jerzy marek nowakowski (strona 3 z 3)

Udział Ukrainy w śledztwie ws. Przewodowa. "Pokłosie śledztwa po katastrofie w Smoleńsku"
WIDEO

Udział Ukrainy w śledztwie ws. Przewodowa. "Pokłosie śledztwa po katastrofie w Smoleńsku"

Czy na relacjach polsko-ukraińskich pozostanie dyplomatyczna rysa po tragedii w Przewodowie? Mateusz Ratajczak pytał o to w programie "Newsroom WP" Jerzego Marka Nowakowskiego, byłego ambasadora RP na Łotwie i w Armenii. - Myślę, że nie. Obie strony, Polska i Ukraina, starały się najwłaściwiej i jak najszybciej zareagować na incydent. Była rozbieżność zeznań ze strony Polski i Ukrainy. To trochę zrozumiałe, bo interpretacja trochę zależy od punktu siedzenia. Ukraińcy mieli na swoich monitorach przede wszystkim wyświetlone rakiety rosyjskie, które leciały na Ukrainę. Leciały m.in. w tym kierunku, w którym nastąpił wybuch. Ta rakieta (...) została strącona, natomiast spadła część sprzętu ukraińskiego. Obie strony podały swoją interpretację, w tej chwili ją uzgodniły - przyznał Jerzy Marek Nowakowski. Wołodymyr Zełenski początkowo mówił, że rakietę do Przewodowa wystrzelili Rosjanie. Zmienił narrację po głosach z Polski i Stanów Zjednoczonych. - Myślę, że to musi wyjaśnić śledztwo. Dobrze by było, gdyby eksperci ukraińscy mogli uczestniczyć w badaniach na terenie powiatu hrubieszowskiego, bo spadły szczątki rakiety. Eksperci mogą ocenić co to jest. Myślę, że po zbadaniu miejsca, wątpliwości nie będzie. Ważne, by strona ukraińska miała poczucie, że jest dopuszczona do informacji. Śledztwo ma być śledztwem polskim. Definiowanie czyje to śledztwo jest również w pewnej mierze pokłosiem po katastrofie w Smoleńsku. Tutaj trzeba jasno powiedzieć, że śledztwo jest śledztwem polskim, strona polska bierze odpowiedzialność za publikację wyników, a nasi sojusznicy muszą być dopuszczani do informacji, żeby nie czuli się oszukiwani w jakimkolwiek momencie - ocenił były ambasador.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Ambasador Rosji był w MSZ. Zaskakujące słowa polskiego dyplomaty
WIDEO

Ambasador Rosji był w MSZ. Zaskakujące słowa polskiego dyplomaty

Rosjanie wykorzystują propagandowo zachowanie polskich władz - tak w programie "Newsroom WP" stwierdził Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP na Łotwie i w Armenii. W rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem były dyplomata przyznał, że reakcja polskich władz na tragedię w Przewodowie była histeryczna. - Wykorzystują naszą nerwową reakcję i wezwanie ambasadora. Gdzieś pojawiły się nagrania z tej wsi, gdzie rzekomi - bo nie prawdziwi - rozmówcy Rosjan mówią po ukraińsku - powiedział Jerzy Marek Nowakowski. Prowadzący dopytywał, czy wezwanie ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa do Ministerstwa Spraw Zagranicznych było pochopnym posunięciem. - To jest zbyt delikatne określenie. Jeżeli mieliśmy wiedzę, a wszystko wskazuje na to, że ją mieliśmy, że nie jest to najprawdopodobniej rakieta rosyjska, to wzywanie o północy rosyjskiego ambasadora było zachowaniem absurdalnym i obliczonym na przedziwne propagandowe efekty. Jeżeli wiemy, że to nie Rosjanie, to po co sami nakręcamy aferę, którą przeciwnik jest w stanie wykorzystać? Rosja jest odpowiedzialna za wiele rzeczy, ale w tej kwestii nie wygląda na to, by Rosjanie ponosili bezpośrednią odpowiedzialność, więc dlaczego wzywać ambasadora Rosji w trybie nagłym, po to, by mu wręczyć jakąś notę, że są ogólnie odpowiedzialni? Są odpowiedzialni za wojnę, za ludobójstwo, natomiast to był element nakręcania psychozy wokół tego zdarzenia. Psychozy głęboko szkodliwej. Ta psychoza jest szkodliwa z punktu widzenia stanu psychicznego społeczeństwa polskiego i z punktu widzenia naszych interesów narodowych. Gdy coś się naprawdę zdarzy, to być może prezydent Stanów Zjednoczonych czy innego państwa powie, by nie budzić go w środku nocy, gdy dzwoni Andrzej Duda - dodał były ambasador.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Rafał Mrowicki Rafał Mrowicki
Ruch Putina. Były dyplomata: nawet Hitler tego nie robił
WIDEO

Ruch Putina. Były dyplomata: nawet Hitler tego nie robił

Na Placu Czerwonym w Moskwie ma odbyć się wiec poparcia dla decyzji o aneksji części terytorium Ukrainy. W piątek Putin ma podpisać porozumienie w tej sprawie z czterema okupowanymi regionami Ukrainy, w których w ostatnich dniach zostały przeprowadzone pseudoreferenda. Wszystko wskazuje na to, że Putin ma zamiar ogłosić wielki sukces tzw. operacji specjalnej na Ukrainie. - A co ma innego do roboty? Ponosi porażki na froncie, widoczne również dla jego obywateli. Wobec tego musi ogłosić sukces i ten sukces będzie świętował na Placu Czerwonym - stwierdził w programie "Newsroom" w WP Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii. - Rzeczywiście, wygląda to satyrycznie, no ale nie jestem pewien, czy wygląda to satyrycznie dla milionów Ukraińców mieszkających na wschodzie i południu Ukrainy - dodał gość programu "Tłit". Były polski ambasador sprzeciwił się nazywaniu referendum głosowania, które odbyło się na okupowanych przez Rosję terenach. - Trudno, żeby mogło się odbyć głosowanie na terenie objętym wojną, na terenie, który nie jest w całości opanowany przez wojska rosyjskie, z którego setki tysięcy, jeśli nie miliony ludzi wywieziono. Kolejne miliony uciekły. Jest to naruszenie wszelkich międzynarodowych konwencji. Nawet Hitler w okresie II wojny światowej nie przeprowadzał referendum na terenie Wielkopolski, tylko ją przyłączył. To jest wyłącznie naśladowanie tego draństwa, którego dopuścił się Stalin po pakcie Ribbentrop-Mołotow na obszarze państw bałtyckich, Polski i Rumunii - dodał Jerzy Marek Nowakowski.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Violetta Baran Violetta Baran
Niemcy a Rosja. "Nastąpiła rewolucja mentalna"
WIDEO

Niemcy a Rosja. "Nastąpiła rewolucja mentalna"

Uzależnienie się od Rosji to był błąd - przyznał kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Czy to daje nadzieję, że Niemcy będą utrzymywać jeden wspólny europejski kurs ws. Ukrainy? - Z Niemcami mamy kłopot. Muszę przyznać, że z jednej strony bardzo mnie irytuje taka niemądra antyniemiecka retoryka obecnego rządu, a z drugiej strony mogą nas irytować i irytują pewne zachowania polityków niemieckich. Co do tego, co powiedział Scholz, myślę, że Niemcy mają świadomość, że uzależnienie od Rosji było złe, i to jest prawda. W Niemczech nastąpiła rewolucja mentalna pod tym względem - stwierdził w programie "Newsroom" WP Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii. - Nie do końca, bo np. pani kanclerz Merkel broniła polityki wobec Rosji prowadzonej za czasów jej rządów i ma dużo sojuszników w tej opowieści, ale generalnie Niemcy mają świadomość, że poszli zdecydowanie za daleko we współpracy z Rosją, po prostu uzależnili się i będą z tego uzależnienia wychodzili. Pytanie brzmi: jak szybko i na ile silne jest lobby, które będzie temu przeciwdziałało - dodał. - Proszę pamiętać, że jednym z filarów niemieckiego sukcesu gospodarczego ostatnich kilku dziesięcioleci było to, że Niemcy miały przewagę konkurencyjną w postaci bardzo taniej energii importowanej z Rosji. Niemcy mają tego świadomość. Wiedzą, że zapłacą teraz wysoką cenę - mówił gość programu "Newsroom". - To jest jedna strona medalu, a druga jest taka, że kanclerz Niemiec zaczął snuć opowieści o niemieckim przywództwie w zjednoczonej, sfederalizowanej Europie trochę przedwcześnie. Myślę, że Europa powinna się coraz bardziej integrować, ale tego typu zapowiedzi, zwłaszcza w połączeniu z jednoznaczną opowieścią o niemieckim przywództwie, bardzo wiele krajów, szczególnie z naszego regionu, pamiętających historię, będą po prostu zniechęcać. To jest pewien błąd, ta różnica narracji na wewnątrz i na zewnątrz. Scholz musi w jakiś sposób sprzedać tę rewolucję w odniesieniu do Rosji swoim obywatelom. Sprzedaje to jednak niezbyt mądrze, szczególnie, że ta rewolucja bardziej zachodzi w sferze retorycznej, niż w sferze faktycznej. Na fakty będziemy musieli poczekać - dodał Jerzy Marek Nowakowski.
Violetta Baran Violetta Baran
Ci żołnierze idą w Rosji na front. "Stają się mięsem armatnim"
WIDEO

