didaskalia (strona 6 z 7)

Zełenski jest dyktatorem? "Dla niego jest ważne, by mieć poparcie"
WIDEO

Zełenski jest dyktatorem? "Dla niego jest ważne, by mieć poparcie"

- Na pewno nie był dyktatorem, ale jest to polityk-populista. Dla niego jest ważne, by mieć to poparcie i to na szczęście dla niego i całej Ukrainy. W sytuacji, kiedy on podejmował jakieś decyzje, ale spotykał się z aktywnym sprzeciwem społecznym, to zazwyczaj jest skłonny wycofać się wtedy i to jest cecha, która go uratowała. Teraz też taki jest. Jego ekipa stara się wyłapywać te nastroje i podejmować działania, by nie dochodziło do wybuchów społecznych - mówił ukraiński publicysta Mikołaj Susujew o prezydenturze Wołodymyra Zełenskiego. Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 2019 roku Wołodymyr Zełenski skutecznie umocnił swoją pozycję, gdy jego partia, Sługa Ludu, zdobyła większość w parlamencie, eliminując potrzebę koalicji. W programie "Didaskalia" dziennikarz WP Patrycjusz Wyżga rozmawiał o prezydenturze Zełenskiego z Mikołajem Susujewem, który od 18 lat mieszka w Polsce. Ekspert zdradził, że Zełenskiego nie można nazwać dyktatorem, ponieważ w krytycznych przypadkach starał się zawsze iść za głosem społeczeństwa. Wojna z Rosją znacząco zwiększyła jednak prerogatywy prezydenta. Wprowadzenie stanu wojennego ograniczyło działalność partii politycznych i skupiło decyzje strategiczne w rękach Zełenskiego i jego administracji, co od miesięcy rodzi trudne pytania opinii publicznej. Zachęcamy do obejrzenia całego odcinka programu "Didaskalia" na platformie YouTube, by dowiedzieć się więcej, jakim prezydentem jest Zełenski.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Ostatni cios Bidena w Putina. Były dyplomata o znoszeniu sankcji przez Polskę
WIDEO

Ostatni cios Bidena w Putina. Były dyplomata o znoszeniu sankcji przez Polskę

To ostatni taki ruch Bidena i pożegnalny cios w Rosję i Putina. Administracja ustępującego prezydenta USA ogłosiła nowy pakiet sankcji uderzający w Kreml. Cios, mający uderzyć w rosyjskie firmy naftowe i przemysł energetyczny. - Zasadniczo nie zmieni jakoś sytuacji, natomiast ma to być takie zabezpieczenie przed nową prezydenturą, na wypadek, gdyby Donald Trump postanowił sankcje znosić - powiedział w programie "Didaskalia" Witold Jurasz, dziennikarz, były dyplomata w Rosji i na Białorusi. Rozmówca Patrycjusza Wyżgi przyznał, że prognozowanie, jaka to będzie prezydentura Trumpa jest dziś bardziej "zadaniem dla wróżki, niż dla analityka". Jurasz zwrócił jednak uwagę na konieczność wcześniejszego przygotowania się Polski do znoszenia sankcji. - Trzeba liczyć się z tym, że wszystkie sankcje w którymś momencie, jeżeli Zachód dojdzie do porozumienia z Rosją ws. Ukrainy, nie będą do utrzymania. Polska powinna opracować taką ścieżkę zejścia z sankcji. Lepiej, żebyśmy my to opracowali, a nie np. nasi niemieccy przyjaciele - tłumaczył Witold Jurasz. - My możemy zrobić tak, żeby na początku schodzić z tych sankcji bardziej symbolicznie, a te uderzające w rosyjską gospodarkę zostawić na koniec, bo Niemcy zrobią dokładnie na odwrót - podsumował publicysta i były dyplomata. Więcej w programie "Didaskalia". Obejrzyj całą rozmowę na kanale na YouTube.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Sikorski wymownie podsumował Trzaskowskiego. "Mam mocniejsze karty"
WIDEO

Sikorski wymownie podsumował Trzaskowskiego. "Mam mocniejsze karty"

