zwierzęta (strona 9 z 50)

Tak pracownicy ubojni traktują indyki. Fundacji Viva! publikuje nagrania z nowego śledztwa
WIDEO

Tak pracownicy ubojni traktują indyki. Fundacji Viva! publikuje nagrania z nowego śledztwa

Kopanie, upychanie, targanie i przerzucanie - to powszechne metody, które stosują pracownicy jednej z ubojni podczas załadunku i rozładunku indyków. Fundacja Viva! opublikowała nagrania z najnowszego śledztwa. Aktywiści zarejestrowali, jak traktowane są zwierzęta tuż przed ubojem. Fundacja monitorowała w drugim półroczu 2021 r. dużą ubojnię drobiu w woj. lubuskim oraz fermy, z których transportowano indyki (woj. dolnośląskie, lubuskie i wielkopolskie). Według danych GUS za 2020 r. w Polsce hoduje się i zabija ponad 41 mln indyków rocznie. Zwierzęta żyją w zamkniętych halach, skąd przerzuca się je do klatek na ciężarówki transportowe. Żywe indyki wiesza się za nogi na taśmie wjeżdżającej do ubojni. Tam zanurza się je w wodzie i razi prądem w celu ogłuszenia. Jak podkreśla Fundacja Viva!, to okrutne, ale powszechne i zgodne z prawem działanie. Jednak według aktywistów to, co zarejestrowano w trakcie śledztwa jest dalekie od wytycznych zawartych w przewodniku dobrych praktyk w transporcie drobiu Komisji Europejskiej. - Śmierć zwierząt i ich cierpienie są wliczone w każdy etap produkcji i opłacają się bardziej, niż dbanie o każde zwierzę i obchodzenie się z nim w sposób niepowodujący uszkodzeń i ran – podkreśla Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva! O sprawie został powiadomiony powiatowy lekarz weterynarii w Zielonej Górze. Nagrania opublikowano w ramach działań kampanii Stopklatka i Zostań Wege. Fundacja Viva! od lat zachęca do wyboru diety roślinnej. Na stronie www.zostanwege.pl można bezpłatnie pobrać 30-dniowy jadłospis.
Tajemnicza choroba dziesiątkuje rozgwiazdy. Zwierzęta zamieniają się w breję
WIDEO

Tajemnicza choroba dziesiątkuje rozgwiazdy. Zwierzęta zamieniają się w breję

Tajemnicze schorzenie dziesiątkuje populację milionów rozgwiazd, zamieniając je w galaretowatą breję. Naukowcy desperacko próbują pomóc tym morskim drapieżnikom. Dochodzi do rozpadu tkanek i fragmentacji ciał. Choroba pojawiła się w 2013 r., uderzając w co najmniej 20 gatunków rozgwiazd od Zatoki Kalifornijskiej w Meksyku, po Zatokę Alaska. Podobne przypadki odnotowano także w wodach odległej zatoki Port Phillip w Australii, w trakcie ekstremalnej fali upałów. Naukowcy z Oregon State University zbadali 200 purpurowych rozgwiazd Pisaster ochraceus, znanych jako rozgwiazdy ochry. Obserwowano razem zdrowe i chore osobniki, szukając genetycznych predyspozycji do odporności u niektórych z tych drapieżników. Naukowcy ustalili, że zdrowe osobniki minimalnie różnią się genetycznie od tych chorujących. Niezbędne są jednak dalsze analizy. W 2021 r. badacze zasugerowali, że tajemnicza choroba jest wynikiem interakcji pomiędzy środowiskiem morskim rozgwiazd a mikrobami. Analizy wykazały, że zakwity mikrobów (np. fitoplanktonu), wywołane przez ocieplające się wody, uszczuplają zasoby tlenu, a to przyspiesza śmierć i rozkład rozgwiazd. Ich ciała zapewniają wtedy składniki odżywcze dla mikrobów i koło się zamyka. - Niezależnie od tego, jasne jest, że choroba nasila się wraz ze wzrostem temperatur. Poważne redukcje populacji wystąpiły w cieplejszych regionach południowych – podkreśla Andrea Burton, biolog morska, współautorka badań. W tej chwili jedną pewną rzeczą jest konieczność zahamowania zmian klimatycznych. Mimo długoterminowej perspektywy, dla części gatunków może być już za późno. Niektóre drapieżne rozgwiazdy są kluczowe dla właściwego utrzymania ekosystemu i bioróżnorodności. Wyniki dotychczasowych badań opublikowano w czasopiśmie "Molecular Ecology".
Szczątki mężczyzny i konia bez głowy sprzed 1400 lat. Niezwykłe odkrycie na cmentarzu w Niemczech
WIDEO

