił Leszek Miller – Brutusem?

- Donald Tusk próbuje uniknąć problemów wewnętrznych, przed trudnymi czasami, które nadchodzą. Dlatego jego zachowanie w pewnym sensie jest zrozumiałe.

WP: Ewa Kopacz będzie dobrym marszałkiem sejmu?

- Tego nie wiem. Jedno jest pewne - jest to najwyższe stanowisko dla kobiety w historii Polski od czasów króla Jadwigi.

WP: Schetyna podporządkuje się decyzjom Tuska?

- Nie ma wyboru.

WP: Czy zwycięstwo spotęgowało arogancję Tuska? Tak twierdzi prof. Jadwiga Staniszkis.

- Na pewno potwierdziło jego władzę. Tusk nie ma w tej chwili z kim przegrać w Platformie, jest jednoosobowym królem, może robić, co chce. Tak to jest w demokracji - zwycięzca jest tylko jeden.

WP: Czy lider PO zaryzykuję koalicję z Palikotem? Powstanie „Tuskopalikot”, którym przed wyborami straszył Kaczyński?

- Nie ma na to żadnych szans. Chociażby z tego powodu, co zrobił Palikot. Książką „Kulisy Platformy” zamknął sobie drzwi do rozmów z kimkolwiek. Można wiele w polityce zrobić, ale ujawnianie publicznie prywatnych rozmów kończy się zawsze w jeden sposób – inni będą od teraz rozmawiali z tobą wyłącznie o pogodzie. Ciężko wtedy prowadzić politykę.

WP: Podczas naszej ostatniej rozmowy mówił pan, że planuje powrót do polityki, ale najpierw zobaczy, czym zakończy się szarpanina Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Po wyborach wszystko już wiadomo. Co takie rozdanie oznacza dla pana?

- Spokój dla Polski i dla mnie. Nawet gdybym chciał teraz wrócić, nie będzie ku temu okazji - najbliższe wybory dopiero za cztery lata.

WP: Przed wyborami zastanawiał się pan, czy nie kandydować do senatu. Teraz, gdy wie pan już, jaki jest wynik wyborów, nie żałuje pan, że jednak nie wziął w nich udziału?

- Na razie mam za dużo roboty w mojej kancelarii. Nie byłbym w stanie pogodzić tych dwóch zajęć.

WP: Czuje pan jednak wciąż pociąg do polityki?

- Moja żona twierdzi, że polityka jest jak narkotyk - jak raz się spróbuje, to już zawsze będzie się czuło ciąg, nawet będąc na odwyku. I chyba taka jest prawda.

Rozmawiała Paulina Piekarska, Wirtualna Polska

Wybrane dla Ciebie
USA uderzyły w serce czawizmu. Mauzoleum Hugo Chaveza na celowniku
USA uderzyły w serce czawizmu. Mauzoleum Hugo Chaveza na celowniku
Światowi przywódcy o ataku na Wenezuelę. "Dyktatorzy nie są wieczni"
Światowi przywódcy o ataku na Wenezuelę. "Dyktatorzy nie są wieczni"
Tragiczny pożar w Szwajcarii. Kontrowersje wokół właściciela lokalu
Tragiczny pożar w Szwajcarii. Kontrowersje wokół właściciela lokalu
Atak zimy na Pomorzu. Nawet 70 cm śniegu i silny wiatr
Atak zimy na Pomorzu. Nawet 70 cm śniegu i silny wiatr
Kolumbia rozmieściła wojsko przy granicy z Wenezuelą. Hiszpania gotowa na mediacje
Kolumbia rozmieściła wojsko przy granicy z Wenezuelą. Hiszpania gotowa na mediacje
"Niebezpieczna analogia". Polscy politycy o ataku na Wenezuelę
"Niebezpieczna analogia". Polscy politycy o ataku na Wenezuelę
Najnowsze informacje o Maduro. Jest oskarżony
Najnowsze informacje o Maduro. Jest oskarżony
Maduro gościł chińską delegację. Ostatnie nagranie przed pojmaniem
Maduro gościł chińską delegację. Ostatnie nagranie przed pojmaniem
Sikorski reaguje na atak USA na Wenezuelę. Wbił szpilę innemu krajowi
Sikorski reaguje na atak USA na Wenezuelę. Wbił szpilę innemu krajowi
"Mamy powrót do stref wpływów". Ekspert ocenia atak USA na Wenezuelę
"Mamy powrót do stref wpływów". Ekspert ocenia atak USA na Wenezuelę
Brutalne morderstwo taksówkarza. 37-latek nie przyznaje się do winy
Brutalne morderstwo taksówkarza. 37-latek nie przyznaje się do winy
Atak i pojmanie Maduro. Jest reakcja Rosji
Atak i pojmanie Maduro. Jest reakcja Rosji