Ci żołnierze idą w Rosji na front. "Stają się mięsem armatnim"

- Wojna, która się toczy, to nie tylko bohaterska walka żołnierzy ukraińskich, to jest w dużym stopniu wojna informacyjna. Wojna o przekonanie społeczeństw, szczególnie demokratycznego Zachodu, do jednej z wersji narracji na temat konfliktu, na temat Ukrainy, na temat relacji świata zachodniego z Ukrainą i Rosją - stwierdził w programie "Newsroom" w WP Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii. - Rosjanie konsekwentnie powtarzają zestaw fake newsów, który jest ugruntowany na tym, że Rosja jak zawsze jest krajem napadniętym, który broni siebie i całego świata przed jakimś mitycznym nazizmem, faszyzmem czy dowolnym innym "izmem", który jest wnoszony do świata zachodniego przez agresywne Stany Zjednoczone i ich sojuszników takich jak Polska - dodał. Jego zdaniem rosyjskie media są tubą tego, co dyktuje Kreml. - Choć chyba również są wyrazem tego, co na Kremlu myślą, bo przyznam się, że w kontaktach z rosyjskimi politykami, przedstawicielami rosyjskich elit rządzących, nigdy nie spotkałem ludzi, którzy uważaliby Ukrainę za coś odrębnego - dodał. - Było takie słynne rosyjskie powiedzonko, że "kurica nie ptica, Polsza nie zagranica". To tym bardziej Ukraina to "nie zagranica", tylko część Rosji - mówił gość programu "Newsroom". Były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii zwrócił też uwagę, że ogromna część armii rosyjskiej to armia kontraktowa. - "Kontraktnikami", jak to się w Rosji nazywa, najczęściej są ludzie z obszarów biedniejszych. Zamożny przedstawiciel moskiewskiej klasy średniej nigdy nie zapisze się do wojska. Natomiast dla mieszkańca Buriacji dochody porównywalne z dochodami kierownika dużego sklepu czy przedsiębiorstwa to są dochody bardzo atrakcyjne. Dlatego ci ludzie zaciągaj się do wojska i idą na front. To jest wynik tego, że Rosja składa się tak naprawdę z dwóch Rosji: Petersburga i Moskwy, w miarę zamożnych cały czas, i potwornie biednej, zdemolowanej prowincji. Dlatego ci przedstawiciele prowincji idą do wojska, a potem stają się mięsem armatnim. Do tego dodajmy taki "rys rasistowski". Dużo łatwiej jest wysłać na pierwszą linię frontu Jakuta czy Buriata niż rodowitego Rosjanina - stwierdził Jerzy Marek Nowakowski.
Violetta Baran Violetta Baran
"Może jestem kretynem". Obruszenie po słowach Morawieckiego do Macrona
WIDEO

