mateusz ratajczak

Rewolucja energetyczna. "Polska musi przestać myśleć egoistycznie"
WIDEO

Rewolucja energetyczna. "Polska musi przestać myśleć egoistycznie"

- Polska musi zakończyć myślenie egoistyczne o sobie samej i wziąć się za działania wokół procesu klimatycznego, które prowadzi ONZ - powiedział Kamil Wyszkowski, dyrektor wykonawczy Un Global Compact Network Poland, odpowiadając na pytanie, jaki wpływ możemy mieć na to, co się dzieje z klimatem w odległych krajach. Gość programu "Newsroom" w Wirtualnej Polsce wspomniał o pomyśle utworzenia przez państwa bogatsze, do których należy też Polska, tzw. funduszu wyrównawczego, by niwelować skutki zmian w środowisku dokonanych przez ludzi, np. na zalesianie. Ekspert zaznaczył, że same narzędzia to zbyt mało. Potrzebna jest jeszcze "praktyka". - Mamy narzędzia, nie mamy praktyki międzynarodowej, która by pozwalała podzielić się naszym bogactwem po to, by przyszłe pokolenia ludzi miały gdzie żyć. To jest najwyższy poziom solidarności klimatycznej i empatii, jaki można sobie wyobrazić - powiedział Wyszkowski, zaznaczając, że polski rząd powinien nie tylko dążyć do ograniczania emisji, ale też "wspierać transformację w krajach o niższym poziomie rozwoju". Gość WP przedstawił zaskakujące dane, według których "jeden Hindus ma na swoich plecach plecak z dwutlenkiem węgla o wadze 1,5 tony rocznie, Polak nosi 9 ton, a Amerykanin 15 ton". Ta przepaść wynika z tego, że kraje wysokorozwinięte mnóstwo emitują, bo opierają swoją gospodarkę na energii wytwarzanej z kopalni. Państwami, które mało emitują, są po prostu kraje biedne. Co więcej, okazuje się, że obecnie w globalnym gniazdku płynie prąd, który w 81 proc. składa się z paliw kopalnianych (ropa, węgiel i gaz). Siedem proc. stanowi energetyka jądrowa, a 12 proc. to odnawialne źródła energii. - No i ten stolik musimy wywrócić. Musimy zrobić wielką klimatyczną rewolucję przemysłową, by wywalić poza tę układankę paliwa kopalne - apelował ekspert. Szokujący okazuje się koszt takiej rewolucji, gdyż może on wynieść nawet 2300 miliardów dolarów, a tymczasem do dyspozycji możemy mieć 309 miliardów. Wyszkowski stwierdza jednak, że są to na tyle duże pieniądze, że można od nich zacząć. Dodaje również, że zgodnie z ideą zielonych finansów do tej inwestycji dołożą się także banki rozwoju. - Tak więc pieniądze są, technologie są, trzeba decyzji politycznych - podsumowuje Wyszkowski.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Apokaliptyczne słowa o Ziemi. "Trwa dominacja inwazyjnego ssaka"
WIDEO

Apokaliptyczne słowa o Ziemi. "Trwa dominacja inwazyjnego ssaka"

