szlachta

Wstydliwy fakt o życiu polskich chłopów. "Piękny mit dobrego szlachcica"
WIDEO

Wstydliwy fakt o życiu polskich chłopów. "Piękny mit dobrego szlachcica"

- Po tych wielkich wojnach z połowy XVII wieku normą się staje, że dla chłopa się nic nie należy. To jest piękny mit, tego dobrego szlachcica, który daje wszystko chłopu. Szlachcic jednak niczego nie dawał. Po tych wojnach chłop nie był w stanie odbudować swojej gospodarki. Wtedy dopiero normą się staje, że szlachcic zachęca do stawiana tych chat i pozwala użyć swój materiał do zrobienia ich - wyjaśnił sytuację chłopstwa Kamil Janicki, historyk i twórca kanału ‪Wielka Historia. Po wielkich wojnach w XVII wieku gospodarka Rzeczpospolitej Obojga Narodów była w fatalnym stanie. Szlachta, której majątki były uzależnione od pracy chłopów, zaczęła szukać sposobów na odbudowę swoich dóbr. Wsie zostały spalone, a z tym przepadły plony i majątek chłopów, którzy i tak przed wojną musieli radzić sobie sami. W programie "Didaskalia" Patrycjusz Wyżga zapytał historyka Kamila Janickiego o szczegóły, jak wyglądał wówczas naprawdę los chłopów. Ekspert wyjaśnił, że istniała pewna iluzja o szlachcie, która "opiekuje się" chłopami. W rzeczywistości to chłopi byli całkowicie uzależnieni od feudalnego systemu pańszczyzny. Po wojnach szlachta zaczęła "pozwalać" chłopom odbudowywać swoje gospodarstwa, bo bez nich nie mogła odbudować swojego majątku. Czy to oznacza, że chłopi byli wykorzystywani? Obejrzyj cały odcinek programu "Didaskalia" na YouTube.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Higiena polskich chłopów. Dlatego nasi przodkowie tak rzadko się myli
WIDEO

Higiena polskich chłopów. Dlatego nasi przodkowie tak rzadko się myli

O higienie chłopów 150 lat temu wypowiadano się krótko i dosadnie. Twierdzono, że ona w zasadzie nie istniała. Cały artykuł przeczytasz w serwisie wielkahistoria.pl. W XIX w. czynności higieniczne podejmowano najczęściej raz dziennie, "bo myciem w rzeczywistości to nie było". Rano typowy włościanin ograniczał się do spłukania rąk oraz przemycia twarzy. W niektórych regionach chłopi, chcąc się umyć, nabierali wody do ust i spluwali sobie na ręce niczym z słuchawki prysznica. Przez to szczególnie odcinała się szyja - zwykle pokryta "warstwą brudu". Do I wojny światowej (i później) nie używano mydła, a najczęstszym zamiennikiem były piasek, glina czy miąższ roślin. Z perspektywy chłopów rzadkie mycie było plusem - nie zużywali oni dużo wody, a i dostęp do niej w chacie potrafił być utrudniony. Część chłopów płukała ręce również wieczorem – po skończonym dniu pracy - nie była to jednak praktyka zbyt częsta. Etnograf Adam Glapa szacował, że stan higieny chłopów w XVI w. był dwa razy gorszy, a w XVIII w. cztery razy gorszy, niż w XX w. Trend odwrócił się w XIX w. Chłop dalej nigdy nie mył rąk po wyjściu z wychodka, ale już opłukiwał dłonie przed jedzeniem. Do dokładniejszego przepłukania ciała przystępowano najczęściej raz w tygodniu - przed niedzielną mszą świętą. Chłopi myli się głównie w zimnej wodzie, co latem nie było problemem, ale już zimą było nieprzyjemne, a nawet mogło być groźne.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Dziwne szlacheckie porady. Zaskakujące, czym leczono 300 lat temu
WIDEO

