Śledztwo jest prowadzone tak, by prawda nie wyszła na jaw
Ponieważ w swojej pracy zawodowej zajmuję się między innymi postępowaniami prokuratorskimi za czasów PRL, wiem, że prowadzono je właśnie w taki sposób, by nie ujawnić prawdy. I widzę, że w przypadku katastrofy smoleńskiej przyjęto metodologię do złudzenia przypominającą tę, która była stosowana do 1989 r. – robić wszystko, by nic nie wyjaśnić – z Magdaleną Mertą, żoną Tomasza Merty, wiceministra kultury poległego w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Dorota Kania