- Rafał Trzaskowski ma prawo do próby odegrania się za porażkę w 2020 roku i ja to rozumiem. Uważam, że w 2020 roku on był optymalnym kandydatem, bo chodziło o praworządność, bo rządził PiS, a on był jedynym ważnym politykiem opozycji, ale dzisiaj czasy się zmieniły, bo zrobiło się niebezpiecznie. Ja w dziedzinie bezpieczeństwa, obiektywnie rzecz biorąc mam mocniejsze karty - mówił minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w programie "Didaskalia". Platforma Obywatelska postanowiła, że kandydat na prezydenta z partii zostanie wyłoniony w prawyborach. Dziennikarz WP Patrycjusz Wyżga zapytał szefa polskiej dyplomacji, co sądzi o swoim przeciwniku Rafale Trzaskowskim. Zdaniem ministra spraw zagranicznych, aktualny prezydent Warszawy był dobrą opcją na fotel prezydenta, ale w 2020 roku. Jak mówi Sikorski, "dziś czasy się zmieniły", dlatego jego zdaniem ma on "mocniejsze karty", by startować w wyborach prezydenckich w 2025 roku. Sikorski swoją tezę podsumował wymownym porównaniem. - Gdyby pan wybierał przewodnika po Warszawie i chciałby pan zwiedzić Muzeum Sztuki Współczesnej, to nawet ja bym wybrał Rafała Trzaskowskiego. Gdyby pan chciał zwiedzić Muzeum Wojska Polskiego, to ja się już bardziej nadaję - skomentował z uśmiechem szef MSZ. Obejrzyj całą rozmowę na kanale "Didaskalia" na platformie YouTube.
Tomasz Waleński Tomasz Waleński
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
WIDEO

Niepokojące zjawisko z Chin zagraża Europie? Ekspert wyjaśnia

Mateusz Chrobok, specjalista z zakresu cyberbezpieczeństwa, w programie Wirtualnej Polski "Didaskalia" odniósł się do niepokojącego zjawiska w Chinach, które od lat nie szanują prywatności obywateli. A dziś wynoszą inwigilację na zupełnie nowy poziom. Chodzi o tak zwany scoring - system monitorowania, który jednocześnie ocenia konkretne zachowania mieszkańców pod kątem zgodności z prawem oraz zasadami współżycia społecznego. - Miałem okazję być w Chinach. Tych kamer rzeczywiście jest mnóstwo, opresyjnie czujesz ciężar na plecach - powiedział rozmówca Patrycjusza Wyżgi. Specjalista od cyberbezpieczeństwa podzielił się historią związaną właśnie z chińskim monitoringiem. Opowiedział, że kamery "łapią ludzi, którzy w ramadan poszczą". - Czyli nawet, jeżeli ty nie chcesz się ujawnić ze swoją religią, to one na podstawie zachowania śledzą daną osobę. Są w stanie powiedzieć: a ten ziomek nie pił i nie jadł tam przez jakiś czas, więc klasyfikujemy go jako wyznawcę tej, a nie innej religii - opowiada Chrobok. Ekspert zastrzegł jednak, że tak rozbudowany system monitoringu można spotkać już nie tylko w Chinach. Podobnie dzieje się np. w Wielkiej Brytanii. - W Londynie nie czujesz się lepiej, bo tam też system jest w pełni zautomatyzowany - wyjaśnił Chrobok, zaznaczając, że "scoring" tworzy "silną asymetrię między tobą a państwem". Gość programu zaapelował, by dbać o własną prywatność i nie pozwalać na to, by była ona kontrolowana właśnie przez takie systemy. - Tak, jak ufam osobom, które gdzieś tam, w takim czy innym miejscu, zarządzałyby takim systemem, tak są błędy, są też włamania. To może pójść w bardzo złą stronę - ostrzegł.
Ekspert ostrzega. "Jesteśmy w sytuacji cichej wojny"
WIDEO

Ekspert ostrzega. "Jesteśmy w sytuacji cichej wojny"

Mateusz Chrobok, specjalista z zakresu cyberbezpieczeństwa, był gościem programu Wirtualnej Polski "Didaskalia". Opowiedział o tym, jak cyberprzestępcy mogą zagrażać bezpieczeństwu całego państwa. Jako jeden z aktualnych przykładów podał obecność Rosji w mediach społecznościowych. - Zaprzęgliśmy sztuczną inteligencję do tego, żeby badać, co tam wychodzi z różnych botów na Twitterze i w innych miejscach. I okazało się, że są przekazy, które z tygodnia na tydzień miały powodować konkretne reakcje u społeczeństwa - tak ekspert opisuje działania wykrywające rosyjską propagandę. Zaznaczył, że rosyjskie przekazy były doskonale przygotowane. Ich celem było m.in. przekonywanie polskiego społeczeństwa, że Ukraińcy to innowiercy, że ukraińskie kobiety "zabierają" polskich mężczyzn lub też mogą liczyć na jakieś profity w polskich sklepach. Były to dezinformacje, które miały celować w określone grupy społeczne i powodować określone reakcje. Jak zaznaczył gość WP, takie sytuacje, jak panika w związku z brakiem pieniędzy w bankomatach czy brakiem paliwa na stacjach po wybuchu wojny, były pokłosiem rosyjskiego ataku w cyberprzestrzeni. Chrobok opowiadał o praktykach, zgodnie z którymi Rosjanie zakładali różne konta w mediach społecznościowych, udające oficjalne profile polskich miast. To właśnie za ich pośrednictwem przekazywano fałszywe informacje. Gość "Didaskaliów" ostrzegł także, że Polska znajduje się w stanie cyberwojny z Rosją, której na co dzień możemy nie dostrzegać. - Jesteśmy w sytuacji cichej wojny w cyberprzestrzeni. Patrząc po efektach, radzimy sobie całkiem nieźle. Nie mieliśmy braków prądu, nie mieliśmy załamania dostępności usług kluczowych - tłumaczył Chrobok, jednocześnie potwierdzając, że ataki na instytucje pojawiają się regularnie. - Wiem od kolegów, którzy pracują w różnych miejscach, że tam w pewnych momentach było naprawdę grubo - dodał.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
WIDEO

