tłit (strona 63 z 217)

"W Polsce mamy dwa głazy milowe". Ostre słowa o Ziobrze i Morawieckim
3:48

"W Polsce mamy dwa głazy milowe". Ostre słowa o Ziobrze i Morawieckim

W wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej szefowa KE Ursula von der Leyen przyznała, że obecna ustawa o sądownictwie nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innych sędziów bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Według niej, żeby otrzymać pieniądze z KPO, należy te kwestie rozwiązać. – Warunki pozyskania tych pieniędzy negocjował premier Mateusz Morawiecki. To on wyraził zgodę na wszystkie kamienie milowe. Tę niejako gwarancję realizacji tych zobowiązań potwierdził prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z Ursulą von der Leyen. To ci dwaj panowie zobowiązali się do tego, że w Polsce na tyle uporządkujemy sprawy, że nie będzie żadnych przeszkód w zakresie pozyskania pieniędzy – powiedział w programie "Tłit" WP Marek Sawicki z PSL-KP. - Dziś szkodnicy z Solidarnej Polski mówią, ze UE wymyśla jakieś kolejne kamienie milowe. A ja mówię wyraźnie: w Polsce mamy dwa głazy milowe. To jest Mateusz Morawiecki, który co innego obiecuje w Brukseli, a co innego mówi w Polsce – zwyczajnie i tu i tu kłamiąc - a drugi głaz to oczywiście Zbigniew Ziobro, który na antyunijności buduje własną retorykę polityczną, wyraźnie szkodząc Polsce i Polakom – wskazał. – Więc póki tych dwóch szkodników, tych dwóch głazów milowych z polskiej polityki się nie usunie, dotąd nie będzie żadnych środków z KPO – ocenił. – Najlepszym scenariuszem jest wyrzucenie Ziobry z rządu i rozpisywanie wcześniejszych wyborów parlamentarnych. I niech społeczeństwo samo decyduje, ko z kim będzie zakładał koalicję. Taka podmiana dzisiaj z bankrutującym PiS-em, Solidarnej Polski z PSL jest zwyczajnie nierozsądna i niepotrzebna – skomentował Sawicki.
Będą wyjątkowo słabe zbiory w tym roku? "Trudny czas dla rolników"
4:28

Będą wyjątkowo słabe zbiory w tym roku? "Trudny czas dla rolników"

Rosnące ceny, słabe zbiory i susza – czy nadchodzi trudny czas dla rolników? – Ten czas jest od wielu lat trudny dla polskich rolników – powiedział w programie "Tłit" WP Marek Sawicki. – Rolnicy mają problemy nie tylko z tym, że nie zapłacili jeszcze rachunków za kupione drogie nawozy (…), rolnicy także nie dostali odszkodowań za przymrozki i suszę, gdzie straty były ewidentne. Jednak ubezpieczyciele nie chcą tych strat likwidować i nie chcą sporządzać protokołów zniszczeń – dodał. – Duży niepokój budzi w tej chwili u rolników kwestia spadających cen zbóż i rzepaku - wskazywał. Jak wyjaśnił, będą musieli je bowiem sprzedawać po znacznie zaniżonych cenach. Gdzie możemy się w tym roku spodziewać najsłabszych zbiorów? – Z pewnością w regionach Polski centralnej, kujawsko-pomorskie, Wielkopolska, zachodniopomorskie, Dolny Śląsk – tam z pewnością spodziewać się trzeba zbiorów słabszych – mówił polityk. – W Polsce środkowo-wschodniej, na wschód od Wisły, tej suszy jeszcze aż tak nie odczuwamy – wtrącił. Jak podkreślił, w tym zakresie pomogłoby rozwiązanie, którego do tej pory nikt nie podejmował. – Mamy naprawdę ogromną, gęstą sieć małych strumieni, małych rzeczek, na których powinny być co najmniej co 2,3 km półhektarowe, hektarowe zbiorniki retencyjne – wyjaśnił. – Nic się w tym zakresie nie robi – stwierdził. – W tej chwili mamy ogromne pieniądze z KPO i chociażby odtworzenie tych starych zbiorników retencyjnych po starych młynach wodnych, tartakach naprawdę nie jest kosztowne i można to zrobić z korzyścią dla środowiska, zwiększając możliwości retencyjne – oznajmił.

