"W imię chciwości". Afera korupcyjna w Ukrainie dopiero się rozkręca
Skandal korupcyjny w najbliższym otoczeniu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego oburzył Ukrainę. Wiele jednak wskazuje, że należy zapiąć pasy. Następne śledztwo dotyczy rozkradania w sektorze obronnym.
Jeszcze parę dni temu wydawało się, że Ukraina ma jeden wspólny cel: przetrwać nadchodzącą zimę, która zapowiada się na najcięższą w historii państwa.
Na froncie sytuacja ponura, Pokrowsk bliski upadku. Na tyłach - zimno i ciemno. Przerwy w dostawach prądu sięgają do 16 godzin. Każdej nocy Rosja przypuszcza kolejne ataki na infrastrukturę krytyczną.
Ale okazuje się, że kiedy większość Ukraińców marzła w swoich domach, osoby z najbliższego otoczenia prezydenta miały inne utrapienia. Na przykład dźwiganie toreb z 1,5 mln dolarów łapówki. "Średnia to przyjemność" - uskarżał się jeden z figurantów największej afery korupcyjnej w Ukrainie.
Afera korupcyjna w Ukrainie. "Najbardziej pogrąży Zełenskiego"
10 listopada Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) i Specjalistyczna Prokuratura (SAP) opublikowały rezultaty półtorarocznego śledztwa. Wynika z niego, że podczas pełnoskalowej inwazji na szczytach władzy działała grupa przestępcza, która wyłudziła co najmniej 100 mln dolarów łapówek w sektorze energetycznym. Śledczy dysponują ponad tysiącem godzin nagrań, z których m.in. dowiadujemy się, że osoby zamieszane w sprawę blokowały budowę konstrukcji ochronnych dla obiektów energetycznych do czasu otrzymania łapówki.
Głową tej grupy miał być Timur Mindycz, wieloletni przyjaciel i biznespartner Wołodymyra Zełenskiego.
"Cześć społeczeństwa ma tendencję do nadawania władzom 'ojcowskich' cech. Do tej pory panowało przekonanie, że jako ukraińska rodzina wspólnie znosimy ból wojny" - skwitowała Maria Berlińska, działaczka i wolontariuszka.
- Pracuję w dziennikarstwie 32 lata, myślałem, że widziałem wszystko. Ale to jakiś kiepski serial. Nie mogę uwierzyć, że do tego doszło - przyznaje Serhij Rudenko, publicysta, pisarz, autor biografii Zełenskiego.
"Właśnie tak przegrywa się wojny. Kiedy chciwość, ograniczenie i głupota władz niweczą bohaterstwo najlepszej części społeczeństwa" - napisał Bohdan Butkewycz, dziennikarz, obecnie żołnierz.
Operacja pod kryptonimem "Midas" pokazała korupcję na najwyższych szczeblach władzy, ale pozostawiła więcej pytań niż odpowiedzi. Jasne jest jedno: to dopiero początek największej afery w historii Ukrainy.
Rewanż
Operacja "Midas" oburzyła ukraińskie społeczeństwo, ale na pewno nie zaskoczyła. Była raczej kulminacją trwającej od miesięcy wojny między biurem prezydenta a organami antykorupcyjnymi.
Pierwsze plotki o istnieniu "taśm Mindycza" pojawiły się już na początku lata. Właśnie obawą o to, że mogą ujrzeć światło dzienne, w kuluarach tłumaczono nagłą i niezrozumiałą próbę biura Zełenskiego pozbawienia niezależność NABU i SAP i przekazania ich pod pełną kontrolę prokuratora generalnego. Towarzyszyła temu nagonka zorganizowana przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), którą kontroluje prezydent.
NABU i SAP obroniły się, a teraz powróciły z operacją "Midas" w pełni odgrywając się na otoczeniu Zełenskiego. Zamiast zwołać tradycyjną konferencję prasową, NABU i SAP opublikowały do tej pory cztery odcinki korupcyjnego "serialu". To profesjonalna produkcja, z dobrze ustawionym światłem, umalowanym detektywem i dramatyczną muzyką w tle. Bardziej przypomina film dokumentalny niż występ urzędników państwowych.
W dodatku NABU i SAP dawkowały odcinki, budując napięcie. Nie podawały też imion i nazwisk figurantów, dając mediom i opozycji czas na domysły i spekulacje oraz powoli gotując "żabę z ul. Bankowej", gdzie mieści się biuro Zełenskiego.
