kibice (strona 3 z 17)

Groził kilofem i odpaleniem bomby. Strzały w Hamburgu na oczach polskich kibiców
1:15

Groził kilofem i odpaleniem bomby. Strzały w Hamburgu na oczach polskich kibiców

Dramatyczne sceny na kilka godzin przed meczem Polski z Holandią na Euro 2024 w Hamburgu. Gdy kibice obu reprezentacji przesiadywali w barach, a część z nich spacerowała po dzielnicy St. Pauli, nagle doszło do niebezpiecznego zdarzenia. Agencja AP udostępniła nagranie z tego momentu. Widać, że w pewnym momencie pojawił się mężczyzna z plecakiem, który w dłoniach trzymał kilof i przedmiot, który jego zdaniem miał być domową bombą. Na materiale AP widać, jak napastnik rusza w kierunku policjantów i zaczyna im grozić. Z początku mundurowi traktują mężczyznę jedynie gazem łzawiącym, ale w momencie, gdy mówi on o odpaleniu bomby, kilku funkcjonariuszy zaczyna za nim biec i w pewnym momencie padają strzały. Niebezpieczny napastnik został postrzelony na oczach kibiców, co jak widać po ich minach, nie mieli oni pojęcia, co się właśnie stało. "Niemiecka policja poinformowała w niedzielę, że zastrzeliła i raniła mężczyznę, który groził im kilofem i bombą zapalającą w północnym Hamburgu, na kilka godzin przed meczem turnieju piłkarskiego Euro 2024. Mężczyzna otrzymał pomoc medyczną" - wyjaśniła sprawę policja w Hamburgu. Po przeszukaniu napastnika znaleziono w plecaku koktajl Mołotowa. Policja przypuszcza, że chciał podpalić go w zgiełku kibiców. Niemieckie służby pozostają w gotowości podczas ME i każdy taki incydent jest traktowany poważnie. W miastach będącymi gospodarzami turniejów postawiono na bezpieczeństwo, stąd też niemieccy policjanci nie będą bać się trudnych decyzji.
Gabriel Bielecki Gabriel Bielecki
Nagle gość WP przeprosił za polską policję. Zaskakujący koniec rozmowy
2:20

Nagle gość WP przeprosił za polską policję. Zaskakujący koniec rozmowy

Mimo panujących obostrzeń pod stadionem Legii Warszawa pojawiło się kilka tysięcy kibiców, którzy dopingowali swoją drużynę w meczu z Wartą Poznań. Co więcej, wielu z nich nie miało nawet maseczek. Policja nie interweniowała. Sympatycy Legii skupili się w jednej, dużej grupie i w ścisku, bez zachowania dystansu pomiędzy sobą i obowiązkowych maseczek, prowadzili regularny doping. Doszło do tego w momencie, kiedy sytuacja epidemiczna w kraju jest coraz gorsza. Trzecia fala koronawirusa każdego dnia pochłania coraz więcej ofiar śmiertelnych. Policja mimo zgromadzonego przed stadionem tłumu i braku zachowania bezpiecznego dystansu przed kibiców, nie podjęła tak dużej interwencji, jakie podejmuje podczas Strajku Kobiet. - Nie dziwi mnie takie zachowanie. Im mniej profesjonalizmu, tym większy strach - stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską Ryszard Kalisz, adwokat, były szef MSWiA, który został zapytany o zachowanie policji. - Policja dzisiaj, a w szczególności jej szefowie, żyją w ciągłym strachu. Kibice warszawskiej Legii, którzy zebrali się na małej powierzchni przed stadionem nie mieli na sobie maseczek ochronnych - dodał. - Pomijając legalność przepisów pandemicznych, policja powinna być konsekwentna, wkroczyć w tłum, zrobić kordon, spisywać wszystkich i nikogo nie wypuszczać. A policja się schowała. I z przykrością muszę powiedzieć, że to "schowanie" policji świadczy o tym, że kierownictwo policji się boi - ocenił Ryszard Kalisz. - Kiedy protestują same kobiety, to kierownictwo policji potrafi wysłać na ulicę jednostki antyterrorystyczne z pałkami. A jak rośli mężczyźni nielegalnie się gromadzą, to policji nie ma. Wyrażam ubolewanie i przepraszam kobiety i wszystkich obywateli, że dzisiaj w Polsce pod PiS-em mamy taką policję - dodał.