Dodatek węglowy to "zwyczajna ściema"? Ostre słowa posła PSL

Solidny gospodarz zaopatrzył się w węgiel – powiedział niedawno polityk PiS Krzysztof Tchórzewski, który miał odwiedzić swoją rodzinną miejscowość. – Pan Krzysztof Tchórzewski jest z mojego regionu, regionu siedleckiego, dokładnie z Tchórzewa – 30 parę km ode mnie, i mam wrażenie, że pan Tchórzewski ostatni raz w swojej rodzinnej wsi był 30 parę lat temu – skomentował w programie "Tłit" WP Marek Sawicki z PSL-KP. – 30 lat temu rzeczywiście gospodarze w węgiel zaopatrywali się na ogół tuż po pierwszych zbiorach żniwnych (…) – dodał. – W tej chwili, póki co, nie słyszałem ani w Tchórzewie, ani w Sawicach, żeby ludzie mieli zakupiony węgiel i zrobione zapasy wieloletnie, tak jak to bywało za czasów komuny – stwierdził. – Obecnie nie ma takiej sytuacji – dodawał. Podał przykład znajomego gospodarza. – I on niestety mówi, że nie ma co nawet jechać na Śląsk, bo po takiej cenie, w jakiej on tu go przywiezie, nikt tego węgla nie kupi. Wszyscy czekają na obiecany węgiel za 996 zł – mówił. Skomentował też kwestię wycofania się rządu z początkowej formy tzw. ustawy węglowej i wprowadzenia dodatku węglowego. – Nie mamy do czynienia z żadnym dodatkiem węglowym. To jest zwyczajna ściema. My mamy do czynienia z gwiazdką, którą tylko tym, którzy zarejestrowali piece jako kopciuchy, na Boże Narodzenie, na wigilię rząd chce dać 3 tysiące zł – ocenił Sawicki. Wskazał, że osoby, które zainwestowały w zmianę źródła ciepła, na żadną pomoc ze strony rządu nie mogą liczyć. – Oni dla państwa nie istnieją. Istnieją tylko ci, którzy nic nie robią, czekają, aż samo się stanie. Więc pozostała ta grupa z piecami węglowymi, ta, która jest najbardziej konserwatywna, nie odpowiada na zapotrzebowania i wezwania klimatyczne i dziś rząd mówi: im trzeba zapłacić – uważa poseł.
Wspólna lista PSL z Hołownią? "Jesteśmy zainteresowani'
2:24

Wspólna lista PSL z Hołownią? "Jesteśmy zainteresowani'

Możliwa jest wspólna lista wyborcza PSL z Polską 2050 Szymona Hołowni? – Tak, jesteśmy zainteresowani. Rozmawiamy o tym. To jest środowisko, które – jeśli chodzi o koncepcję gospodarczą, społeczną jest programowo niedaleko od PSL, także sytuuje się w tym konserwatywnym centrum, więc tu jest przestrzeń do rozmowy, do współpracy. Będziemy namawiali także do ewentualnego stworzenia wspólnych list wyborczych – zapowiedział w programie "Tłit" Marek Sawicki z PSL-KP. Dopytywany o to, co się zmieniło w tej kwestii po tym, jak sam wypowiadał się na temat chęci samodzielnego budowania siły politycznej przez Hołownię odparł, że "zawsze trzeba mieć nadzieję, zawsze trzeba namawiać". – Natomiast dzisiaj wyraźnie widać, że ta przestrzeń do współpracy jest i wydaje mi się, że tworzenie na opozycji minimum dwóch bloków wyborczych jest lepszym rozwiązaniem niż poszukiwanie sposobu na zjednoczenie wszystkich i wrzucenie do jednego kotła – uważa Sawicki. Czy na liście znajdzie się również miejsce dla Jarosława Gowina? – Jarosław Gowin musi o tym zdecydować – odpowiedział poseł. – Programowo, Gowin jest mi bliższy niż politycy Lewicy, więc tu żadnych przeszkód nie widzę. Natomiast to jest pytanie także do Jarosława Gowina, na ile dysponuje siłą polityczną, koncepcją programową i na ile wzbogaca wspólne przedsięwzięcie, wspólną propozycję polityczną – ocenił Marek Sawicki.
Grozi nam chleb za 10 zł? "Sytuacja może być nieciekawa"
3:28