- Mieli z tego złośliwą satysfakcję. Była to odpowiedź na wielomiesięczne poniewieranie przez SBU. Jeden z detektywów NABU nadal jest w areszcie pod naciąganymi zarzutami - mówi Jurij Nikołow, dziennikarz śledczy, który w 2023 roku ujawnił korupcję w ministerstwie obrony na zakupach żywności dla wojska.
Szlaban
Centralną postacią operacji "Midas" jest niejaki Karlsson. Nie pełni on żadnej funkcji publicznej, ale jest kuratorem branży energetycznej. Całkowicie nadzoruje przepływ pieniędzy w Energoatomie, spółce, która kontroluje trzy ukraińskie elektrownie jądrowe, dostarczające ponad połowę energii elektrycznej.
Schemat jest prosty. Karlsson i jego ludzie ustawiają "szlaban" dla kontrahentów Energoatomu. Żeby się podniósł, muszą odpalić 10-15 proc. od wartości podpisywanych umów.
- Sam w sobie schemat nie jest niczym nowym. W podobny sposób Energoatom "dojono" przy wszystkich prezydentach: od Kuczmy do Zełenskiego - wyjaśnia politolog Wołodymyr Fesenko.
Tym razem różnica jednak polegała na cynizmie. Wojna i potrzeba szybkich napraw infrastruktury po rosyjskich ostrzałach, przy braku przetargów, a równocześnie potokach zachodnich pieniędzy, które miały ratować Ukrainę od pogrążenia się w ciemności, otworzyły grupie Karlssona ogromne możliwości.
Szczególnie bulwersujące jest nagranie z września 2025 roku, na którym figuranci uskarżają się, że otrzymali jedynie ok. 90 tys. dolarów z kontraktu wartego ponad 70 mln dolarów. Postanawiają więc odroczyć nowy kontrakt na prawie 95 mln dol., żeby podnieść haracz do 15 proc. Kontrakt dotyczył budowy konstrukcji, które miały chronić obiekty energetyczne przed zmasowanymi ostrzałami.
Media i opozycja niemal natychmiast wyciągnęły, że Karlsson to Timur Mindycz. Oprócz pracowników biurowych, którzy zajmowali się praniem pieniędzy i top managerów Energoatomu, w orbicie Mindycza był Herman Hałuszczenko, minister sprawiedliwości, który przez wiele lat nadzorował ministerstwo energetyki. Jeszcze ciekawsze jest to, że kluczową postacią w schemacie korupcyjnym jest Igor Myroniuk, który przez dziesięć lat był współpracownikiem Andrija Derkacza, prorosyjskiego deputowanego, który okazał się agentem FSB. W 2022 roku uciekł do Rosji, gdzie jest teraz senatorem.
- Jeśli Karlsson był kuratorem branży, to Derkacz pełnił tę funkcję, tylko z ramienia Rosji -mówi publicysta Serhij Rudenko. - Ironia tej sytuacji polega na tym, że biuro, w którym prano pieniądze, znajdowało się w kijowskim mieszkaniu ojca Derkacza. Jest ono 400 metrów od siedziby SBU.
Grupa działała tuż pod nosem służb, a z nagrań wynika, że część pieniędzy miała trafiać do Moskwy.
- Prawdopodobnie odbiorcą był Derkacz. To już zakrawa na zdradę państwową - mówi Rudenko.
Pytania
Zanim Ukraina zdążyła otrząsnąć się po rewelacjach wokół Energoatomu, NABU spuściło kolejną bombę. Tym razem chodziło o nagrania, na których przewija się pseudonim Che Guevara. Ukrywa się pod nim Ołeksiji Czernyszow, były wicepremier i minister jedności narodowej, a prywatnie bliski przyjaciel Zełenskiego. Pierwsza dama Ukrainy Olena Zełenska jest chrzestną dzieci Czernyszowa, koleżanką jego żony, a obie rodziny miały spędzać dużo czasu razem.
Czernyszowa typowano nawet na następnego premiera Ukrainy, ale w czerwcu tego roku NABU postawiło mu pierwsze zarzuty. Z taśm wynika, że kiedy polityk trafił do aresztu tymczasowego, Mindycz i jego grupa wnieśli ze wspólnej kasy pochodzącej z łapówek kaucję w wysokości 120 mln hrywien (ponad 10 mln złotych).
Wszystko wskazuje, że Czernyszow był częścią schematu. Odpowiadał za budowę luksusowych willi pod Kijowem, które finansowano z łapówek.
Skandal korupcyjny rósł jak kula śnieżna. NABU i SAP publikowały swój "serial" równocześnie przeprowadzając przeszukania u figurantów. Według Ukraińskiej Prawdy drzwi do apartamentu Mindycza czekały otwarte na oścież, ale w środku detektywi znaleźli tylko złotą toaletę.
Jak okaże się później, Mindycz wyjechał z Ukrainy dosłownie na kilka godzin przed przeszukaniem. Zrobił to całkowicie legalnie jako ojciec trójki dzieci. Kto go uprzedził? Dlaczego NABU i SAP nie poinformowały służb granicznych? Jak w ogóle mogło dojść do tego, że pojawiła się taka postać jak Mindycz?
To tylko kilka z wielu pytań, które pojawiają się w tej sprawie. Jednak najważniejsze brzmi: czy Zełenski wiedział?
Partner
Mindycz i Zełenski znają się co najmniej od początku lat 2000.
- Wtedy Zełenski wrócił z Moskwy do Kijowa i zaczął tworzyć studio "Kwartał 95". To Mindycz przedstawił go Igorowi Kołomojskiemu, wówczas jednemu z najbogatszych ludzi w Ukrainie, który kontrolował największą telewizję w kraju - opowiada Serhij Rudenko.
"Kwartał 95" trafił na ekrany, a Mindycz w 2013 roku został współwłaścicielem studia i przejął kontrolę nad finansami firmy.
- Mindycz miał 50 proc. udziałów. Zajmował się wszystkimi transakcjami, łącznie z chowaniem dochodów w rajach podatkowych, co wyszło na jaw przy okazji afery Pandora Papers. Innymi słowy, Mindycz od dawna był "portfelem" Zełenskiego i ciągle przebywał w jego orbicie - uważa Rudenko.
Jednak to w ciągu ostatniego roku Mindycz wyraźnie wzmocnił swoją pozycję w Ukrainie.
- Doszło do tego, że wprowadzał swoich ludzi do rządu. Czy mógł to robić bez przyzwolenia Zełenskiego? Wykluczone. System władzy jest całkowicie zacementowany przez biuro prezydenta. Również kuratorstwo nad Energoatomem musiało wyjść z nadania Zełenskiego. Ale nie oznacza to, że Zełenski znał wszystkie szczegóły - mówi Julia Zabelina, dziennikarka polityczna.
Według Zabelinej równo miesiąc przed opublikowaniem taśm operacji "Midas", Zełenski zwołał spotkanie: - Chciał wyjaśnić kto i za co odpowiada w energetyce, zwłaszcza za jej obronę. Ale nie mógł uzyskać klarownych odpowiedzi, więc spotkanie zakończyło się krzykami. Nie wiedział wszystkiego.
Inna popularna w Ukrainie teoria mówi, że Mindycz i jego grupa zbierali pieniądze na przyszłą kampanię wyborczą.
- Bez dużej poduszki finansowej wygrać wybory w Ukrainie jest niemożliwe - mówi Rudenko.
Ciąg dalszy
Mindycz i jego główny księgowy uciekli do Izraela, obaj posiadają obywatelstwo tego kraju. Szanse na ekstradycję są prawie zerowe. Tymczasem Ukraina przygotowuje się do ciągu dalszego afery korupcyjnej, a ten może być jeszcze bardziej przygnębiający dla społeczeństwa.
- NABU prowadzi osobną sprawę dotyczącą korupcji w sektorze obronnym – potwierdza Jurij Nikołow, dziennikarz śledczy.
Według Rady Antykorupcyjnej przy Ministerstwie Obrony, firma powiązana z Mindyczem próbowała wcisnąć wojsku niskiej jakości kamizelki kuloodporne. Ale to może być tylko małym epizodem. Największe emocje skupiają się wokół firmy Fire Point, która przed 2022 rokiem była agencją castingową, a obecnie jest jednym z największych kontrahentów ukraińskiego wojska. Tylko w 2025 roku Fire Point podpisał kontrakty o wartości około miliarda dolarów. Firma specjalizuje się w produkcji dronów uderzeniowych dalekiego zasięgu oraz ma flagowy ukraiński projekt - pociski rakietowe Flamingo.