"Może jestem kretynem". Obruszenie po słowach Morawieckiego do Macrona

Premier Mateusz Morawiecki w emocjonalnym wystąpieniu skrytykował prezydenta Francji Emmanuela Macrona za nieskuteczne rozmowy z Władimirem Putinem. - Negocjowalibyście z Hitlerem, ze Stalinem? - pytał. Macron nazwał komentarz "skandalicznym" i oskarżył Morawieckiego o ingerowanie we francuską kampanię wyborczą. Wymianę zdań komentował w programie "Newsroom" WP Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski w Łotwie i w Armenii. - Myślę, że Macron zapamięta te słowa. Będzie podobnie jak ze słynną opowieścią o tym, jak to uczyliśmy Francuzów jeść widelcem i nożem. Będzie to jakoś przekładało się na nasze relacje - ocenił. Nowakowski stwierdził, że polski premier "nie grzeszy zręcznością" przy tych atakach. - Przypomnę, że ze Stalinem negocjowali wszyscy, przez długi czas negocjowano też z Hitlerem. Mimo że premier Morawiecki jest absolwentem historii, to jakoś pamięta ją wysoce wybiorczo - oznajmił. - Na Boga, jeśli Polska chce prowadzić w Europie politykę, a rozumiem, że jednak chce, to bez Francji i Niemiec tej polityki europejskiej prowadzić się nie da. Można sobie tupać na użytek wewnętrzny, tylko to potem bardzo szkodzi w relacjach na zewnątrz - podkreślił Nowakowski. - Rzeczywiście wydaje się, że te słowa polskiego premiera mają być wsparciem dla politycznej przyjaciółki, jaką jest dla rządzącej partii Le Pen. Pamiętajmy tylko, że Le Pen chce wyjścia Francji z NATO, chce rozwiązania UE. Czy to jest polski interes? Głęboko w to wątpię. Jeśli to jest polski interes, to być może jestem po prostu kretynem, który nie rozumie polskiej racji stanu i polskiej polityki - mówił były ambasador. - Nie dziwię się, że Macron zareagował tak, jak zareagował - podsumował.
Natalia Durman Natalia Durman
Haniebne wystąpienie ambasadora Rosji w Polsce. "Absurd"
WIDEO

Haniebne wystąpienie ambasadora Rosji w Polsce. "Absurd"

W środę do MSZ został wezwany ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew. Po wyjściu z resortu dyplomata odpowiedział na kilka pytań dziennikarzy. Nie obyło się bez oczywistych kłamstw na temat wojny w Ukrainie. Andriejew stwierdził m.in., że "obrazy z atakami na ludność cywilną to inscenizacja". - Każdy, kto obserwuje wojnę Rosji z Ukrainą, doskonale wie, że jest to absurd. To opowieść na poziomie opowieści tropicieli teorii spiskowych, że lądowanie Amerykanów na księżycu zostało zainscenizowane w Hollywood. Opowieść dla grupki wyznawców teorii spiskowych, nie dla kogokolwiek, kto ma cień pojęcia o obiegu informacji - komentował w programie "Newsroom" WP Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador w Łotwie i w Armenii. Jak powiedział, "opowieść ambasadora jest po prostu niewiarygodna". - Ambasador nie mówi tak naprawdę do nas, tylko do swoich szefów. Mówi to, co mu kazali, żeby wykazać się przed swoimi własnymi władzami. To jest choroba państw totalitarnych i autorytarnych - podkreślił Nowakowski. Były ambasador odniósł się też do informacji, że Polska wydali 45 rosyjskich dyplomatów podejrzanych o działalność szpiegowską. - To wydalenie ma sens, dlatego że w tej chwili wywiad rosyjski jest niesłychanie zintensyfikowany na kierunku polskim, bo przez Polskę idzie pomoc, Polska jest politycznie aktywna. (...) Ich wysłanie powoduje porwanie pewnych nici informacyjnych - podkreślił Nowakowski. Były ambasador nie ma wątpliwości, że nastąpi odwet ze strony Rosji, która wydali taką samą liczbę osób na podobnych stanowiskach. - Jeżeli w rosyjskich mediach snują opowieści o tym, jak to Warszawa zostanie zmieciona z powierzchni ziemi przez rosyjską broń atomową, nie liczyłbym na gesty przyjazne, raczej na gesty bardzo nieprzyjazne - podsumował.
Natalia Durman Natalia Durman