Grozi nam chleb za 10 zł? "Sytuacja może być nieciekawa"

Czy w Polsce może być chleb za 10 złotych? – Najlepszym dowodem na to, co dzieje się z polskim rolnictwem, jest dzisiaj sytuacja na rynku cukru. W Niemczech, Czechach cukier jest o połowę tańszy niż w Polsce i powszechnie dostępny, a w Polsce mamy brak – mówił w programie "Tłit" Marek Sawicki z PSL-KP. – Więc nie wiem, czy Krajowa Spółka Cukrowa zajęła się właśnie tworzeniem tego krajowego holdingu spożywczego i nie ma czasu dowieźć cukru do sklepów, czy rzeczywiście tego cukru brakuje. Jeśli tak będą radzić sobie ze zbożami, jak radzą sobie z cukrem, to oczywiście sytuacja na rynku chleba może być bardzo nieciekawa – powiedział poseł. – Pytanie, czy chleb będzie za 10 zł czy za 20 zł, jest pytaniem kompletnie retorycznym, dlatego, że dzisiaj już nie ma standardowych bochenków, jak w latach 80. (…). Każda piekarnia, każdy producent ma swoje propozycje, swoją ofertę, swoje normy. W związku z tym dzisiaj nie da się powiedzieć, czy chleb kosztuje 10 zł czy 15, bo każdy rodzaj chleba ma inną cenę, jedne bochenki są półkilogramowe, inne kilogramowe, jeszcze inne są mniejsze – wymieniał gość WP. – Więc tutaj się nie da ustalić tej ceny. Z pewnością chleb już jest droższy niż rok temu i proszę zwrócić uwagę, że skoro cukier w takim szalonym tempie podrożał, to ja nie spodziewam się, żeby mięso i chleb zachowywały się na rynku po żniwach czy po wakacjach inaczej, żebyśmy mieli nagle spadek cen i – tak jak pan minister Kowalczyk mówi – "dla wszystkich wystarczy" – kontynuował. Jak dodał, "oczywiście wystarczy", ale jedynie w zakresie dostępności fizycznej. – Natomiast może być brak dostępności finansowej, bo wielu na ten chleb powszedni stać nie będzie – skwitował Marek Sawicki.
Dostaniemy pieniądze z KPO? "Kaczyński położył na tym krzyżyk"
5:41

Dostaniemy pieniądze z KPO? "Kaczyński położył na tym krzyżyk"