Aktualna epoka geologiczna "cechuje się absolutną dominacją gatunku inwazyjnego, stałocieplnego ssaka, który nazywa się homo sapiens" - opisał sytuację naszej planety Kamil Wyszkowski, dyrektor Un Global Compact Network Poland. Gość programu "Newsroom" w Wirtualnej Polsce zaznaczył, że Ziemia ma 4,6 mld lat, a ludzie żyją na niej zaledwie od 300 tys., a więc "gatunek człowieka jest tutaj absolutnie na chwilę". Specjalista mówił o groźbie wymarcia naszego gatunku wraz z innymi w ramach kolejnego wielkiego wymierania - tym razem z powodu działalności człowieka. Wyszkowski za główny problem uznał rosnącą populację ludzi, która wkrótce ma wynieść 11 miliardów. To z kolei oznacza, że musi powstać więcej pól uprawnych, pastwisk, trzeba walczyć z globalnym kryzysem wody pitnej oraz wycinką lasów - co roku tracimy ok. 0,8 proc. lasów. "Teraz chodzi o to, by te procesy odwrócić " - powiedział rozmówca WP, wspominając o corocznie organizowanym w Krakowie "zegarze klimatycznym". W tym roku poświęcony jest on lasom i będzie pokazywał na konkretnych liczbach, jak szybko postępuje proces wylesiania. Najgorzej jest w trójkącie Malezja-Tajlandia -Tunezja. Ale jest też dobra wiadomość, bo w Polsce lesistość przyrasta o 2,5 procent. "Tych lasów potrzeba więcej, głównie chodzi o Afrykę, Azję Południowo-Wschodnią, Amerykę Północną oraz o zachodnią Europę. Trzeba walczyć o lasy" - podkreślił.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Monika Mikołajewicz Monika Mikołajewicz
Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum
WIDEO

Reporter WP w Kijowie: Ludzie wracają do stolicy. W tle widać tłum

Do Kijowa wracają ludzie, którzy opuścili miasto w pierwszych tygodniach wojny. Jak mówi korespondent Wirtualnej Polski w Kijowie Patryk Michalski, ludzie czują się bezpieczniej. - Wszyscy tutaj mamy świadomość, że może to być złudne poczucie bezpieczeństwa. Wyczuwa się tu powracającą normalność, ale z drugiej strony w nocy na terenie prawie całego kraju, również w Kijowie, słychać było syreny alarmowe. Ministerstwo obrony wystosowało w nocy komunikat, by nie lekceważyć tego sygnału. To łączenie ze sobą rzeczywistości wojennej i próby powrotu do normalności. Wszyscy mamy poczucie, że zaczyna się drugi etap, kiedy jeszcze nikt tak naprawdę nie wie, jaką strategię przyjmie Rosja, mówię tu o bitwie o Donbas - mówił Patryk Michalski w programie "Newsroom". Mateusz Ratajczak dopytywał jakie informacje dot. wschodu kraju docierają od ukraińskich wojskowych. - Zaczęła się bitwa o Donbas. Jedna z kluczowych, jeśli nie najważniejsza. Rosjanie, po tym jak wycofali się z obwodu kijowskiego, czyniąc tu potężne szkody, mówiąc wprost: przeprowadzili ludobójstwo. Wycofanie to ich porażka. Drugą porażką jest zatopienie "Moskwy". Bitwa o Donbas to kluczowy punkt dla Rosjan, którzy potrzebują sukcesów. Będą próbowali odciąć znaczącą część kraju. Ta bitwa może zadecydować o losach wojny i o tym, jak długo będzie trwała. Jeżeli Rosja odniosłaby sukces w Donbasie, to z pewnością spróbowaliby wrócić tutaj. Jeżeli poniosłaby klęskę, to wiele osób mówi, że po tych trzech klęskach będzie musiała wykonać krok w tył i to może być początek końca wojny. Oczywiście to hipotetyczne scenariusze, bo wojna przynosi codziennie tyle nowych wydarzeń, że nie można powiedzieć jakie będą jej dalsze losy. Nie ma jednak wątpliwości, że bitwa o Donbas jest kluczowa dla Ukrainy, a także dla Europy, dlatego tak ważne jest wsparcie całego świata. Chcę państwu pokazać jeszcze jedną rzecz. Jesteśmy w centrum. Ten tłum jest zdecydowanie większy niż to, co widać w tym momencie na obrazu. To budynek głównej siedziby poczty. Jak państwo się domyślają, ta kolejka stoi po ten znaczek wypuszczony na część tych dzielnych ukraińskich żołnierzy, którzy rosyjski okręt posłali doskonale wiemy gdzie. Ta ich przepowiednia się spełniła. Każdy chce kupić ten znaczek - relacjonował nasz reporter.