Ekspert o przyjaźni z Ukrainą: Przestańmy liczyć na prezenty

Patrycjusz Wyżga w programie "Didaskalia" rozmawiał z Wojciechem Balczunem - byłym prezesem PKP Cargo i kolei ukraińskich. Wśród poruszanych tematów były stosunki polsko-ukraińskie. Gość WP odniósł się do tezy, że przyjaźń polsko-ukraińska już się zakończyła, mimo że jeszcze niedawno Polska nazywana była "mocarstwem humanitarnym" dzięki pomocy udzielanej Ukraińcom. Ekspert zwrócił uwagę na to, że Polacy nie potrafili wykorzystać możliwości, jakie stwarzał okres wzmożonej pomocy dla Ukrainy. Jego zdaniem zamiast działać i budować fundamenty pod przyszłe wspólne projekty, czekaliśmy na prezenty i podziękowania. - Mamy tendencję do myślenia w takich kategoriach, że coś nam się należy, że my wykonaliśmy taką fantastyczną robotę […], i że to będzie paliwo, które będzie napędzało te nasze relacje i nie wiadomo, jak długo - tłumaczył Balczun, dodając, że nie należy liczyć na to, że Ukraina sama z siebie "spłaci dług". - Tak po prostu nie ma. Nawet, jeżeli by tak miało być, i fajnie, żeby tak było, to ja wychodzę z założenia takiego, że nie powinno się na to liczyć. Powinno się od razu myśleć bardzo pragmatycznie i szukać rozwiązań, które bardziej nas skleją i wymuszą pewne rzeczy […] a nie że nagle coś dostaniemy w prezencie, bo się fajnie zachowaliśmy - dodał. Były prezes PKP Cargo rzucił ponadto zaskakujące słowa, według których przyjaźń między Polską a Ukrainą nie skończyła się, bo tak naprawdę nigdy nie istniała w takiej formie, w jakiej rozumiemy to słowo. Ta przyjaźń "była potrzebna Ukrainie i prezydentowi Ukrainy. Była potrzebna do pobudzania ducha narodowego, że tu, proszę, jesteśmy bracia, no to nie jesteśmy sami. To było mega ważne dla nich" - oznajmił gość "Didaskaliów". Jednocześnie jednak zaznaczył, że sam osobiście zna wielu Ukraińców, którzy mają bardzo pozytywny stosunek do Polski oraz Polaków.
WIDEO

Były szef kolei o korupcji w Ukrainie: Nie wyszedłem z szabelką na czołgi

- Największym problemem kolei w Ukrainie była korupcja na wielką skalę - stwierdził Wojciech Balczun, który przez półtora roku pełnił funkcję prezesa kolei ukraińskich, wcześniej zaś brał udział w reformowaniu PKP Cargo. Ekspert był gościem Patrycjusza Wyżgi w programie WP "Didaskalia". Jak opisał to w rozmowie, korupcja polegała na takim sposobie zarządzania firmą, "żeby określone struktury mogły zarabiać więcej niż to było uzasadnione". Stwierdził, że jako prezes tamtejszych kolei właśnie z korupcją miał do przejścia najcięższą batalię. - Ja też nie byłem jakimś naiwniakiem, który wyszedł z szabelką na czołgi. Miałem świadomość, że to jest bardzo delikatne i muszę uważać na siebie, mam rodzinę - opowiadał Balczun o swoich działaniach w Ukrainie. Jako przykład korupcji w kolejach ukraińskich podał zakup paliwa do lokomotyw. - Kupowaliśmy to paliwo 20 proc. powyżej ceny rynkowej. My powinniśmy kupować 20 proc. poniżej ceny rynkowej - wymienił ekspert. Aby zmniejszyć stratę i zarazem wymiar korupcji, Balczun dążył do tego, by choć w niewielkim stopniu zbliżyć się do ceny rynkowej tego paliwa. Jednocześnie zaznaczył, że w momencie swojej pracy u wschodniego sąsiada Ukraina nie była już tym państwem, co w latach 90. - Ukraina się rozwijała, zaczął być widoczny wzrost gospodarczy. Społeczeństwo zaczęło też to odczuwać - opowiadał gość WP. Zanikał podział na bogate elity i bardzo biedne klasy społeczne. Zaczęła kształtować się klasa średnia. Balczun zaznaczył jednak, że "taki system był zagrożeniem dla tych dyktatorskich wschodnich modeli, tych wąskich elit najbogatszych".