Unia Europejska dąży do ograniczenia zużycia gazu ziemnego od 1 sierpnia do 31 marca 2023 o 5 proc. Polski rząd się z tym nie zgadza. – Przez 7 lat PiS zablokowało wszystkie poważne inwestycje w odnawialne źródła energii. Proszę sobie wyobrazić, co by było w naszym kraju, gdyby skrupulatnie i sumiennie przez 7 lat inwestowano w farmy fotowoltaiczne, farmy wiatrowe, farmy wiatrowe na Bałtyku, dawano ludziom dodatkowe możliwości ubiegania się o dotacje, niskooprocentowane pożyczki? Dzisiaj bylibyśmy w innej sytuacji – mówił w programie "Tłit" WP Tomasz Trela z Nowej Lewicy. – Rozumiem, że PiS znowu podjęło taką decyzję, że będą stroszyć piórka na potrzeby polityki wewnętrznej, czyli w Polsce będą mówić, że nigdy się na to nie zgodzą, a pojadą do UE – tak jak to mają w zwyczaju – tam jak potulne baranki powiedzą: skoro jest taka decyzja, to my się z nią nie zgadzamy, ale specjalnie jej blokować nie będziemy – kontynuował. Jak twierdzi Trela, przez postawę PiS "jesteśmy brzydkim kaczątkiem w UE". – Ze względu na harcownika Ziobrę, ze względu na słowa Morawieckiego, który mówi jedno w Brukseli, a w Polsce zupełnie co innego – dodawał. – W UE jesteśmy pod drzwiami, niewpuszczeni do tego najważniejszego stolika, żeby negocjować, pertraktować i wydobywać jak największe pieniądze dla Polski – wskazywał. Jako przykład podał brak funduszy z KPO. – Gdzie my mamy te pieniądze? Nie mamy ich – zauważył. Pytany o to, czy je dostaniemy, stwierdził: - Na pewno te pieniądze dostaniemy, tylko dostaniemy je wtedy, kiedy dzisiejsza opozycja wygra wybory – mówił Trela. (…) – Żaden Ziobro i żaden Kaczyński tych pieniędzy nam nie zabierze – przekonywał. Pytany o możliwą reakcję PiS na ostatnią wypowiedź szefowej KE ws. gwarancji otrzymania środków z KPO odparł, że jego zdaniem "niestety będzie okopywanie się obozu władzy i twarde nie". – Dlatego, że Kaczyński dokonał wyboru. Dla niego ważniejszy jest Zbigniew Ziobro niż rozwój Polski, dla niego ważniejszy jest Zbigniew Ziobro i stabilizacja koalicji niż pieniądze dla Polski – podkreślił. – Myślę, że Kaczyński położył na tym krzyżyk. Dlatego pójdzie do wyborów z narracją, że UE jest zła, a my – jako obóz zjednoczonej, popękanej prawicy – jesteśmy gwarantem suwerenności i polskości – ocenił gość WP.

Pomysł Lewicy ws. ustawy węglowej. Chodzi o próg dochodowy 4 tys. netto

Lewica zaprezentowała swój projekt ustawy węglowej, rozszerzony nie tylko o dodatek węglowy, ale również energetyczny. – Nasza propozycja jest bardzo prosta, bardzo racjonalna i bardzo uczciwa – przekonywał w programie "Tłit" WP Tomasz Trela, poseł Nowej Lewicy. - Nie możemy krzywdzić ludzi, którzy w ostatnich latach byli namawiani, korzystali z unijnych dotacji, z pieniędzy samorządowych na zmianę źródła ciepła (…). Ludzie zmienili źródło ciepła z węglowego na gazowe, olejowe i dzisiaj mówią, że dodatku nie dostaną – wyjaśniał. Doprecyzował, że Lewica chce przyznać dodatek energetyczny dla tych, którzy mają również inne źródło ciepła niż węglowe oraz dla tych, którzy są w trudniejszej sytuacji finansowej. To oznacza wprowadzenie progu dochodowego. – Próg to będzie 4 tysiące złotych netto na jednego członka rodziny. Łatwo policzyć, że jeżeli jest 4-osobowa rodzina, to jest to 16 tys. złotych netto. Mniej niż 16 tys. – jest dodatek, więcej niż 16 tys. – dodatku nie ma – tłumaczył. Jak dodał, koszt całościowy wprowadzenia takiego rozwiązania waha się „w granicach 25-28 mld złotych”. Skąd wziąć te pieniądze? – Z budżetu naszego państwa. Dlatego, że budżet państwa dzisiaj pasie się na inflacji, budżet państwa osiąga rekordowe dochody ze względu na to, że PiS ma dodatkowy podatek, podatek inflacyjny – odpowiedział. Po drugie, jak stwierdził, z dywidendy ze spółek Skarbu Państwa. – Po co ma Obajtek, po co ma PKO BP, po co ma NBP przekazywać dywidendy, które pójdą na rozdawnictwo Jarosława Kaczyńskiego, jak może je przekazać, żeby zaspokoić potrzeby ludzi – mówił. Lukę w projekcie PiS zobrazował na przykładzie dwóch emerytek, otrzymujących emeryturę w wysokości 2 tys. zł. Miesięcznie: jedna ma ogrzewanie węglowe, druga gazowe. – Trzeba skończyć z tym, że są równi i równiejsi (…). W czym jest gorsza ta pani, która ma ogrzewanie gazowe? Tylko dlatego, że Jarosławowi Kaczyńskiemu tak się podoba. My uważamy, że wszyscy powinni być traktowani równo – zaznaczał. Na pytanie o to, czy próg 4 tys. zł nie jest jednak za wysoki, odpowiedział: - To będzie zawsze dyskusyjne. Zapewniał, że jeśli PiS będzie miało w tym zakresie inną propozycję, chętnie usiądą do rozmów nie upierając się, że ich rozwiązanie jest najlepsze. – Nasze rozwiązanie to 6 tys. zł brutto, czyli średnio ok. 4 tys. netto i to jest uczciwe podejście do sprawy – uważa Tomasz Trela.
Tomasz Trela w 7 zespołach sejmowych. "To nie była dobra decyzja"
4:53