Dziwne szlacheckie porady. Zaskakujące, czym leczono 300 lat temu

"Skład albo skarbiec znakomitych sekretów ekonomii ziemiańskiej" Jakuba Haura to zbiór autentycznych porad z XVII w. Cały artykuł przeczytasz na portalu wielkahistoria.pl. Książka Haura to kompendium osobliwych porad dla szlachty żyjącej ponad 300 lat temu. Na aż 540 stronach zapisano porady dot. zdrowia, gospodarstwa, rodziny, zarządzania majątkiem czy ludźmi. Haur, wykształcony i światowy, wierzył mocno przesądy i "we wpływ sił piekielnych na losy śmiertelników". Przestrzegał przed kontaktami z "nieszczęsnymi ludźmi", co słyszał z ambony i wplótł do swojego dzieła. Autor wierzył też w moc przedmiotów. Odnalezioną podkowę nakazywał przybić na drzwiach domu niczym amulet. Na chore zęby zalecał użycie… innych zębów, najlepiej ze szczęki nieboszczyka. Potarty takim zębem ten bolący obumrze wtedy i sam wypadnie bezboleśnie. Z kolei receptą przeciw zatorom czy miażdżycy miała być "krew żywego człowieka na proch ususzona” - opisywał. Szlachcic sugerował też swój sposób na melancholię, zalecając, by "z ludźmi wesołymi przystojnie konwersować". Pomóc jego czytelnikom miała również muzyka, przechadzki oraz słuchanie i czytanie czegoś "uciesznego". Autor poradnika miał swoje metody także na "przykre cuchnięcie z ust" - goździki w całości gryzione na czczo. Inną promowaną przez niego metodą było codzienne płukanie ust "czystą wodą" z dodatkiem soli.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
"Sprawiedliwość" według szlachty. Tak karano chłopów w dawnej Polsce
WIDEO

"Sprawiedliwość" według szlachty. Tak karano chłopów w dawnej Polsce

Prawdziwe kary były tylko dla chłopów, szlachta miała swoje prawo. Cały artykuł przeczytasz na portalu wielkahistoria.pl. Areszt trwał tylko do czasu procesu. Po skazaniu przestępca najczęściej tracił rękę, nos lub uszy - w ramach kary - i był wypuszczany. W przypadkach najcięższych przestępstw lub recydywy stosowano karę śmierci. To oczywiście dotyczyło plebejuszy, nie szlachty. Jeśli to szlachcic kogoś okradł lub zranił nie obowiązywała zasada "oko za oko" a "grzywna za oko, grzywna za ząb". Jak podaje portal wielkahistoria.pl, szlachciców niemal nie karano cieleśnie. Inaczej wymierzano sprawiedliwość. Kara miecza wobec szlachcica? Tylko gdy ten został przyłapany na gorącym uczynku, nie miał znajomości lub nie wykazał skruchy. Czasami morderców skazywano na więzienie, ale dodatkowo i maksymalnie na rok i 6 tyg., często w superwarunkach. Szlachciców zawsze osadzano wtedy w wieży przy siedzibie starostwa. Starosta odpowiadał za jej utrzymanie. Od wyroków ważniejsze były pieniądze i znajomości. Kary były więc łagodne, a warunki odsiadki w przypadku łapówek - luksusowe. Szlachta nie obawiała się kar fizycznych lub finansowych – obawiała się tylko jednego - utraty majątku ziemskiego. Za ignorowanie wyroków, najcięższe przestępstwa publiczne karano m.in. konfiskatą majątku czy wygnaniem. Dla waćpanów utrata tytułu, majątku, i praw publicznych były zdecydowanie czymś najgorszym. Materiał powstał na podstawie książki Kamila Janickiego pt. "Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty".
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
WIDEO

10 przykazań żony szlachcica. Polski poradnik sprzed 400 lat szokuje

Dekalog żony polskiego szlachcica to zbiór zaskakujących porad sprzed 400 lat dedykowany kobietom. Cały artykuł przeczytasz na portalu wielkahistoria.pl. "Dziesięcioro przykazań mężowskich" Bartłomieja Paprockiego wznawiano w XVI i XVII wieku aż osiem razy. Okazuje się, że każda edycja tego poradnika schodziła jak ciepłe bułeczki. Podstawą pierwszego przykazania była pobożność. "Kobieta bogobojna miała być posłuszna panu, zgodnie z niebiańskim nakazem". Po drugie, żona miała miłować męża, "jak własne ciało", dochowując zawsze w tajemnicy niesnaski małżeńskie. Po trzecie, zakaz słuchania porad od matek lub innych krewnych, a jedynie od męskiej głowy rodziny. Żona ma przyjmować wyłącznie dobre wartości męża. Jeśli ten "zboczył z drogi", jej nie wolno było. Piąte przykazanie to cnota milczenia. Żona miała odzywać się wyłącznie w sytuacji uzasadnionej potrzeby. Kolejne trzy zasady dotyczyły dbania o dom i trzymania się z daleka od tzw. spraw mężczyzn. Dziewiąte przykazanie to skromność ubioru. Stroić się miał szlachcic, a jego żona ubiorem nie powinna obrażać Boga. Ostatnie polecenie dotyczyło tego, by nie doprowadzać mężów do gniewu. Kobieta winna być spokojną. Autor poradnika sprzed 400 lat tak pouczał kobiety, że zabrakło mu na to miejsca. Część treści znalazła się więc w posłowiu. Tekst powstał na podstawie książki Kamila Janickiego "Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty".