Polskim politykom nie opłaca się tu przyjeżdżać
Sikorski z Polakami przy piwie w londyńskim pubie, Napieralski asystujący sprzedawczyni w polskim sklepie spożywczym, albo choćby prezes Kaczyński przemawiający do amerykańskich Polaków przez łącza satelitarne. Takich scen w Berlinie zobaczyć nie można. Podczas, gdy czołowi polscy politycy szturmują w świetle kamer polski Londyn, czy Chicago, Berlin pozostaje na uboczu kampanijnego zainteresowania. Niemiecka Polonia jest za mało "medialna"?