WAŻNE
TERAZ

Tragiczny wypadek w Warszawie. Nie żyje dziecko

naziści

Polowanie na skarb nazistów. Tajemnicza mapa znaleziona w archiwum
WIDEO

Polowanie na skarb nazistów. Tajemnicza mapa znaleziona w archiwum

Ta ręcznie odrysowana mapa może być kluczem do odkrycia tajemnicy zaginionego w trakcie II wojny światowej skarbu. Mowa o kilku zakopanych skrzyniach pełnych biżuterii, złota, srebra i rubinów, które w 1944 roku padły łupem nazistowskich Niemiec. Holenderskie Archiwum Narodowe w Amsterdamie upubliczniło serię dokumentów, które przez lata były owiane tajemnicą. W jednej z teczek natknięto się na ręcznie narysowaną mapę i opisy miejsca, w którym może być ukryty skarb zrabowany przez nazistów. Temat szybko stał się wiralem w holenderskich mediach społecznościowych. Do niewielkiej wsi Ommeren, ok. 80 km od Amsterdamu, szturmem zaczęli zjeżdżać poszukiwacze skarbów. Przez tereny gminy Buren przetoczył się front II wojny światowej. To właśnie w okolicach Ommeren spadły niemieckie bomby na skarbiec, w którym przechowywano drogocenne przedmioty. Armia Hitlera otrzymała rozkaz grabieży holenderskich skarbów i zakopania ich w okolicznych lasach. Ta niesamowita historia budzi pewne obawy wśród mieszkańców dzisiejszej miejscowości. - Tak, to oczywiście spektakularna wiadomość, która zachwyciła całą wioskę. Przyjeżdżają tu jednak ludzie, którzy stąd nie pochodzą - przyznał Marco Roodveldt, mieszkaniec Ommeren. Od kilku tygodni poszukiwacze skarbów zjeżdżają się do gminy Buren i na własną rękę szukają artefaktów. - Kopią i robią to bez pozwolenia. Powoduje to pewien niepokój we wsi - dodał Roodveldt. Lokalne władze opublikowały na swojej stronie internetowej oświadczenie, informując, że na terenie całej gminy obowiązuje zakaz prowadzenia wykopalisk. Opublikowano również ostrzeżenie przypominające, że teren ten był linią frontu podczas II wojny światowej, a pod ziemią wciąż mogą znajdować się groźne niewybuchy.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Po wojnie nie byli ścigani. Dziennikarze ujawniają nieznane historie zbrodniarzy
WIDEO

Po wojnie nie byli ścigani. Dziennikarze ujawniają nieznane historie zbrodniarzy

Książka "Zbrodnia bez kary" to efekt wspólnej pracy polsko-niemieckich dziennikarzy, którzy zbadali losy bezkarnych wojennych oprawców.- Zbrodnia o której mało kto słyszał, bo ci, którzy ją popełnili, postanowili po wojnie zrobić najmądrzejszą rzecz, czyli zniknąć. Mówimy o nazistach w pierwszych i ostatnich stron gazet, którzy po wojnie nie byli ścigani. Z dwóch powodów. Po pierwsze, sami bardzo dobrze zadbali o to, żeby się nie wychylać - z jednym wyjątkiem. Po drugie, nikt w niemieckim państwie, które po wojnie było pełne dosłownie milionów ludzi z legitymacją NSDAP, nie chciał ich ścigać - opowiadał w programie "Newsroom WP" Michał Gostkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski oraz współautor książki. - Można dowiedzieć się jak skończył kat bydgoskiej inteligencji. Straszny morderca, gestapowiec. Można dowiedzieć się, że stareńka córka jednego z katów Woli nadal uważa, że jej tatuś był "człowiekiem honoru". Sprawdziliśmy i nie był. To powtarza się w wielu historiach rodzin nazistów, do których dotarliśmy - wielu z tych ludzi było ciepłymi ojcami, ale musieli zmywać krew, zanim brali dzieci na ręce. Dla wielu informacja o tym, co robili ich rodzice, była kompletnym szokiem. Postawy są różne - dodał Michał Gostkiewicz. 16 stycznia o godz. 19:00 w Faktycznym Domu Kultury przy Gałczyńskiego 12 w Warszawie odbędzie się spotkanie z autorami książki.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Od kata Polaków do cukiernika. Tak niemiecki zbrodniarz uniknął kary
WIDEO

Od kata Polaków do cukiernika. Tak niemiecki zbrodniarz uniknął kary

Wilhelm Koppe był dowódcą SS i policji w Kraju Warty, później w Generalnym Gubernatorstwie. Cały artykuł przeczytasz na portalu wielkahistoria.pl. Koppe był jednym z niemieckich zbrodniarzy, którzy nigdy nie ponieśli kary za swe czyny. Odpowiadał za śmierć setek tysięcy ludzi w okupowanej Polsce w czasie II wojny światowej. Zaczynał jako handlarz słodyczami, później był posłem, a w czasie okupacji Polski brutalnym szefem aparatu policyjnego. Współodpowiadał za wiele zbrodni. Koppe zlecił m.in. powstanie obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. Słynął z bezwzględności. Podległe mu służby organizowały publiczne egzekucje, zajmowały się mordowania rodzin członków ruchu oporu. Przed końcem wojny Koppe zabiegał o nową tożsamość dla siebie i rodziny. Wszyscy uciekli do Niemiec, udając, że się nie znają. W 1952 r. Niemiec zatrudnił się w fabryce czekolady. Unikał tam rozpoznania, nie mówił o przeszłości. Skupił się na pracy, stale awansując. Ostatecznie został dyrektorem. Wpadł w 1960 r., do końca udając kogoś innego. Po 2 latach wyszedł z aresztu za kaucją. Prokuratura w tym czasie zbierała dowody. W 1964 r. na 348 stronach oskarżono go o współudział w mordowaniu tysięcy osób w czasie II wojny światowej. Ostatecznie do rozprawy jednak nie doszło, a postępowanie z czasem umorzono. Wszystko przez stan zdrowia Niemca i jego rzekome liczne choroby. Koppe zmarł w 1975 r. Do końca życia nie pozostał pociągniętym do odpowiedzialności za swoje zbrodnie w Polsce.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski