Trwa ładowanie...

Bitwa samorządowa [OPINIA]

Kwietniowe wybory samorządowe będą sprawdzianem, czy korzystne ostatnio dla Trzeciej Drogi sondaże zmaterializują się w postaci adekwatnej liczby radnych w sejmikach. Jednak tym razem nie będzie też taktycznego wsparcia ze strony KO dla ludzi Hołowni i Kosiniaka-Kamysza - pisze dla Wirtualnej Polski prof. Antoni Dudek.

Przedstawiamy różne punkty widzenia
Marszałek Sejmu Szymon Hołownia i premier Donald Tusk
Marszałek Sejmu Szymon Hołownia i premier Donald Tusk Źródło: Licencjodawca, fot: Jacek Dominski/REPORTER
d3yg1lm
d3yg1lm

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Nigdy w dziejach III Rzeczpospolitej nasi samorządowcy nie musieli czekać tak długo na ocenę ich działalności przez wyborców, jak w ostatnich latach.

Podjęta przez ekipę Kaczyńskiego decyzja o wydłużeniu ich kadencji do pięciu lat da się jeszcze jakoś uzasadnić, zwłaszcza że towarzyszyło jej sensowne ograniczenie długości rządów prezydentów, burmistrzów oraz wójtów do dwóch kadencji.

Natomiast skandaliczna decyzja poprzedniego Sejmu, o przedłużeniu trwającej od 2018 r. obecnej kadencji samorządów, pod żałosnym pretekstem rzekomej niezdolności PKW do zorganizowania jesienią 2023 r. dwóch elekcji, których daty mogło od siebie dzielić aż sześć tygodni, przejdzie już do historii jako przykład spektakularnego partyjniactwa.

d3yg1lm

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Koalicja ma plan na TK. Poseł o kulisach operacji

W rzeczywistości politykom PiS chodziło o to, aby wybory samorządowe - w których ta partia z racji słabego poparcia w dużych miastach nigdy nie wypadała najlepiej - nie wpłynęły na wyborców podczas głosowania w znacznie ważniejszych wyborach parlamentarnych. A przy okazji, aby cała nasza klasa polityczna nie była narażona na dyskomfort decydowania, czy będą kandydować do samorządu, czy jednak do parlamentu.

Teraz zaś, gdy już wiadomo, kto się załapał na fotel w cyrkowym budynku przy ul. Wiejskiej, ci, którzy mieli mniej szczęścia, mogą powalczyć o mniej prestiżowe (co nie znaczy, że mniej intratne) stanowiska w samorządzie.

d3yg1lm

Bez władzy w Warszawie trudno będzie przekupywać

Jednak 15 października okazało się, że kuglowanie terminem wyborów nie uchroniło PiS przed utratą większości w Sejmie. Może się zaś zdarzyć, że w kwietniu wyborcy ukażą partię Kaczyńskiego, dziś rządzącą w sześciu sejmikach wojewódzkich, jeszcze surowiej. Jeśli bowiem PiS straci w nich samodzielną większość, to - wzorem Sejmu - prawdopodobnie nawet posiadanie największej liczby radnych (w takich bastionach jak Podlasie czy Podkarpacie), nie da gwarancji znalezienia koalicjanta.

Tym bardziej że bez władzy w Warszawie politykom PiS trudno będzie przekupywać poszczególnych radnych w stylu, jaki poznaliśmy w 2018 r. w sejmiku śląskim, gdy głos brakujący do przejęcia kontroli nad województwem dostarczył formacji Kaczyńskiego radny KO Wojciech Kałuża.

Jeśli zaś PiS straci władzę nawet w tych regionach, w których cieszy się największym poparciem, wówczas coraz wyraźniejszy kryzys tej formacji ulegnie pogłębieniu.

Stanie się to na kilka tygodni przed kolejnymi wyborami, czyli tymi do Parlamentu Europejskiego. Jakoś nie słychać z szeregów PiS biadolenia, że PKW nie zdoła w tak krótkim czasie po wyborach samorządowych przeprowadzić kolejnej elekcji, choć wiadomo, że te pierwsze - z racji złożoności - są organizacyjnie najtrudniejsze. Nie słychać go nie tylko dlatego, że daty wyborów do PE nie da się przesunąć, ale także i z tego względu, że w PKW wciąż dominują członkowie wybrani tam przez pisowską większość, a prezydent Duda zwleka z zaprzysiężeniem większości jej nowego składu, wybranego w grudniu przez nowy Sejm.

d3yg1lm

Co znamienne, politykom PiS nie przeszkadza, że stara PKW działa od dawna w niepełnym składzie. Przeszkadza im natomiast, podobnie jak prezydentowi, brak w Sejmie posłów Kamińskiego i Wąsika.

Co Czarzasty wmówił działaczom Lewicy?

Jednak powody do troski przed kwietniowymi wyborami mają też politycy innych formacji. Decyzję Tuska o niezawieraniu sojuszu Koalicji Obywatelskiej z Lewicą, należy widzieć jako element gry na jej dalsze osłabienie.

Wprawdzie po 15 października Włodzimierzowi Czarzastemu udało się zręcznie wmówić działaczom swojej partii, że pod jego przewodem odnieśli sukces, bowiem po osiemnastoletniej przerwie niektórzy z nich znów pojawią się w rządzie, ale twarde fakty są takie, że Lewica ma o połowę mniej posłów niż w poprzednim Sejmie. A teraz za sprawą ruchu premiera może też wypaść z wielu sejmików.

Kwietniowa bitwa samorządowa będzie też sprawdzianem, czy korzystne ostatnio dla Trzeciej Drogi sondaże zmaterializują się w postaci adekwatnej liczby radnych w sejmikach. Wiadomo bowiem, że część wyborców KO zagłosowała 15 października taktycznie na kandydatów TD w obawie, że ta koalicyjna formacja może nie pokonać progu 8 proc., co znacząco wzmocniłoby wynik PiS.

d3yg1lm

Trochę dziegciu w beczce KO

Teraz takiej obawy już nie będzie, nie będzie też zatem taktycznego wsparcia dla ludzi Hołowni i Kosiniaka-Kamysza. W jeszcze trudniejszym położeniu niż TD wydaje się być osamotniona Konfederacja, za którą ciągnie się nierozwiązany wciąż definitywnie problem Grzegorza Brauna.

Na tle wszystkich tych formacji najlepiej zdają się rysować wyborcze szanse Koalicji Obywatelskiej. Jednak także i w tej beczce politycznego miodu może się pojawić trochę dziegciu.

Po pierwsze nie jest jasne, jak potoczą się losy walki o sukcesję po kończącym swoje ponad dwudziestoletnie rządy nad Krakowem Jackiem Majchrowskim. Kandydat KO na prezydenta tego miasta, poseł Aleksander Miszalski, nie jest bowiem sondażowym faworytem. Tym ostatnim pozostaje oczywiście w Warszawie Rafał Trzaskowski, ale on z kolei ma bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę. W 2018 r. wygrał bowiem już w pierwszej turze i jeśli w tym roku tego rezultatu nie powtórzy - a mieszkańcy stolicy mogą mieć powody do niezadowolenia, chociażby z powodu ślimaczących się remontów - to nad jego prezydenckimi aspiracjami w 2025 r. pojawi się znak zapytania.

d3yg1lm

A KO nie ma i nie będzie w najbliższym czasie miała lepszego kandydata na prezydenta RP.

Prof. Antoni Dudek dla Wirtualnej Polski

Antoni Dudek - profesor nauk humanistycznych, politolog i historyk, obecnie związany z Uniwersytetem im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Prowadzi na YouTube kanał "Dudek o Historii". Autor wielu książek o najnowszej historii Polski i jej systemie politycznym. Właśnie ukazała się jego nowa książka "Historia polityczna Polski 1989-2023"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d3yg1lm
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

WP Wiadomości na:

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3yg1lm
Więcej tematów