Tomasz Trela w 7 zespołach sejmowych. "To nie była dobra decyzja"

Jednym z głównych problemów w Polsce jest galopująca drożyzna. Rosną ceny podstawowych produktów, np. cukru. Czy sejmowy zespół ds. polskiego cukrownictwa ma na to jakieś rozwiązanie? Jego członek – Tomasz Trela z Nowej Lewicy był gościem programu "Tłit" . – Zespół niestety się w tej sprawie nie spotykał – powiedział. Na pytanie Patryka Michalskiego o to, czy doszło do chociaż jednego spotkania, Trela odpowiedział: - Nie powiem panu tego, ponieważ, któryś z kolegów posłów poprosił mnie o zapisanie się do tego zespołu i zapisałem się. Natomiast nie pamiętam, ile razy się spotykał, nie będę tutaj kręcił – tłumaczył się poseł. Na pytanie, ilu jeszcze kolegów prosiło go o zapisanie się do poszczególnych zespołów parlamentarnych stwierdził, że "jest posłem pierwszej kadencji" i "na początku była taka praktyka, że parlamentarzyści prosili o zapisywanie się do zespołów, które tworzą". – Ja do 1 czy 2 zespołów się zapisałem i zaniechałem tej praktyki. Jestem w jednym zespole, w którym funkcjonuję i spotykam się. To jest Łódzki Zespół Parlamentarny – mówił. Dopytywany był też o to, ile konkretnie jest zespołów, do których należy. – Jakbym miał policzyć, to wydaje mi się, że jestem w 3-4 zespołach – mówił. Wówczas prowadzący zwrócił mu uwagę, że należy łącznie do 7. – Głupio nie wiedzieć i głupio się do tego nie przyznawać, więc ja się przyznaję (…). To nie była dobra decyzja, żeby zapisywać się do zespołów na prośbę koleżanek i kolegów – ocenił. Trela nie pamiętał również nazw zespołów, których jest członkiem. Kilkanaście minut po programie "Tłit", poseł przekazał Wirtualnej Polsce, że rezygnuje z zasiadania w sześciu sejmowych zespołach. Polityk porzuci funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Polskiego Drobiarstwa. Przestanie być też członkiem: Parlamentarnego Zespołu ds. Nauczycieli, Nauczycielek i Osób Pracujących w Oświacie, Parlamentarnego Zespołu ds. Polskiej Branży Cukrowej, Parlamentarnego Zespołu ds. Polskiej Branży Ziemniaczanej, Parlamentarnego Zespołu ds. Samorządności, Zespołu Parlamentarnego ds. Zielonego Ładu dla Polski. – Pozostanę w Łódzkim Zespole Parlamentarnym – przekazał WP poseł Nowej Lewicy.
Dodatek od rządu w dobie kryzysu węglowego? "To wygląda śmiesznie"
3:37

Dodatek od rządu w dobie kryzysu węglowego? "To wygląda śmiesznie"

