Wybory 2020. Rafał Trzaskowski uderza w PiS. "Rząd miał przygotować tarczę, a nie pałkę"
Prezydent Warszawy odniósł się do wydarzeń na proteście przedsiębiorców w stolicy. Uważa, że nie było żadnego zagrożenia. Twierdzi również, że "ten rząd nie ma żadnych kontaktów, ponieważ odwraca się od swoich partnerów".
19.05.2020 | aktual.: 19.05.2020 12:20
Rafał Trzaskowski na konferencji prasowej został zapytany o spotkanie Grupy Bilderberg. Spotykają się tam premierzy, prezydenci i szefowie największych światowych firm. Polityk potwierdził, że brał udział w zebraniu na zaproszenie Radosława Sikorskiego. - Ten rząd nie ma żadnych kontaktów, ponieważ odwraca się od swoich partnerów, a tego typu spotkania pomagają w budowaniu wiedzy o wyzwaniach, które stoją przed nami - powiedział.
Prezydent Warszawy odniósł się do wydarzeń, do których doszło na proteście przedsiębiorców w stolicy. - Nie można być opozycją totalną. To rząd wydał obostrzenia w kwestii zakazu zbierania się ludzi powyżej 50 osób. Dlatego nie wydałem decyzji, ani nie zarejestrowałem zgromadzenia. Zasadne jest pytanie o zabieranie podstawowych praw, jeśli chodzi o demonstracje. Rząd miał przygotować tarczę, a przygotował pałkę. Nie było zagrożenia - mówił.
Przeczytaj: Wybory prezydenckie. Co z nowym oświadczeniem majątkowym Rafała Trzaskowskiego?
Kandydat w wyborach prezydenckich 2020 uważa, że rolą głowy państwa nie może być "nieme i bierne obserwowanie rzeczywistości". - Prezydent musi motywować rząd do działania. PiS doprowadził do osłabienia państwa. Trzeba w takiej sytuacji interweniować, a nie być świadkiem - tłumaczy. O terminie wyborów powiedział, że "wcześniej rządzący próbowali zrobić niedemokratyczne wybory za wszelką cenę".
Trzaskowski uważa, że odpowiedzialność za testy dla pracowników oświaty w innych miastach, takich jakie miały miejsce w Łodzi, stoi po stronie Rady Ministrów. - Nie może być tak, że samorządy wykonują pracę za rząd - skomentował. W kwestii ulicy Lecha Kaczyńskiego w Warszawie stwierdził, że zgłosi taką inicjatywę po wyborach prezydenckich 2020. - Sprawa jest zbyt poważna, żeby była uwikłana w wybory - podkreślił.