wierni

Masakra za Odrą. Relacja po ataku na Świadków Jehowy w Hamburgu
WIDEO

Masakra za Odrą. Relacja po ataku na Świadków Jehowy w Hamburgu

Krwawy atak w Hamburgu. W wyniku strzelaniny, do której doszło w czwartek ok. godz. 21:00 w trakcie nabożeństwa, zginęło siedem osób oraz sprawca. Ofiary miały od 23 do 60 lat. Osiem osób jest rannych. Miejscem ataku była Sala Królestwa Świadków Jehowy, trzypiętrowy budynek zlokalizowany w dzielnicy Gross Borstel. Sprawcę w momencie ataku nagrał z daleka telefonem komórkowym jeden z mieszkańców Hamburga. W rozmowie z AP świadek podkreśla, że na początku nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje. - Chwyciłem za telefon komórkowy. Po powiększeniu na ekranie zorientowałem się, że ktoś strzela do Świadków Jehowy. Dopiero kiedy to nagrywałem zdałem sobie sprawę z tego, co tam się działo – relacjonował Gregor Miesbach. Po oddaniu strzałów w świątyni Świadków Jehowy, napastnik popełnił samobójstwo na pierwszym piętrze budynku. - Ludzie byli wynoszeni. Słyszałem co najmniej 25 strzałów. Po przybyciu policji na miejsce przez długi czas było nie słychać strzałów. Po mniej więcej 5 minutach padł jeszcze jeden strzał – opowiedział AP Gregor Miesbach. Wpłynęło 47 zgłoszeń. Na miejscu szybko pojawili się antyterroryści, służby medyczne i policja. - Kiedy chciałem to zgłosić na miejscu pojawiły się już dziesiątki policyjnych aut, które odgrodziły duży obszar. Wtedy policjanci i antyterroryści weszli do środka – dodał świadek. Jak podała prokuratura w Hamburgu, napastnikiem był 35-letni obywatel Niemiec, były członek wspólnoty Świadków Jehowy. Motywy jego działania nie są znane. Śledztwo trwa. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz, który był burmistrzem Hamburga, określił czwartkową strzelaninę jako "brutalny akt przemocy".
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Ile Polacy dają księdzu "do koperty"? "Niech za robotę się wezmą"
WIDEO

Ile Polacy dają księdzu "do koperty"? "Niech za robotę się wezmą"

"Gość w dom, Bóg w dom" - głosi znane przysłowie. Według badania Ariadny dla Wirtualnej Polski, ponad połowa Polaków przyjmie księdza po kolędzie we własnych domach. Ile wierni dają "do koperty"? O to pytamy przechodniów podczas sondy ulicznej w Warszawie. - Jak ja mam 700 zł emerytury, to będę do koperty im wsadzała? Niech byki za robotę się wezmą - grzmi jedna z kobiet, spotkana na ulicy przez reportera Wirtualnej Polski Mateusza Dolaka. - Ja ostatnio księdza wyrzuciłam, nie przychodzi już do mnie. Jestem wierząca, ale nie znoszę księży, kościół omijam - przyznaje inna. Kolejna mówi, że przyjmie w domu każdego, kto zapuka do drzwi. - Jako gospodyni przygotowuję kropidełko, krzyżyk, święconą wodę, no i kopertę, parę groszy - tyle, ile mam. Daję 50 zł, bo nie stać mnie na więcej, a leki też kosztują - odpowiada emerytka. Inny mężczyzna przyznaje, że przygotował już dla księdza w kopercie 100 zł. - Myślę, że mają tyle pieniędzy, że nie potrzeba w ogóle dawać - stwierdza kolejny przechodzień. - Kiedyś przyszedł znajomy ksiądz, to wypiliśmy po setce - opowiada inny emeryt, zapytany o to, co przygotowuje na kolędę. Jedna z młodych kobiet przyznaje, że "absolutnie nie przyjmuje księdza". - Uważam, że instytucja Kościoła w Polsce to mafijna instytucja. Kościół należy opodatkować. Jakakolwiek kwota w kopercie dla księdza to według mnie za dużo - dodaje. Innego przechodnia pytamy o słowa duchownego z Ostrołęki, który wyznaczył parafianom, ile ma znaleźć się w kopercie. - To śmieszne. Co łaska, to łaska - podsumowuje mężczyzna.
Mateusz Dolak Mateusz Dolak
Orszak Trzech Króli przeszedł ulicami Warszawy [GALERIA]
GALERIA

Orszak Trzech Króli przeszedł ulicami Warszawy [GALERIA]

Karol Lewandowski Karol Lewandowski