wulkan (strona 3 z 17)

Media wieszczą globalną katastrofę. Sprawdzamy, czy powinniśmy bać się wulkanów
WIDEO

Media wieszczą globalną katastrofę. Sprawdzamy, czy powinniśmy bać się wulkanów

Od kilku tygodni pojawiają się informacje o erupcjach wulkanów w różnych regionach świata. Wiele z tych, które dotychczas drzemały, wybucha niespodziewanie. Przykładem jest choćby Mauna Loa, czyli największy aktywny wulkan na świecie, który obudził się po niespełna 40 latach. W mediach można natknąć się na alarmujące nagłówki. Czy aby na pewno jest się czego bać i czy potężne wybuchy wulkanów mogłyby zagrozić Polsce? Odpowiedzi na te i inne pytania wraz z ekspertami szuka Klaudiusz Michalec w kolejnym odcinku programu "Sprawdzamy". - Prawdopodobieństwo takiego dużego wybuchu wynosi może z jeden procent - mówi Magda Chmura, wulkanolog, znana z mediów społecznościowych jako "Wulkanolog w Podróży". - Polska ma bardzo korzystne położenie, jeśli chodzi o zagrożenie wulkaniczne - dodaje. Choć te słowa mogą uspokajać, to nie zmienia to faktu, że nawet niewielki wybuch wulkanu choćby na Islandii może dotknąć nasz kraj. Nie mówiąc już o większych erupcjach. - W pobliżu są Pola Flegrejskie. Ta komora jest położona nieopodal Neapolu. To nawet w porównaniu z Yellowstone [superwulkan na terenie USA - red.] może być silniejsze. Nie ma szans, żeby na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów ktoś ocalał. Dodatkowo wybuch superwulkanu mógłby wywołać tsunami na skalę niespotykaną. Fale byłyby na kilkaset metrów. Mogłyby przelać się przez cały kontynent - mówi prof. Bogusław Bagiński z Wydziału Geologii UW. Ta katastroficzna wizja, choć przerażająca to najprawdopodniej się sprawdzi. Kiedy - nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Są jednak niezwykle małe szanse, by nastąpiło to za naszego życia i życia kolejnych pokoleń. Czy wulkany są dla nas zagrożeniem i jak w ciągu ostatnich kilkuset lat zmieniały życie ludzi? O tym wszystkim w programie "Sprawdzamy".
Klaudiusz Michalec Klaudiusz Michalec
Wulkan Tonga potężniejszy od wybuchu w Hiroszimie. "Byliśmy świadkami największej eksplozji w historii"
WIDEO

Wulkan Tonga potężniejszy od wybuchu w Hiroszimie. "Byliśmy świadkami największej eksplozji w historii"

Erupcja wulkanu Tonga, która miała miejsce w styczniu tego roku, została oficjalnie potwierdzona jako największa eksplozja w historii. Była 500 razy potężniejsza od bomby zrzuconej na Hiroszimę w 1945 roku. Badania grupy naukowców z USA i Europy nad wybuchem były możliwe dzięki dostępowi do nowoczesnych instrumentów naziemnych i kosmicznych. Erupcja była znacznie większa, niż jakiekolwiek wydarzenie wulkaniczne w XX wieku oraz testy bomby atomowej przeprowadzone po II wojnie światowej. Prawdopodobnie tylko wybuch wulkanu Krakatoa z 1883 roku, w wyniku którego zginęło 30 tys. osób, może rywalizować z wytworzonymi niedawno zaburzeniami atmosferycznymi. Kolosalna eksplozja wulkanu Tonga, wytworzyła kilka rodzajów fal ciśnienia atmosferycznego, które rozchodziły się na ogromne odległości. Powtarzające się huki zgłaszano nawet na oddalonej o 10 000 km Alasce, a w Wielkiej Brytanii, która znajduje się około 16 500 km od Tonga, impulsy zaczęły pojawiać się około 14 godzin po erupcji i przyniosły ze sobą nietypowe chmury. Dane globalnej sieci detektorów wskazywały, że wybuch wulkanu Tonga wytworzył falę ciśnienia atmosferycznego porównywalną z falą wytworzoną podczas największej w historii eksplozji nuklearnej bomby carskiej zdetonowanej przez Sowietów w 1961 roku. Erupcja Tonga trwała jednak cztery razy dłużej. - Jeśli kiedykolwiek chciano mieć dowód na to, że atmosfera jest niezwykle połączona ze sobą, to właśnie go mamy. To, co dzieje się po jednej stronie planety, może rozprzestrzeniać się na drugą stronę z prędkością dźwięku. - zaznaczył prof Giles Harrison, fizyk atmosfery z University of Reading. Naukowcy wciąż badają przyczyny tsunami, które nawiedziło wybrzeża archipelagu Tonga. Mogło być one ukształtowane przez fale ciśnienia z wulkanu napierające na powierzchnię wody, ale trwają badania mające na celu ustalenie, czy zawalenie się części wulkanu również miało znaczenie. Będzie to widoczne w projektach mapowania dna morskiego, które mają zostać ogłoszone w nadchodzących tygodniach.
Tajemnicze wstrząsy na Marsie. Naukowcy z Australii odkryli coś zaskakującego
WIDEO

Tajemnicze wstrząsy na Marsie. Naukowcy z Australii odkryli coś zaskakującego

Mars huczy od tajemniczych trzęsień ziemi. Bezzałogowy lądownik InSight, wysłany przez NASA, wykrył dziesiątki wstrząsów na Marsie. Miały one miejsce głównie w regionie Cerberus Fossae, w którym pełno jest uskoków oraz szczelin. Do tej pory naukowcy uważali, że we wnętrzu Marsa nie dzieje się nic wyjątkowego. Eksperci z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego po analizie 47 zarejestrowanych wstrząsów doszli do innych wniosków. Okazuje się, że nie są one wynikiem ruchów tektonicznych, jak to ma miejsce np. na Ziemi. Powodem występowania trzęsień na Czerwonej Planecie miałaby być aktywność wulkaniczna na tej planecie. Chodzi dokładnie o ruch magmy w skorupie Marsa. - To oznacza, że Mars jest bardziej aktywny sejsmicznie, niż do tej pory sądziliśmy – powiedział prof. Hrvoje Tkalčić z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego. Co ciekawe, obecne wstrząsy zostały zarejestrowane tylko podczas dnia. W przeszłości NASA informowała już o wstrząsach, lecz w czasie nocy na Marsie, gdy planeta jest ''spokojniejsza''. To również zdaniem badaczy dowodzi, że powodem wstrząsów nie są ruchy płyt tektonicznych, a ruch roztopionych skał pod powierzchnią Marsa. Wiedza o aktywności marsjańskiego płaszcza może być kluczowa do zrozumienia ewolucji Marsa jako planety. Badania mogą też pomóc dowiedzieć się, dlaczego na Marsie praktycznie nie ma pola magnetycznego. Chroni ono przed promieniowaniem kosmicznym i dzięki temu możliwe jest powstanie życia. Tak jest właśnie na Ziemi. - Zrozumienie zjawiska pola magnetycznego Marsa, jak ono ewoluowało i na jakim etapie historii planety zanikło, ma kluczowe znaczenie w odkryciu życia na Marsie. Kiedy życie na tej planecie skończyło się oraz jakiego rodzaju ono było – stwierdził prof. Hrvoje Tkalčić. Szczegółowe wyniki badań opublikowano w czasopiśmie "Nature Communications".
Lodowe wulkany na Plutonie. Spektakularne odkrycie NASA
WIDEO

Lodowe wulkany na Plutonie. Spektakularne odkrycie NASA

Zdjęcia Plutona wykonane przez sondę NASA New Horizons ujawniły nieznane wcześniej lodowe wulkany. Średnia temperatura na powierzchni tej planety karłowatej wynosi - 232 st. Pokrywają ją góry, doliny, lodowce, równiny i kratery. Analiza zdjęć z sondy wykazała wyboisty region na Plutonie, nie przypomina żadnej innej jego części. - Znaleźliśmy pole bardzo dużych lodowych wulkanów, które nie przypominają niczego, co widzieliśmy w Układzie Słonecznym – powiedział autor badania Kelsi Singer, starszy naukowiec z Southwest Research Institute w Boulder w Kolorado. Według zespołu wulkany lodowe mają wysokość do 7 km i średnicę od 10 km do 150 km, a niektóre łączą się, tworząc jeszcze większe struktury. Największy wulkan lodowy, znany jako Wright Mons, jest mniej więcej tej samej wielkości co Mauna Loa na Hawajach. Wcześniejsze badania sugerowały, że wnętrze Plutona nie wytworzyło wystarczającej ilości ciepła do napędzania aktywności wulkanicznej. Zespół badawczy zauważył również, że obszar nie ma żadnych kraterów uderzeniowych, które można zobaczyć na całej powierzchni Plutona, co sugeruje, że wulkany lodowe były aktywne stosunkowo niedawno. Planeta miała kiedyś ocean podpowierzchniowy, a znalezienie lodowych wulkanów może sugerować, że ocean jest nadal obecny, a woda w stanie ciekłym może znajdować się blisko powierzchni. Odkrycia rodzą więc intrygujące pytania o potencjalną możliwość istnienia życia na Plutonie.
Katastrofa ekologiczna u wybrzeży Peru. Dramatyczne nagranie z plaży
WIDEO

Katastrofa ekologiczna u wybrzeży Peru. Dramatyczne nagranie z plaży

We wtorek (25 stycznia) u wybrzeży stolicy Peru – Limy, doszło do kolejnego, dużego wycieku ropy naftowej. Stało się to na skutek uszkodzenia podwodnego rurociągu rafineryjnego i jego kolektorów końcowych (PLEM) w rafinerii La Pampilla. Wtorkowy wyciek jest konsekwencją próby ustalenia przyczyn wcześniejszego wycieku, który miał miejsce 18 stycznia. Niestety, podczas swoich prac kontrolerzy spowodowali kolejny wyciek. Cały czas trwa zbieranie ropy naftowej wzdłuż wybrzeża. Zanieczyszczone zostało ok. 1,8 kilometrów kwadratowych linii brzegowej i 7,1 kilometrów kwadratowych morza. Rząd ogłosił 90-dniowy stan wyjątkowy obejmujący tereny przybrzeżne Limy. Ministerstwo Środowiska Peru mówi o ''największej katastrofie ekologicznej'' ostatnich lat. Na prośbę rządu Peru o pomoc międzynarodową, ONZ wysłał do Limy zespół ekspertów, który ma pomóc w usunięciu skutków wycieku ropy. Pierwszy wyciek ropy naftowej z 18 stycznia dotyczył uszkodzenia tankowca Mare Dorium, który rozładowywał ładunek ropy w rafinerii La Pampilla. Skażonych zostało wówczas ok. 18 tys. metrów kwadratowych plaż. Prokuratura oskarżyła hiszpańską firmę Repsol o spowodowanie katastrofy ekologicznej. To do tej firmy należy rafineria La Pampilla. Ministerstwo Środowiska Peru przekazało, że firmie grozić może grozić kara finansowa wysokości 34,5 miliona dolarów. Zarząd Repsolu twierdzi natomiast, że winę za wyciek ropy ponosi erupcja wulkanu niedaleko wysp Tonga, która miała miejsce w sobotę (15 stycznia). Fala uderzeniowa, która dotarła do brzegów Peru właśnie we wtorek (18 stycznia), miała według władz firmy uszkodzić tankowiec. Do wody trafiło wówczas ponad 6000 baryłek ropy. Podwodna erupcja wulkanu Hunga Tonga na Pacyfiku wywołała tsunami o wysokości do 15 metrów. Najbardziej ucierpiały wyspy Tonga. Fale dotarły również do wybrzeży Japonii, Stanów Zjednoczonych, a także do Peru. Erupcja spowodowała także powstanie tzw. meteotsunami. Jest ono wynikiem nagłych i silnych zmian w ciśnieniu atmosferycznym, które powoduje podniesienie się poziomu wody. Nadmorskie miasta Hiszpanii i Portugalii odnotowały miejscami wzrost poziomu wody przy brzegach aż o 50 centymetrów.