Według ukraińskich mediów detektywi NABU badają, czy Fire Point zawyżył koszt komponentów dronów oraz jakie powiązania z firmą ma Timur Mindycz.
- Nie wiadomo, co jeszcze opublikują NABU i SAP, ale biuro prezydenta ma świadomość, że szeregi władzy czeka kolejna czystka - mówi Julia Zebelina.
W kuluarach krążą plotki, że następny do odstrzału jest minister obrony Ukrainy Rustem Umierow. A w wywiadzie dla Ukraińskiej Prawdy dyrektor NABU nie chciał jednoznacznie odpowiedzieć, czy w sprawie pojawia się nazwisko Andrija Jermaka, najbliższego współpracownika Zełenskiego.
Leczenie
Przed wyborami prezydenckimi w 2019 roku w całej Ukrainie wisiały plakaty agitacyjne: "Koniec epoki chciwości", "Ostatni dzień biedy".
Zełenski wygrał te wybory, a w następnych zdobył parlamentarną większość. - Zerwał polityczny jackpot, ponieważ obiecywał położyć kres korupcji – wspomina Rudenko.
W ciągu sześciu lat rządów Zełenski zdołał znacząco zmniejszyć wpływy starej oligarchii, ale w jej miejsce przyszli nowi - z bliskiego otoczenia prezydenta. - Wszedł w buty swoich poprzedników - dodaje Rudenko.
- Bez względu na to, czy wiedział czy nie, Zełenski ponosi pełną polityczną odpowiedzialność za to, co się stało - mówi Zabelina.
Szkody, które Ukrainie mogła wyrządzić afera Mindycza, są wciąż trudne do przewidzenia. Afera wybuchła w chwili, kiedy Europa próbowała przekonać Belgię do uruchomienia 140 mld euro zamrożonych rosyjskich aktywów. Teraz będzie to o wiele trudniejsze, już nie mówiąc o paliwie, jakiego afera dostarcza antyukraińskim siłom w całej Europie.
Skutki będą odczuwalne również wewnątrz kraju. Natychmiast zaktywizowały się rosyjskie boty, nawołujące do złożenia broni, impeachmentu prezydenta czy kolejnego Majdanu. Nawet jeśli społeczeństwo wykaże się dojrzałością i powstrzyma emocje, ten skandal nie ułatwi mobilizacji na front. Ani nie zmniejszy frustracji wojskowych, którzy zbierają datki na podstawowe potrzeby.
Wielu ukraińskich komentatorów uważa, że ujawnienie taśm Mindycza położyło kres politycznej przyszłości Zełenskiego. - Jako polityk jest skończony - mówi Nikołow.
Jednak politolog Oleg Saakian uważa, że prezydent wciąż może przechylić szale na swoją korzyść.
- Nic nie wskazuje, że Zełenski jest figurantem sprawy. Więc jedyne, co mu pozostaje, to przyjąć postawę żarliwego przeciwnika korupcji. Takiego Lee Kuan Yewa [wieloletni premier Singapuru - przyp. red.] na miarę Europy Wschodniej. Yew mówił, że trzeba zacząć od wsadzenia trzech przyjaciół do więzienia. Na pewno wiesz za co, a ludzie ci uwierzą - mówi Saakian. - Jedna lekcja, którą z tej sytuacji powinni wynieść wszyscy: za skorumpowane elity kraj zawsze płaci swoją suwerennością - dodaje.
Do tej pory Zełenski wprowadził sankcje wobec Mindycza i jego księgowego, co wiąże się z zamrożeniem rachunków w Ukrainie i może skutkować konfiskatą majątku. Według Julii Zabelinej kolejnym krokiem, jaki może wykonać biuro Zełenskiego, jest pozbawienie Mindycza ukraińskiego obywatelstwa.
- Prezydent wybrał jedyną słuszną drogę, przyjmując dymisję uwikłanych ministrów i odcinając się od Mindycza. Moja wielka radość w tej sytuacji, że po raz pierwszy nie tylko pokazujemy Ukrainę jako kraj skorumpowany. Nie znam wielu przykładów, gdzie organy antykorupcyjne mają na tyle dużą niezależność, by sięgnąć do najwyższych i aktualnie urzędujących władz. Dlatego ta historia nie jest o tym, że chorujemy. Ona pokazuje, że tak naprawdę się leczymy - uważa Nikołow.
Tatiana Kolesnychenko, dziennikarka Wirtualnej Polski