Szczątki mężczyzny i konia bez głowy sprzed 1400 lat. Niezwykłe odkrycie na cmentarzu w Niemczech

Archeolodzy z firmy ArchaeoBW odkryli na zabytkowym cmentarzu w mieście Knittlingen w Niemczech szczątki mężczyzny oraz konia bez głowy. Według naukowców z Państwowego Urzędu Ochrony Zabytków w Stuttgarcie, odnalezione kości pochodzą sprzed 1400 lat, czyli mężczyzna żył w czasach panowania na tamtych terenach dynastii Merowingów (476-750 r. n.e.). Zdaniem badaczy, mężczyzna był ważną osobą w lokalnej społeczności. Prawdopodobnie zarządzał gospodarstwem i był blisko rządzących. - Jako członek lokalnej elity, najprawdopodobniej był głową gospodarstwa rolnego składającego się z jego rodziny i służby - powiedział archeolog Folke Damminger. Nie wiadomo dlaczego mężczyzna został pochowany obok konia bez głowy, lecz specjaliści są pewni, że obcięcie głowy zwierzęciu było częścią rytuału pogrzebowego. Prawdopodobnie wierzono, że koń będzie służył swojemu panu również po jego śmierci. Archeolodzy odkryli na tym samym cmentarzu szczątki kilku innych osób, które żyły mniej więcej w tym samym czasie, co ów jeździec. Niektórzy z nich zostali pochowani z cennymi przedmiotami, np. szkielet kobiety miał przy sobie złotą broszkę. Niektórzy mężczyźni zostali pochowani z bronią, taką jak miecze, lance, tarcze i groty strzał. Naukowcy będą kontynuowali badania nad pochówkiem konia bez głowy innymi odkrytymi pochówkami na cmentarzu w Knittlingen.
Atak lamparta na rodzinę gepardów. Niezwykłe nagranie z parku narodowego w Afryce
WIDEO

Atak lamparta na rodzinę gepardów. Niezwykłe nagranie z parku narodowego w Afryce

Park Narodowy Krugera w Republice Południowej Afryki opublikował nagranie rzadkiej sytuacji, którą można zobaczyć na sawannie. Korzystający z safari turyści obserwowali rodzinę gepardów, która spoczywała w wysokiej trawie. W pewnym momencie matka zobaczyła coś w oddali i zostawiła na chwilę swoje młode. Wtedy nagle jedno z reksów zostało zaatakowane przez lamparta, który wyczekiwał odpowiedniego momentu na atak. Samica geparda gdy zorientowała się po chwili, co się dzieje, rzuciła się do pomocy swojemu młodemu. Lampart wtedy zostawił reksa i stanął naprzeciw jego matki. Gepardy są jednak fizycznie jednymi z najsłabszych z drapieżnych kotów żyjących w Afryce i samica dobrze o tym wiedziała. Nie miałaby szans w starciu z lampartem, dlatego ratowała się ucieczką i jednocześnie chciała odciągnąć większego drapieżnika od swoich młodych. Gepardy polegają na swojej niesamowitej szybkości, gdyż potrafią pobiec z prędkością grubo powyżej 100 km/h. Nie są jednak silne fizycznie, ich budowa anatomiczna sprawia, że ich kości pod wpływem silnego ścisku szczęk np. lamparta, łatwo by się połamały. Niestety, młody reks, którego zaatakował lampart, nie był w stanie uciec, był ciężko ranny. Po kilku minutach lampart zrezygnował z pogoni za samicą geparda i wrócił dokończyć dzieła. Sytuacja, którą udało się nagrać turystom, jest niezwykła, gdyż nie spotyka się często sytuację, w której dochodziłoby do wzajemnego ataku między drapieżnymi kotami, żyjącymi blisko siebie w tym samym środowisku. Zawsze jest to ryzyko śmierci dla atakującego lub broniącego się. Taki atak może wiązać się np. z dużą desperacją, z uwagi na brak zwierzyny do upolowania. Wtedy oczy kierują się nawet na inne drapieżniki z tej samej rodziny.