Polska stoi u progu kryzysu węglowego. Premier Morawiecki i jego rząd zdecydowali się przeznaczyć jednorazowy dodatek w wysokości trzech tysięcy dla gospodarstw domowych, które ogrzewają węglem. – Od wprowadzenia dodatku na węgiel, węgiel się cudownie nie rozmnoży. To wygląda dosyć śmiesznie, bo tak jakby ktoś proponował dopłatę na towar, którego nie ma – ocenia w programie "Tłit" WP Były premier i europoseł Leszek Miller. – Problem jest tego typu, że premier i rząd od wielu miesięcy znali sytuację, zwłaszcza po wybuchu wojny w Ukrainie. Mieli wystarczającą ilość czasu, żeby przygotować Polskę na kłopoty z węglem – dodaje. Kto jest odpowiedzialny w państwie za tzw. lukę węglową? Czy kryzys może doprowadzić do dymisji Morawieckiego? – Problem polega na tym, że premier nie jest premierem. Premier nie kontroluje własnego rządu, pozwala na to, żeby poszczególni ministrowie – a zwłaszcza jeden, minister Ziobro – dyktowali mu warunki i premier cały czas zdaje sobie sprawę, że jego dalsza kariera i szefowanie rządem nie zależy od wyników jego pracy, tylko od kaprysu pana Kaczyńskiego. Inni członkowie Rady Ministrów wiedzą dokładnie to samo. To wpływa oczywiście bardzo na efektywność pracy rządu i tak jak premier nie jest premierem, to Rada ministrów nie jest Radą Ministrów – stwierdza Miller. – To ma bardzo negatywny wpływ na jakość rządzenia i stan spraw publicznych w Polsce – ocenia gość WP.
Najbliższe cele Rosji? "Wyczerpuje swoje możliwości"
5:06

Najbliższe cele Rosji? "Wyczerpuje swoje możliwości"

Minister obrony Rosji Siergiej Szojgu wydał rozkaz intensyfikacji działań na wszystkich kierunkach w Ukrainie. Czy Rosja ma potencjał, który jej na to pozwoli? – Proszę zwrócić uwagę, że tak naprawdę, jeśli chodzi o dowodzenie w ramach tej operacji rosyjskiej w Ukrainie, mamy taki kalejdoskop kolejnych nazwisk, które się pojawiają – mówił generał broni Mirosław Różański w programie "Newsroom" WP. – Dzisiaj o charakterze tych działań wojskowych mówi minister obrony Federacji Rosyjskiej. To świadczy tylko o tym, że Rosja wyczerpuje już swoje możliwości w zakresie planowania i koncepcyjnego rozegrania tej wojny, którą tak naprawdę już w tej chwili przegrała – wskazał ekspert. – Jeśli chodzi o potencjał, to musimy sobie zdać sprawę z tego, że Ukraina z chwilą otrzymania wsparcia w zakresie broni precyzyjnej, wysublimowanej, jakimi są wyrzutnie HIMARS, haubice, które mogą strzelać amunicją programowalną Excalibur, mocno zmieniła tę relację - jeśli chodzi o potencjał armii rosyjskiej i możliwości Ukrainy. I jestem przekonany, że nawet takie połajanki ze strony ministra obrony Federacji Rosyjskiej nie będą skutkowały tym, że Rosja nagle zmieni przebieg swoich działań. Najprawdopodobniej dąży do tego, żeby umacniać swoją pozycję w rejonie Donbasu, nawet może trochę poszerzając tereny tylko o separatystyczne republiki, ługańską i doniecką, oraz będzie chciała za wszelką cenę utrzymać to połączenie lądowe między Krymem a Rosją, wzdłuż Morza Azowskiego – wyjaśnił generał. – Natomiast nie przewiduję, żeby Rosja osiągnęła jakieś kolejne zdolności do tego, aby zająć kolejne terytoria Ukrainy. Natomiast w dalszym ciągu będziemy niestety obserwować mordercze ataki i uderzenia ze strony Rosji – zaznaczył. – Dzisiaj, w moim przekonaniu, nie ma takiego potencjału, aby wznowić jakieś działania o charakterze ofensywnym, które by spowodowały, że zajęłaby kolejne tereny Ukrainy – powiedział gen. Różański.
"Idziemy w stronę katastrofy". Wrze po słowach Glapińskiego
2:56

