geopolityka (strona 2 z 2)

Pozycja Polski w skonfliktowanym świecie. "Sami siebie zmarginalizowaliśmy"
WIDEO

Pozycja Polski w skonfliktowanym świecie. "Sami siebie zmarginalizowaliśmy"

Jaka jest dzisiaj pozycja Polski w świecie ogarniętym konfliktami mocarstw o prymat gospodarczy? Czy nasza rola w NATO i Unii Europejskiej jest dziś na tyle silna, by brać udział w dyskusji na temat kształtującego się nowego porządku geopolitycznego? Podczas Debaty Geopolitycznej Wirtualnej Polski odpowiedzi na pytania próbował znaleźć Patrycjusz Wyżga. Zaproszeni eksperci nie mieli jednak dobrych wiadomości. - W Unii Europejskiej nasza realna pozycja oddziaływania została w ostatnich latach na własne życzenie znacznie osłabiona. Weszliśmy w konflikty wewnętrzne z Komisją Europejską, z szeregiem różnych państw Unii Europejskiej, przez co sami siebie zmarginalizowaliśmy z tej głównej debaty - powiedziała prof. Katarzyna Pisarska z Fundacji Kazimierza Pułaskiego. Jak podkreśliła spór Polski z UE wynika przede wszystkim z wewnętrznych konfliktów targających Zjednoczoną Prawicą. - Być może czas sobie uświadomić, że jest czas wojny i my musimy być skuteczni na wszystkich forach, w których jesteśmy i gdzie nasz głos jest oczekiwany - wskazała. Prof. Bogdan Góralczyk mówił z kolei o słabnącej pozycji całej Unii Europejskiej. Dowodem na to mają być zawierane przez USA sojusze w basenie Pacyfiku. W jego ocenie może to oznaczać, że Amerykanie przeniosą swoją uwagę na tamten region, znacznie ograniczając swoją działalność na arenie NATO. Z kolei Wojciech Konończuk z Ośrodka Studiów Wschodnich mówił o rozkładzie sił w samej UE. - Są w UE równi i równiejsi, jakkolwiek mogłoby się to nie podobać. Z całą pewnością do tych równiejszych zaliczają się Berlin i Paryż, które w tych kluczowych sprawach zwykle mają najwięcej do powiedzenia - stwierdził. Dodał jednak, że nie należy zapominać o funkcji Komisji Europejskiej, która ma stać na straży równości państw członkowski.
"Konflikt, jakiego jeszcze nie widzieliśmy". Chiny zetrą się z USA?
WIDEO

"Konflikt, jakiego jeszcze nie widzieliśmy". Chiny zetrą się z USA?

Zdaniem prof. Bogdana Góralczyka, podczas gdy większość uwagi skupia się obecnie na działaniach Rosji wobec Ukrainy, najbardziej prawdopodobnym i niebezpiecznym konfliktem, jakiego można spodziewać się w nadchodzących miesiącach, będzie starcie USA i Chin o Tajwan. - Wydaje się, że to będzie zderzenie, jakiego nie doświadczyliśmy, a USA nie doświadczyły w całej swojej historii. To jest większe zagrożenie niż kiedykolwiek - powiedział. W jego ocenie taki scenariusz wynika bezpośrednio ze stanowiska chińskich władz względem Tajwanu. - Oni uważają, że USA są słabe, bo są spolaryzowane i że to jest szansa. Stąd ten Tajwan. Przy czym warto zwrócić uwagę na dwie mantry, które powtarza chińskie kierownictwo: my nie chcemy wojny, ale się jej nie boimy i jeżeli będzie wojna, to wszyscy stracą - wskazał prof. Góralczyk. Jak podkreślił, Stany Zjednoczone znajdują się w niezwykle trudnej sytuacji, ponieważ na budowane latami sojusze wojskowe Chiny odpowiedziały sojuszami gospodarczymi. Niemal wszyscy militarni sojusznicy USA mają za głównego partnera handlowego Chiny. Prof. Katarzyna Pisarska zwróciła jednak uwagę, że Chiny bardzo straciły na pandemii. Jak wskazała, zaufanie Europy, a nawet niektórych państw azjatyckich i południowoamerykańskich do Chin, jako partnera gospodarczego, znacznie osłabło. W jej ocenie to dobry moment na to, by zbudować szeroką koalicję państw demokratycznych, których podwalinami będą idee wolnościowe, a nie kwestie gospodarcze.
Ukraina ma przyszłość w NATO? "Teraz jest ten moment, kiedy trzeba o tym mówić"
WIDEO

Ukraina ma przyszłość w NATO? "Teraz jest ten moment, kiedy trzeba o tym mówić"

Podczas Debaty Geopolitycznej Wirtualnej Polski obecni w studiu eksperci zastanawiali się, jaka przyszłość czeka Ukrainę w obliczu ofensywy dyplomatycznej Kremla. Zdaniem prof. Katarzyny Pisarskiej z Fundacji Kazimierza Pułaskiego, Rosja ma świadomość pogłębiającej się przepaści między nią a Ukrainą i wie, że może to być ostatni moment na całkowite uzależnienie jej od swoich wpływów. - Kreml zdaje sobie sprawę, że każdy rok oddala Ukrainę od Rosji pod względem cywilizacyjnym, mentalnym, społecznym. Właściwie każdym i właściwie są to być może ostatnie lata, kiedy Rosja ma jeszcze szanse w jakikolwiek sposób (…) Ukrainę "odbić" albo ją zmarginalizować - powiedziała. W jej ocenie jest to właściwy czas, by Zachód pokazał swoją siłę poprzez rozpoczęcie rozmów o przystąpieniu Ukrainy do NATO. Jak zauważył jednak dr Jacek Bartosiak, aby Ukraina mogła myśleć o przystąpieniu do NATO czy UE, muszą zaistnieć odpowiednie uwarunkowania geopolityczne. - Musiałoby dojść do próby prawdziwej konsolidacji unijnej wraz z budową państwa federalnego ze wspólnymi siłami zbrojnymi, bo bez tego regionalny układ sił jest taki, iż Niemcy i Francuzi nie zaryzykują wojny z Rosją o Ukrainę - stwierdził. Ekspert wskazał również, że NATO nie jest obecnie na tyle mocne, by "sprawdzać rosyjski blef" ws. Ukrainy. Dodał jednak, że Rosjanie nie są też zdolni do zajęcia całej Ukrainy. - Ukraina jest ogromnym krajem. Rosjanie nie mają zdolności wojskowych do wielkiej ofensywy i zajęcia całej Ukrainy. Nawet gdyby próbowali zająć Kijów, będzie to trudne - powiedział.
Putin widzi słabość Bidena? Kreml chce nowego porządku na świecie
WIDEO

Putin widzi słabość Bidena? Kreml chce nowego porządku na świecie

Podczas Debaty Geopolitycznej Wirtualnej Polski Patrycjusz Wyżga zapytał zebranych w studiu ekspertów o powody, dla których Władimir Putin prze do rozmów na temat systemu bezpieczeństwa na świecie. Zdaniem zaproszonych przez nas gości rosyjski przywódca dostrzega słabość USA i chce wykorzystać moment do renegocjacji obowiązujących ustaleń. - Rosja chce teraz pokazać, że należy się nie tylko z nią liczyć, ale należy renegocjować powstały w 1991 czy 1989 roku system bezpieczeństwa w Europie - powiedziała prof. Katarzyna Pisarska z Fundacji Kazimierza Pułaskiego. W jej ocenie Rosja ma obecnie trzy cele: uniemożliwienie Ukrainie wejścia do NATO i UE, zwiększenie wpływów w polityce środkowoeuropejskiej, a w tym prawo weta w sprawie przystąpienia kolejnych krajów do NATO oraz doprowadzenie do konferencji, podczas której ustalony zostanie nowy porządek polityczny. Zdaniem dra Jacka Bartosiaka Kreml dostrzega finansowy i militarny kryzys USA wywołany wojną handlową z Chinami, stąd ofensywa dyplomatyczna Putina. Ocenił jednak, że Rosja nie chce burzyć obowiązującego porządku, a jedynie zmienić jego zasady. - Chcą renegocjować swoje miejsce po to, żeby docelowo ostatecznie być w Europie. Nie z Chinami, tylko w Europie, ale na korzystnych dla siebie zasadach. I wtedy oczywiście z podeptaniem wielkiej strategii państwa polskiego, naszych interesów i interesów Europy środkowo-wschodniej - powiedział. - My tu, niestety, jesteśmy w grze - dodał.