"Idziemy w stronę katastrofy". Wrze po słowach Glapińskiego

Były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz (PO) komentował w programie "Tłit" WP słowa prezesa Narodowego Banku Polskiego Adam Glapińskiego, który zapowiedział kolejną podwyżkę stóp procentowych we wrześniu, a później ich spadek. Zapytany o to, czy może to mieć związek ze zbliżającymi się wyborami i czy szef NBP będzie w kampanii wyborczej wspierał PiS, Sienkiewicz nie miał wątpliwości. - To jest oczywiste, że Glapiński jest de facto mentalnie funkcjonariuszem PiS. I to, że NBP będzie robił wszystko, żeby rządzącym pomóc – to jest jasne. Tylko oznacza to, że taka polityka NBP będzie jeszcze bardziej odzierała Polaków z pieniędzy – oznajmił Sienkiewicz. – Wiara w to, że Glapiński jest w stanie zarządzać tym, co się dzieje z polską złotówką, że ma jakiś plan, (…) jest, prawdę mówiąc, trochę naiwna. Problem polega na tym, że PiS położył polską gospodarkę. I traci kontrolę z tygodnia na tydzień nad tym, co się dzieje w gospodarce. Nad stabilnością złotego, nad inflacją, nad energetyką, nad inwestycjami – wyliczał. – Moim zdaniem to już jest sytuacja, w której okręt zerwał się z cum, dryfuje po morzu i tylko jak najszybsze odejście PiS może gwarantować, że przyjdzie ktoś, kto po prostu tym normalnie zarządzi – dodał. Odniósł się też do słów prezesa NBP o tym, że rzekome ataki ze strony opozycji nie przyczyniają się do poprawy sytuacji. – To, co osłabia złotówkę, to jest polityka NBP, czyli Glapińskiego – powiedział. Ocenił też, że w kontekście polskiej gospodarki "idziemy w stronę biedy, w stronę katastrofy". – Przerzucanie tego na opozycję jest dość żałosnym ruchem retorycznym – skwitował gość WP.
"Mamy asa w rękawie". PO ma plan, jak usunąć Kurskiego z TVP?
6:09

"Mamy asa w rękawie". PO ma plan, jak usunąć Kurskiego z TVP?

Były szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz (Platforma Obywatelska) komentował w programie "Tłit" WP atak na pracowników TVP, który pokazywany był na tej stacji. Podczas emisji programu można było m.in. usłyszeć, że za tego rodzaju zdarzenia odpowiedzialny jest m.in. Donald Tusk. – To może ja wzmocnię to wzburzenie telewizji publicznej, czyli PiS-owskiej. Mamy pomysł – nie będziemy go zdradzać – na to, żeby szefostwo telewizji publicznej, ludzie, którzy ponoszą odpowiedzialność za taki, a nie inny kurs de facto nazistowskiej propagandy, jaką oni prowadzą, jeśli chodzi o styl telewizji publicznej, ponieśli za to konsekwencje. Nie tylko w postaci utraty pracy, ale także konsekwencje wynikające z tego, że zostało absolutnie złamane prawo (w kontekście tego), do czego zostały powołane media publiczne – stwierdził Sienkiewicz. Zapytany o to, czy to nie zbyt dosadne, odparł: - A jak inaczej nazwać odczłowieczanie opozycji? (…) A czym to się różni od mówienia o tym, że wszystkiemu w Niemczech są winni Żydzi? Przecież to jest ten sam ton w propagandzie. Jeśli kilka razy puszcza się tę samą historię, która sugeruje, że Tusk jest Niemcem, że nie jest Polakiem, jest obcy, jest groźny – to czym się to różni od takich kanonów totalitarnej propagandy? - dopytywał. Szczegółów nie chciał jednak zdradzić. – Zrobimy to. Ale proszę wybaczyć: do wyborów jest rok. Nie będziemy o tym opowiadać w tej chwili – stwierdził. – Mamy asa w rękawie i go użyjemy. I to jest wszystko, co możemy powiedzieć w tej sprawie – dodał. Zapytany o to, czy chodzi o pociągnięcie wyżej wymienionych osób do odpowiedzialności karnej, odpowiedział: - Tak. Za takie prowadzenie telewizji publicznej powinna być poniesiona odpowiedzialność karna – powiedział, dodając, że chodzi o "ludzi odpowiedzialnych za kształt tej propagandy". – To nie jest tylko i wyłącznie jedna osoba – zastrzegł.